|
Michał Zygmunt
|
|
22.10.2010 |
Nie mam pojęcia, czy ten film pojawił się na ekranach polskich kin. Pewnie nie, pewnie bym zauważył. Przez łamy prasy przetoczyłaby się zapewne potężna dyskusja, bo dzieło Charlie Kaufmana Synekdocha Nowy Jork ryje banię w jej całej kulistej rozciągłości. Opowieść o reżyserze teatralnym Cadenie Cotardzie (znakomity Philip Seymour Hoffman) marzącym o stworzeniu dzieła totalnego i wszechogarniającego, rozpoczynająca się niewinnie, jak wiele filmów o neurotycznej, nowojorskiej bohemie, sama niepostrzeżenie przeistacza się w dzieło totalne. Zmagania Cadena z nieuchronnym rozkładem, jaki ogarnie jego życie w każdym aspekcie, podano w formie nielinearnej, pączkującej kolejnymi wątkami, zapętlającej się w oczach widza. Nie ma tu jednak przypadkowości, nie ma chaosu. Charlie Kaufman, jeden z najznakomitszych współczesnych scenarzystów, panuje nad filmem do samego końca. Wbrew festiwalowemu obyczajowi, po projekcji sala zastygła w ciszy, nie fetując filmu oklaskami. Dlaczego obraz tak poruszający nie trafił na polskie ekrany? Pozostaje zazdrościć posiadaczom dekoderów Canal Plus - najbliższa projekcja już dziś o trzeciej nad ranem.
Niewiele słabiej od Kaufmana spisał się Michael Winterbottom. Twórca wszechstronny, skaczący od skrzących się humorem opowiastek (Tristram Shandy) do zaangażowanych moralitetów (Doktryna szoku), przez zakamarki ludzkiej seksualności (9 Songs), tym razem bawi się konwencją klasycznego filmu noir. Morderca we mnie jest jednak klasyczną, po Bożemu zrealizowaną adaptacją tylko do pewnego momentu. Potem są już tylko kolejne kroki młodego policjanta w stronę zatracenia. Ujawnienie kolejnych dziecinnych traum, przez lata tkwiących w głębi podświadomości, nie pozostanie bez konsekwencji. Niebanalny, długo nie dający spokoju, okrutny film.
Na podobny temat
|
@Spokojny "Overall proponuje...
Pomysł, żeby na każdą parę przypadało...