NOWOŚĆ W SKLEPIE KP
>>Już jest: KP30!
Komentarze
CYTAT DNIA
Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Kapela: Gwałt jako optymalna forma komunikacji |
|
|
Jaś Kapela
|
|
29.05.2010 |
Jest coś dziwnego z tymi filmami. Oglądam je sobie i nawet bardzo nie cierpię. Obrazki się zmieniają, czasami nawet ktoś coś śmiesznego powie. Ale wystarczy, że wyjdę z sali. Wystarczy, że spróbuję coś powiedzieć o właśnie obejrzanym filmie, a już okazuje się, że coś z nim było nie tak. Sto metrów od sali kinowej orientuje się, że film, który właśnie obejrzałem, był nie tylko seksistowski, schematyczny, czy absurdalny, co po prostu zwyczajnie niesłuszny. Moja hipoteza robocza jest taka, że nikt, właściwie nikt nie zastanawia się, co ma taki film powiedzieć. Twórcy tak bardzo skoncentrowani są na samej budowie historii, że jej sens gdzieś się wymyka. Mogę tak chyba powiedzieć o wszystkim polskich filmach, jakie obejrzałem w Gdyni. Poza jedynym. Czyli Nie opuszczaj mnie Ewy Stankiewicz. Co nie znaczy, że to najlepszy film spośród przeze mnie obejrzanych. Wręcz przeciwnie. Był on najgorszy. Ale zanim ujawnię, czemu był najgorszy, chciałbym się zastanowić, czemu właściwie przyzwoite filmy wcale nie są dobre. Dziś chciałbym zrobić to na przykładzie Chrztu Marcina Wrony.
Sensacyjno-obyczajowy film Wrony da się w dużej mierze oglądać bez bólu. Być może dlatego, że jeden z głównych bohaterów zna się na czymś poza byciem głównym bohaterem filmu. Tym czymś jest produkcja okien. Zawsze miło posłuchać jakiegoś fachowca. Niestety nie jest to film o produkcji okien, tylko o honorze. Tenże sam główny bohater miał nieprzyjemność wydać swoich kolegów gangsterów, w związku z czym musi teraz umrzeć. Zanim jednak znajomi przestępcy odkryli jego miejsce pobytu, zdążył on zostać szefem prężnej firmy produkującej okna. Niestety firma nie jest dość prężna, aby mógł płacić gangsterom 10 tys. PLN za każdy dzień życia. Na szczęście w momencie, gdy pieniądze zaczynają mu się kończyć, pojawia się kolega z dzieciństwa. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie to, że jego pojawienie się pozwala mu uskutecznić sprytny plan. W tym planie po jego śmierci kolega ma przejąć jego żonę, dziecko i pracę. Bardzo to obiecujące dla kolegi, który po wyjściu z wojska nie mam przed sobą żadnych perspektyw. Ale jednak pewne zasady, które przywykliśmy uważać za ważne w cywilizacji europejskiej, kazałby zapytać żonę, co ona na to. Nikomu jednak jakoś nie przychodzi to do głowy. Żona jest towarem, którym można dysponować podług tego, co uważamy, że będzie dla niej dobre. To oczywiście nie o tym ma być historia. Tylko o męskiej przyjaźni, honorze itp. A jednak jest też o tym. Tylko jakoś twórcy zdają się tego nie zauważać. I tak to właśnie jest z tym polskim kinem.
Dowodem na coś poniekąd odwrotnego jest Nie opuszczaj mnie Stankiewicz. Tutaj historia schodzi na dalszy plan. Ważniejsza jest treść i przekaz. Przekaz jest tak ważny, że historia jest nawet nie ilustracją, ale zbędnym dodatkiem. Nie wiadomo, co się dzieje i dlaczego. Albo właśnie wiadomo. Wszystko dzieje się dlatego, że świat jest pełen zła i ohydy. A ludzie umierają. I Bóg nie jest tak naocznie obecny w naszym życiu, jakbyśmy tego potrzebowali. A przynajmniej niektórzy z nas, z reżyserką na czele. Potrzeba metafizyki jest tak wielka, że nie wystarczą osobiste zmagania z Bogiem, muszą też pojawić się prorocze sny, które pozwalają bohaterom zmierzać we właściwą stronę. Ciekawe, co by zrobili bez tych wskazówek. Zapewne już w ogóle by się zagubili. To bardzo dziwne. Ale wszyscy bohaterowie Stankiewicz są totalnie zagubienie, a jednocześnie przekonani o swojej prawości. Joanna, która jest agresywną dziennikarką, nie ma wątpliwości, że sędzina wypuszczająca człowiek z więzienia się myli. Tak samo pewna jest tego, że lekarz, który nie chce wypisać recepty jej matce, nie ma racji. Nieważna jest jego ocena, fachowa wiedza czy warunki obiektywne w postaci braku krwi, którą Joanna chciałaby obdarować swoją matkę. To zresztą również dziwne. Czy matka Joanny jest wampirem, że potrzebuje codziennie świeżej krwi? Być może. Na pewno energetycznym, zważywszy na emocjonalne uzależnienie, jakie wytworzyła w swojej córce. Matka jednak w którymś momencie bezczelnie umiera i zostawia córkę na pastwę losu. Osierocona w ten sposób Joanna, choć przecież tak poważna i dojrzała, nie jest w stanie tego pojąć. Do tego stopnia, że postanawia zatrudnić się burdelu. Nie wiadomo właściwie dlaczego. Bo dzieje się to już po tym, jak poszła do łóżka z byłbym redemptorystą i właściwie powinni żyć długo i szczęśliwie. Ale jakoś nie żyją. Choć potem żyją. Ale wcześniej kobieta musi się jeszcze przeżyć swoje w burdelu. To też znaczące. Jedyną formą relacji w Nie opuszczaj mnie jest gwałt. Lekarza gwałci Joanna, bo żąda wypisania recepty. Uczeń chcę zgwałcić Joannę, bo tak. Nawet były redemptorysta chcę zgwałcić Joannę. Ale w końcu nie musi. Bo okazuje się, że ona jednak tego chce. Redemptoryście się nie odmawia. Ksiądz jest ideałem mężczyzny. Ale o tym, dlaczego kobiety kochają księży, zajmę się już następnym razem.
Na podobny temat
|
|
|
|
@Spokojny "Overall proponuje...
Pomysł, żeby na każdą parę przypadało...