|
Najpierw ogólna uwaga: jesienny termin American Film Festiwal, mimo ogromnych nadziei, że okaże się namiastką wakacyjnego szaleństwa u progu najsmutniejszej pory roku, okazał się dla mnie zupełnie nietrafiony. Zamiast oczekiwanego oderwania od codziennych obowiązków jest, wprawdzie przyjemne, podwójne zmęczenie. Ale filmy. Najważniejsze są filmy. *
O ile pierwszy dzień Festiwalu mogę spokojnie uznać za nieudany (obejrzałem niezrozumiały film-live act w wykonaniu Dj Spooky’ego i ogromnie rozczarowujący After. Life), o tyle drugi zdecydowanie upłynął pod znakiem zaskakującego obrazu Neila Truglio - W rytmie fal. Ten film okazał się doskonałą odpowiedzią na moje czwartkowe zmęczenie. W rytmie fal to lekko opowiedziana, choć zdecydowanie nie płytka, dygresyjna historia Seana, znudzonego i wyczerpanego codzienną rutyną nauczyciela angielskiego. Sean (Jeff Childress), którego poznajemy w momencie, kiedy uparcie próbuje usunąć plamę krwi z jasnego dywanu, jest cichy, wycofany, nieobecny, sprawia wrażenie, jakby się zgubił i to jakiś czas temu. Ma problemy w pracy, trudno jest mu się porozumieć z uczniami; jego dawne przyjaźnie przeżywają wyraźny kryzys; podobnie rodzina - matka, która pomiędzy kolejnymi szklankami szkockiej próbuje uporządkować swoje życie po śmierci męża, ale nawet nie próbuje zrozumieć syna, chce tylko, by „wszystko było dobrze”. Jest jeszcze była partnerka, Anne i ich wspólne dziecko, córka Sam. Bohater nie potrafi nawiązać, choć usilnie próbuje, żadnej trwałej relacji. Jest skrajnie introwertyczny i w swoim wycofaniu skomplikowany. Zachowuje co prawda symboliczne i znaczące pozory, które pozwalają mu względnie bezpiecznie wegetować na społecznych peryferiach, jednak problem własnego niedopasowania nie daje mu spokoju. Półobecność, choć wygodna, okazuje się na dłuższą metę nie do wytrzymania. Bohater próbuje zmienić zarówno to, co wokół siebie, choćby wreszcie i z powodzeniem angażując się w prowadzenie zajęć z literatury angielskiej, jak i przede wszystkim to, co w sobie, kiedy ze zdumieniem odkrywa, że bliscy i życzliwi mu ludzie są bliżej niż kiedykolwiek myślał. Sean zaprzyjaźnia się ze sprzątającym wieczorami szkolne sale Billem, którego bezpośredniość i bezpretensjonalność motywują bohatera do otwarcia na innych. Świat Billa ma dla Seana podstawową zaletę - jest jednoznaczny. Jest też Laine, uczennica Seana, będąca w trudnej do określenia relacji ze swoim nauczycielem. W pewnym momencie Laine, pokazując swoje fotografie, otwiera siebie i jednocześnie Seana. Bohater, którego ulubioną formą kontaktu z innymi jest milczenie, nagle odkrywa, że to, co mówi, to jaki jest, nie tyle może, ale j e s t ważne dla innych: dla Billa, dla Laine, wreszcie dla Anne i Sam, od których odszedł. Pozornie obce Seanowi osoby, uczennica i szkolny woźny, umożliwiają mu upragniony powrót do świata żywych. Bohater filmu Neila Truglio, odzyskując siebie, zaczyna też inaczej patrzeć na innych. Bliskość z innymi, o której nawet nie marzył, staje się bezpośrednio możliwa.
Neil Truglio we W rytmie fal bardzo sprawnie opowiedział ważną i dającą do myślenia historię samotności, niedopasowania, ucieczki i wreszcie powrotu do siebie i innych. Film Truglio nie ma morału ani jednoznacznego zakończenia. Problem Seana, który na dobrą sprawę nie jest ani wyjątkowy, ani specjalnie dramatyczny, staje się bardzo ważny dla widza. Mimo wielkich deklaracji, mimo „pragmatycznego podejścia do życia”, wreszcie, mimo często głęboko skrywanego samozadowolenia każdy z nas ma coś z Seana - każdemu przecież kiedyś coś nie wyszło i teraz bardzo chce to naprawić.
Na podobny temat
|
@Spokojny "Overall proponuje...
Pomysł, żeby na każdą parę przypadało...