|
Nie sposób obejrzeć wszystkich filmów z tegorocznej retrospektywy Jean-Luca Godarda podczas festiwalu Era Nowe Horyzonty. Wybierając filmy, zdecydowałem się na najprostsze kryterium: postanowiłem obejrzeć przede wszystkim te, które były dla polskiego widza niedostępne. Pierwszego dnia wybór padł na klasykę: Męski – żeński (1966) i Chinkę (1967). Męski – żeński to historyjka, która pod stosunkowo łatwą i przyjemną w odbiorze fabułą skrywa poważny polityczny przekaz. Czwórka bohaterów, jak to u Godarda, studentów, robotnika, młodych mieszkańców Paryża spotyka się, zabiega o swoje względy, wymienia ogólne uwagi o świecie, ale przede wszystkim dyskutuje. W tym potoku słów Godard umieszcza polityczne wyzwanie, które warto co najmniej przemyśleć.
Męski – żeński otwiera socjologiczny i polityczny okres filmowej twórczości Jean-Luca Godarda – tak jak w nakręconej rok później Chince fabuła została tu podporządkowana wyraźnej, choć nieoczywistej strategii politycznej. Co Godard przekazuje w tych filmach? Francuski reżyser mieszka dyskursy, rzuca hasłami, a wszystko po to, by podkreślić potrzebę powrotu do… praktyki politycznej. Podobnie jest w Chince, gdzie grupa przyjaciół zafascynowanym rewolucyjnymi językami zawiązuje wywrotową organizację. Bohaterowie, choć pozornie różni, zachowują się bardzo podobnie – przekrzykują się wzajemnie i próbują przekonać do głoszonych przez siebie teorii. Padają znaczące zdania o potrzebie rewolucji, emancypacji robotników, wyzwoleniu spod jarzma mieszczańskiej moralności i konieczności upolitycznienia na nowo nauk humanistycznych. Ten koktajl chwytliwych haseł, której generalnej słuszności nie można kwestionować, ma jednak swoją aktualności i gorzki sens. Gorzki nie dla przedstawicieli władz czy elit, którzy i tak na oglądanie filmów Godarda nie mają czasu, ale przede wszystkim dla mających ambicje aktywnych środowisk politycznych.
Godard w Chince ponownie zadaje słynne Leninowskie pytanie: „Co robić?” Przede wszystkim przekroczyć granicę słów i porywających dyskusji. Jean Pierre Leaud, ulubiony polityczny aktor Godarda, rewolucyjne hasła wykrzykuje z prędkością karabinu. Jest w tym na przemian przekonujący i śmieszny. Warto się przy nim zatrzymać – reprezentuje bowiem symptomatyczną postawę niemocy, którą skrywa za potokiem słów. Bohater Chinki, Guillaume pod powierzchnią słów ukrywa niepewność przekonań, która nie tylko nie pomaga, ale wręcz szkodzi sprawom, o które chce walczyć. Jean-Luc Godard, sam przecież aktywnie zaangażowany w politykę, w Chince niedwuznacznie sugeruje, że ta malownicza paplanina zmieszana z radykalnymi pomysłami jest nie tylko śmieszna, ale przede wszystkim politycznie przeciwskuteczna. Zabiera czas, energię i przez to oddala od faktycznych problemów, które domagają się rozwiązania.
Filmy Męski – żeński i Chinka można polecić tym wszystkim, którzy w trakcie gorących dyskusji politycznych odczuwają nie tyle brak włączania do polityki kolejnych dyskursów, co przede wszystkim niedosyt praktyki. Godard, ten największy erudyta francuskiej Nowej Fali, komunikuje w jasny sposób: za dużo słów o polityce, za mało politycznych działań. Należy wypuścić powietrze – zdaje się mówić Jean-Luc Godard w komentarzu do historii Henri’ego, Yvonne i Guillaume’a – może warto nawet porzucić kilka pociągających złudzeń i wreszcie naprawdę wziąć się do roboty.
Na podobny temat
|
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...