|
Berlinale jest znane przede wszystkim z silnego politycznego zaangażowania wielu festiwalowych programów. Choć współczesne ruchy i wspólnoty artystyczne są zdominowane przez idee lewicowe, na Berlinale znajduje się też miejsce dla wypowiedzi z drugiej strony ideologicznej barykady. Dwa filmy pokazane w niedzielę w programie Panorama Special niosą wyraźnie reakcyjne prawicowe przesłanie, choć pochodzą z zupełnie różnych krajów i kontekstów. Ciekawe, że obydwa to należą do kina akcji – gatunku niezbyt lubianego na międzynarodowych festiwalach.
Pierwszy z nich to brazylijski Elite Squad 2 – The Enemy Within, sequel zdobywcy Złotego Niedźwiedzia na Berlinale w 2008 roku. Kapitan Nascimento z brazylijskiego elitarnego oddziału do walki z narkomafią ma kolejnego, groźnego wroga. W masie narkodilerów i skorumpowanych policjantów najbardziej przeszkadza mu lewicowy aktywista-populista, który cały czas narzeka na nieefektywność walki z narkotykami, złe warunki panujące w więzieniach oraz przemoc policyjną. Co gorsza, ten aktywista mieszka z była żoną Nascimento i wkłada liberalne bzdury do głowy jego syna, a w dodatku miesza się do polityki. Tymczasem Nascimento ma swój program walki ze złem, który wygłasza już w pierwszej scenie filmu: zamknąć wszystkich czlonków karteli narkotykowych w jednym dużym więzieniu i pozwolić im nawzajem się zniszczyć. Ponieważ byłoby to sprzeczne z ideą praw człowieka, głównym przeciwnikiem Nascimento okazuje się wspomniany lewicowiec – oglądamy jeden z najbardziej antypatycznych wizerunków działaczy tego nurtu w kinie ostatnich lat. A jednak pod koniec filmu zwolennik silnej ręki i lewicowy aktywista zawierają sojusz przeciw wspólnemu wrogowi – oczywiście, nie na korzyść wartości liberalnych.
Z kolei Devil’s Double nowozelandzkiego reżysera Lee Tamahori to historia irackiego żołnierza Latifa Yahii, którego zmuszono był zostać sobowtórem niesławnego syna Saddama Husajna – Udaya. Oparta na realnych wydarzeniach historia jest pokazana w zadziwiająco karykaturalny sposób, czasem przypominający lepsze sceny z filmu Maczeta – tylko bez cienia ironii. Iracki high life czasów rozkwitu husseinowskiego reżimu jest przedstawiony jako coś pomiędzy Bajkami z 1001 nocy a filmami o Jamesie Bondzie (Tamahori był zresztą reżyserem jednego z nich). Saddam Husajn mówi po angielsku – jak zresztą wszystkie postacie tego filmu o Iraku – z okropnym arabskim akcentem i z niejasnego powodu przypomina Bronisława Komorowskiego. Historyczny kontekst jego działań reprezentuje w filmie wyłącznie kronika wojny w Zatoce i przemówienia Busha seniora. Prawdziwy Latif Yahia, który pojawił się na berlińskiej premierze filmu, oświadczył, że film nie pokazuje nawet połowy okrucieństw Udaya Husajna. Jakim potworem by on nie był w rzeczywistosci, nic nie uzasadnia zrobienia tak karykaturalnego filmu o Iraku. Zwłaszcza w sytuacji, gdy działania amerykańskiej armii zmuszają niektórych Irakijczyków do myślenia o rządach Husajnów jak o złotym wieku.
Na podobny temat
|
@Spokojny "Overall proponuje...
Pomysł, żeby na każdą parę przypadało...