NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Dźwięki wykluczone / dźwięki odzyskane Drukuj
Wojtek Zrałek-Kossakowski   
06.10.2011

Historia muzyki zachodniej to nie tylko spisywane przez muzykologów dzieje kompozytorów, utworów i wykonawców. To także historia percepcji muzyki, jej funkcjonowania w wymiarze społecznym, politycznym, indywidualnym i fizycznym. A w związku z tym to także historia dźwięków wykluczanych jako brzydkie, nieprzyjemne, niebezpieczne a nawet rewolucyjne. Każda epoka miała – i ma – swoje dźwięki wykluczone. Część z nich uznajemy dziś za całkiem normalne, czasem nawet ładne i raczej bawią nas określenia typu „diabolus in musica”, czyli „diabeł w muzyce”, a w tak wdzięczny przecież sposób przez parę stuleci nazywano tryton (odległość między dźwiękami wynosząca trzy całe tony). Trudno nam też dziś uwierzyć w to, że stosowanie niektórych dźwięków bywało po prostu zakazywane. A bywało przecież.


Jakkolwiek anegdotyczne byłyby historie o interwencji policji podczas premiery Święta wiosny Igora Strawińskiego w Paryżu albo bójce, w którą wdał się Gustav Mahler w obronie dzieła Arnolda Schönberga w Wiedniu, pokazują one, jak silny opór wywoływały zmiany w muzyce, włączanie do niej dźwięków wcześniej wykluczanych, nawet w czasach tak otwartych jak fin de siècle. Skąd ten opór? Być może odpowiedź znajdziemy u Platona, który pisze, że „trzeba sie wystrzegać przełomów i nowości w muzyce, bo to w ogóle rzecz niebezpieczna. Nigdy nie zmienia się styl w muzyce bez przewrotu w zasadniczych prawach politycznych. Tak mówi Damon, a ja mu wierzę”? Może więc chodzi po prostu o strach przed przewrotem politycznym? Może.


W muzyce, tak samo jak w każdej innej ze sztuk, odbija się rzeczywistość, konflikty, pęknięcia i dążenia danej epoki. Muzyka, jak każda inna ze sztuk, może być formą komentowania a także formułowania postulatów politycznych. Choć mówienie o dźwiękach wykluczonych może na pierwszy rzut okaz wyglądać dziwnie, niewiele się zatem różni od badania tematów wykluczanych w literaturze. Historia dźwięków wykluczonych może być ilustracją historii wykluczenia w ogóle.


Czy dziś w muzyce są jeszcze dźwięki wykluczone? Po zwróceniu się na przełomie XIX i XX wieku takich kompozytorów jak Claude Debussy albo Bela Bartok w stronę odrzucanej wcześniej muzyki ludowej, po włączeniu do muzyki zachodniej obcych jej skal ćwierćtonowych, po równouprawnieniu w muzyce zachodniej wszystkich przynależnych jej dwunastu dźwięków, po futurystycznym manifeście Luigiego Russolo postulującego zaliczenie do muzyki dźwięków będących wcześniej hałasem, szmerem albo szumem: dźwięków maszyn, uzyskiwanych mechanicznie świstów, syków, trzeszczeń, huków, grzmotów, skrzypień, szurań, krzyków, jęków czy chrząkań (a lista ta jest dłuższa…), po pojawieniu się w muzyce gatunków takich jak free jazz, improv i noise, czy wreszcie po skomponowaniu przez Johna Cage’a 4 minut i 33 sekund ciszy? Może dźwięki znajdujące się na granicach ludzkiego słuchu (człowiek teoretycznie słyszy w zakresie 20 Hz – 20 kHz) albo dźwięki wyraźnie odczuwane fizycznie, a nawet sprawiające fizyczny ból? Dodatkowo ich fizyczny aspekt, niemal namacalność, skłania do stawiania pytań o związki muzyki z cielesnością, a ciało, jak przecież wiadomo, od lat jest areną walki politycznej.


