|
Zygmunt: Mam złe przeczucia |
|
|
Michał Zygmunt
|
|
29.05.2010 |
Jeżeli Matka Teresa od kotów Pawła Sali nie wygra tego festiwalu, będzie to skandal na miarę porażki 33 scen z życia przed dwoma laty. Owszem, są w nim momenty słabsze, nieco przerysowane, chwiejne, ale i tak pozostaje to jedyny film, który absolutnie mnie pochłonął, nie pozwolił nawet na chwilę oderwać się od ekranu. Po projekcji nie byłem w stanie przestać myśleć o tej historii, a po tym właśnie poznaje się wybitne kino. Andrzej Barański wspominał ponoć w jednym z wywiadów, że jury pragnie nagrodzić w tym roku kino o „niekonwencjonalnej strukturze narracyjnej”. Opowiadana od końca do początku, jak Nieodwracalne Gaspara Noe, Matka Teresa… do tej charakterystyki pasuje. Mam jednak złe przeczucia. Obawiam się werdyktu konserwatywnego, utwierdzającego filmowców w przekonaniu, że mogą pozostać w tym miejscu, w którym są- czyli jakieś dwa światy za literaturą.
Znakomity jest również inny film, dopuszczony do konkursu głównego w Karlovych Varach, Chrzest Marcina Wrony. Pozornie prosta historia nawróconego gangstera i jego dawnego przyjaciela, rozdzieranego między światem mafii a „normalnym życiem”, zapętla się, niepokoi, a momentami przeraża. Bardzo porządne kino środka zaprezentowała Anna Kazejak. Co prawda Skrzydlate świnie wiarygodnej analizy środowiska kiboli nie przynoszą, ale też nie miała Kazejak takich intencji. To sprawne kino „dla ludzi”, na które widzowie pójdą z pewnością. Na pokazach festiwalowych widownia pękała w szwach.
Na podobny temat
|
@Spokojny "Overall proponuje...
Pomysł, żeby na każdą parę przypadało...