Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz
Yes, Miss Commander! Itzika Lernera był pierwszym filmem, jaki obejrzałem podczas pięćdziesiątej edycji Krakowskiego Festiwalu Filmowego. Był też pierwszym filmem pokazanym w ramach festiwalowego bloku „Focus on Israel”. W dniu projekcji spojrzenie świata faktycznie skupiło się na Izraelu – i na jego wojsku, dla którego laurką jest film Lernera.
Bohaterami dokumentu są młodzi rekruci, odbywający wstępne przeszkolenie w izraelskiej armii. Nie są to zwykli poborowi, odrabiający dwuletnią służbę wojskową, obowiązkową w Izraelu dla wszystkich - niezależnie od płci czy zamiaru pojęcia studiów. To ludzie, którzy weszli w konflikt z prawem i/lub pochodzą ze „środowisk patologicznych”. Armia ma ich zresocjalizować, uczynić pełnowartościowymi członkami społeczeństwa.
Myliłby się jednak ten, kto spodziewałby się obrazu ponurej kompanii karnej, prowadzonej przez wąsatych oficerów, krzykiem znieważających rekrutów i ich matki. Nie ma tu też scen przemocy. Wojsko ma dla swych trudnych podopiecznych twarz osiemnasto- lub dziewiętnastoletniej dziewczyny, bo w takim wieku są podoficerki odpowiadające za przeszkolenie młodych mężczyzn. Sierżantki pochodzą z „dobrych domów” – co podkreślają napisy na początku filmu. „Wartościowa” część społeczeństwa dyscyplinuje niesfornych proletariuszy ze środowisk kryminogennych i nie posługuje się w tym celu starymi dobrymi środkami, doskonale znanymi z filmowych obrazów polskiej armii. W izraelskiej bazie zwierzchniczki, szczerze przejęte losem swych podwładnych, odbywają z nimi długie umoralniające rozmowy, pełne telewizyjnej psychologii i zrozumienia dla problemów przyszłych żołnierzy. Nawet dowódca kompanii jest tu łagodnym ojcem, który zawiera z podopiecznymi partnerskie umowy i spokojnym głosem tłumaczy im, dlaczego ich postępowanie jest niewłaściwe. Pobyt w wojsku to świetna zabawa, biwak, obóz skautów – na którym zdobywa się kolejne sprawności. Co prawda, trzeba jeszcze nauczyć się stać na baczność i dołączać do szyku – ale już za chwilę poznaje się tajniki strzelania z karabinu M-16. Prosto w głowę. „Śmiertelne trafienie!” – cieszy się Icchak, bezdomny imigrant z Etiopii, dla którego wojsko to szansa na karierę.
I przychodzi wreszcie wielki dzień. „Przyjedź, mamo, na przysięgę”. Mamy przyjeżdżają i nie posiadają się z dumy – podobnie jak te inne, przybrane mamy, troskliwe opiekunki przydzielone przez armię jej trudnym dzieciom. Reżyser nie pozostawia wątpliwości – siły zbrojne Izraela to świetny środek rozwiązywania nie tylko konfliktów o podłożu religijno-etnicznym, ale także problemów społecznych. W krótkich migawkach dowiadujemy się, jak wspaniale toczą się losy nawet najbardziej z początku niesfornych rekrutów – nieraz są oficerami, służą w wywiadzie polowym, w brygadach nad Jordanem… Nie wiemy, czy któryś z nich strzelał wczoraj do działaczy społecznych wiozących pomoc humanitarną dla Palestyńczyków. Wiemy jednak, że armia zrobiła z nich szanowanych obywateli. Zamiast pobierać zasiłki – pobierają żołd. Zamiast kraść samochody – burzą domy w Strefie Gazy.
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...