Wykluczanie dźwięków z muzyki oficjalnej zawsze miało związek z panującą w danym momencie ideologią. Więcej: wykluczania dokonywała zazwyczaj klasa panująca, a przynajmniej dominująca. Wspomniany tryton nie podobał się Kościołowi, bo jego „nieczystość” przywoływała skojarzenie z diabłem. Historia muzyki barokowej to historia muzyki arystokracji, klasycyzm stopniowo wędrował w stronę mieszczaństwa. Potem to właśnie mieszczaństwo osłupiało, gdy impresjoniści zachwycili się muzyką ludową, a już całkiem doznało szoku, gdy zaproponowano mu atonalność i hałas. Dalej historia nieco się komplikuje, bo to, że każda klasa ma swoją muzykę, stawało się coraz wyraźniejsze. Coraz częściej ustawiający się po różnych stronach barykady muzycy i odbiorcy patrzyli na siebie z pogardą, politowaniem, ewentualnie rozbawieniem. Czy przypadkiem w tym stosunku do muzyki innych nie odbija się coś głębszego?


Jednocześnie jednak coraz częściej byliśmy (i jesteśmy wciąż) świadkami mieszania się stylistyk i włączania do osobnych terytoriów muzycznych dźwięków obcych. No właśnie. Tę samą historię można opowiedzieć też oczywiście „od drugiej strony”. Skupić się w narracji na dźwiękach, nazwijmy je tak roboczo, odzyskanych. To te same dźwięki, co wykluczone, obserwowane jednak z innej, odwrotnej perspektywy. W takim ujęciu byłaby to historia upodmiotowienia, włączania kolejnych „grup” albo po prostu grup, historia o poszerzaniu przestrzeni wolności… Byłaby to fajna historia. Dobra bajka o z początku trudnej, ale jakże potem pięknej przyjaźni Czystej Kwinty i Garbatego Trytona… Przypowieść o tym, że wszyscy jesteśmy Półtonami w jednej Chromatycznej Rodzinie… I tak dalej i tak dalej. I ja wcale nie żartuję.

  

  

  

  

Komentarze
Dodaj nowy
wtret  - witam   |07.10.2011 05:17:29
Swietny tekst, zawsze czułem podobnie! Muzyka, ten niby ideał ‘czystej formy’
niesie potężny ładunek ideologiczny. Jednak to stwierdzenie, że muzyka wyraża
postulaty polityczne jest jednak przesadzone. Opowiedzenie się za pewną estetyką
jest opowiedzeniem się za pewną klasą, grupą, pozycją w społeczeństwie (np.
pozycją outsidera). Może to konotować pewne konkretne hasła - czyż
psychodeliczne zespoły z lat 60tych nie kojarzą nam się automatycznie z ‘make
love not war’? - jednak muzyka wciąż pozostaje niekonkretna w przekazie.
Maciek_Cisowski  - CDN?   |07.10.2011 20:31:53
Może zatem seria felietonów pokazujących wyraźniej takie przykłady
"wykluczenia/odzyskania"? Zgadzam się, że to jest cholernie
interesujące, Sokrates w "Państwie" bał się nieuporządkowania w muzyce z
tego samego powodu, z którego wykluczał mity ojcobójstwa ze swego polis.
Jak
słusznie zauważył autor, nie chodzi o to, co muzyka jakoby sama przekazuje i czy
to konkretne i explicite czy nie, ale raczej to, jak się ją odbiera. Jest tu
sporo do opowiedzenia, np. o "zdradzie" ruchu muzyki folkowej
(zdecydowanie politycznego) przez Dylana po festiwalu w Newport itd. Mam
nadzieję na ciąg dalszy!
gege  - eee   |08.10.2011 18:22:20
Nie wiem co to ma znaczyć, że mieszczaństwo wyklucza dźwięki. Jak? Po co?
I
kto jest odbiorcą dźwięków, które ulegają ‘upodmiotowieniu’, jeśli nie
mieszczaństwo właśnie? Kategorie jakimi posługuje się autor są zbyt ogólne, żeby
znaczyły cokolwiek - zaczną znaczyć, gdy program tu nakreślony zostanie
zrealizowany.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 06.10.2011 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.95283 Seconds