|
Kapela: Godna podziwu niewinność |
|
|
Jaś Kapela
|
|
28.05.2010 |
Czy pisałem już, że polskie kino jest jak piersi Karoliny Gruszki? Wszyscy chcieliby je dotykać i podziwiać jak się podnieca. Jeśli nie, to już tego nie napiszę. Teraz uważam, że polskie kino jest jak piersi Joanny Kulig. Dorodne i bez stanika. Piersi Joanny Kulig są główny bohaterem filmu Janusza Kondratiuka Milion Dolarów. Nie wiem, czemu reżyser kazał tak obdarowanej aktorce przez cały film pomykać bez stanika, ale oczywiście mam na ten temat pewne podejrzenia. Wiąże się one z tym, że to była jedyna przyjemność reżysera przy kręceniu tego filmu. Poza tym film nie jest zbyt przyjemny ani zabawny. Z czego reżyser zapewne zdaje sobie sprawę, więc aby nie dobijać biednego widza i siebie samego, kazał aktorce chodzić w skąpej sukience. I był to pomysł genialny w swej prostocie. Bo choć nie wiem, o co chodziło w Milionie dolarów, to wiem, że Joanna Kulig ma fenomenalne piersi. Polskie kino uczy i bawi.
Niestety, nie udało mi się wstać na Akademię Pana Kleksa, więc najlepszym filmem, jaki widziałem, pozostaje Bunt w Kautokeino. Zdążyłem jednak dojść plażą z Sopotu do Gdańska na Samotnego człowieka i potrzebowałem do tego tylko jednego Specjala. Dobry, smutny film. Tylko nie rozumiem, czemu główny bohater, gdy w końcu postanawia się nie zabić, umiera na zawał. Ale nie wszystko można rozumieć.
Nie mogę też zrozumieć, dlaczego Kołysanka Machulskiego nie jest musicalem. To był jedyny film, na którym ludzie zostali na napisach. I to nie z szacunku dla twórców, jak sądzę. Tylko dlatego, że napisy były najlepsze. W trakcie napisów cała ekipa aktorska zaczęła tańczyć i okazało się, że tańczenie wychodzi im lepiej niż cała reszta. Niestety, Juliusz Machulski tego nie zauważył. Więc jego aktorzy, zamiast tańczyć, ciągle wymieniają się jakimiś drętwymi dialogami. Może to przez endogenny lęk przed „Tańcem z gwiazdami”. Ale jednak oczekiwałbym, żeby twórca umiał się wznieść ponad animozje swojego inteligenckiego środowiska. Jadwiga Staniszkis pisała odważnie, że jedyne czego żałuje to, że więcej nie tańczyła. Juliusz Machulski też mógłby.
Jest jednak w filmie Kołysanka jeden paradygmatyczny dialog. „- A my który raz ten film kręcimy? - Pierwszy, ale na pewno nie ostatni”. W świetle scenariusza, w którym prawie wszyscy uczestnicy wydarzeń po kolej tracą pamięć, można to rozpatrywać jako pewną światopoglądową deklarację. Tak naprawdę, polscy filmowcy ciągle kręcą ten sam film, bo zapomnieli, że już go nakręcili. Tym tylko można chyba tłumaczyć powtarzalność motywów, dialogów i sytuacji. Każdy raz jest pierwszy. Żaden nie jest ostatni. Godna podziwu niewinność.
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 29.05.2010 )
|
@Spokojny "Overall proponuje...
Pomysł, żeby na każdą parę przypadało...