NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
W szkole straszy Drukuj
Witold Mrozek   
18.10.2011

Nowo powołana wiceprezydent Krakowa do spraw edukacji swoje urzędowanie rozpoczęła od radosnej zapowiedzi. „Będę jak Margaret Thatcher” - stwierdziła Anna Okońska-Walkowicz, obiecując, że przy restrukturyzacji krakowskiego szkolnictwa nie wystraszy się nauczycielskich protestów. Prezes Społecznego Towarzystwa Oświatowego, do tej pory aktywnie działająca na rzecz szkolnictwa niepublicznego, będzie stać na czele publicznej oświaty Krakowa. Skoro nikt nie widział konfliktu interesów w tym, by państwowe uniwersytety reformowała prezydent uczelni niepublicznej, to dlaczego miano by dopatrzeć się go tutaj? Ale żeby od razu powoływać się na Thatcher?

Przecież wydawać by się mogło, że język publicznej debaty przesuwa się w lewo. Że wyborów nie wygrywa się już hasłem podatku liniowego, a po popularność nie jeździ z ryngrafami do Pinocheta. Nawet jeżeli - jak przytomnie zauważa Marek Beylin w ostatniej „Gazecie Świątecznej” - Janusz Palikot w rzeczywistości wprowadził do Sejmu przede wszystkim drobnych przedsiębiorców-paleokorwinistów, to by zapewnić swojej liście medialną nośność i trzeci wynik w wyborach, musiał założyć czerwoną koszulę „odnowiciela lewicy” i bardziej eksponować walczących o prawa mniejszości, prawa reprodukcyjne i świeckie państwo Grodzką, Nowicką i Biedronia – niż zastępy lokalnych biznesmenów, walczących o zniesienie rzekomego fiskalnego ucisku. Tradycyjnymi hasłami liberalnej ortodoksji próbował natomiast szermować w niedawno zakończonej kampanii PJN z Pawłem Poncyljuszem na czele. Skutek tego jest taki, że swój postulat zlikwidowania dotacji dla partii politycznych ugrupowanie to wypróbuje teraz na sobie. W mikroskali.

Nie wszystko jednak przedstawia się tak różowo. W myśleniu o strategicznych, „twardych” obszarach – takich jak infrastruktura, służba zdrowia czy edukacja właśnie – rynkowy dogmatyzm trzyma się całkiem mocno. A także wspierająca go propaganda, wskazująca winnych błędów i wypaczeń polskiego kapitalizmu. Przykurzoną już nieco figurę górnika-roszczeniowca i zadymiarza, hamulcowego rozwoju polskiej zielonej wyspy, coraz częściej zastępuje się nauczycielem-nieudacznikiem i pasożytem. Pracuje taki osiemnaście godzin tygodniowo, ma dłuższe wakacje i jeszcze czasem wystąpi w obronie swoich praw i interesów. Mniejsza o to, że jego dłużej ponoć pracujący zachodni koledzy mają do pomocy pracowników administracji i skupić się mogą tylko na uczeniu.

Nauczycieli tak naprawdę nikt nie lubi, tkwi to w nas od dzieciństwa. Łatwo zatem wszcząć na nich medialną nagonkę. „Nauczyciele rujnują budżety gmin”, „Za absurdy Karty nauczyciela płacą podatnicy i samorządy” – rej wodzi tu „Dziennik Gazeta Prawna”, ale dzielnie sekundują jej inne tytuły. Skoro nauczyciele stają się równie szkodliwi co górnicy, trzeba zrobić z nimi porządek. A w tym Margaret Thatcher była naprawdę dobra.

Owszem, można powiedzieć, że z tą Thatcher to tylko slogan, specyficzne poczucie humoru pani wiceprezydent, taki polski folklor neokoński. Że po prostu musimy z tym żyć, bo urodziliśmy się w takim, a nie innym miejscu – tak samo, jak żyć musimy z działaczami lewicy cytującymi Jana Pawła II na pierwszomajowych manifestacjach. Że nie ma się czym przejmować – bo też na plac Centralny w Nowej Hucie nikt nie mówi „plac Reagana”, choć takiego nadano mu w 2004 roku patrona, by egzorcyzmować widmo usuniętego stamtąd pomnika Lenina. Wreszcie można się pocieszać, że wiceprezydent Okońska-Walkowicz to bardziej urzędniczka niż polityczka – i swoją wypowiedzią nie buduje żadnego elektoratu, a co najwyżej kompromituje siebie i swojego mocodawcę.

Zresztą prezydent Jacek Majchrowski bywał nieraz na rodzimej scenie politycznej postacią całkiem pozytywną – walcząc twardo z Komisją Majątkową, występując od początku przeciwko wojnie w Iraku czy czyniąc krakowską komunikację publiczną najlepszą w Polsce. Można zatem mieć nadzieję, że nie pozwoli swojej drugiej zastępczyni na zbyt daleko posuniętą realizację jej torysowskich fantazji.

Jednak takie odwołania, nawet jeśli błahe i zwyczajnie nieprzemyślane – nie są nigdy niewinne. I wolałbym żyć w kraju, w którym osoba odpowiedzialna za edukację dzieci sobie na takie słowa nie pozwala. Polityka Thatcher nie ograniczała się do powiedzenia górnikom, że są niepotrzebni, a społeczeństwu – że nie istnieje. Za jej rządów w Wielkiej Brytanii do górników strzelano. Warto o tym pamiętać, gdy porównuje się do nich dzisiejszych nauczycieli, a siebie do Żelaznej Damy.


Felieton ukazał się na portalu e-teatr.

Komentarze
Dodaj nowy
anya   |18.10.2011 22:53:49
Witam serdecznie, pochodzę z rodziny nauczycielskiej, nauczycielką jest moja
mama i 4 ciotki. Niestety większość z zarzutów stawianym nauczycielom, które Pan
wyśmiewa w swoim felietonie, jest prawdziwa. Generalnie wszystkie moje ciotki
mają bardzo blade pojęcie o przedmiotach przez siebie prowadzonych (każda z nich
ma kilka podyplomówek za sobą uprawniających do nauczania wszystkiego: od fizyki
i matematyki, przez biologię, geografię, język polski czy w-f). Moja mama (z
wykształcenia rusycystka, dzięki podyplomówkom w tej chwili uczy informatyki -
nawet maila nie potrafi wysłać, i nauczania początkowego) w tej chwili jest na
rocznym, 100% płatnym urlopie zdrowotnym (drugim w ostatnich 4 latach) wziętym
na lewo (znajomy lekarz), ponieważ ma konflikt z dyrektorką szkoły i nie ma
ochoty się z nią widywać. Nawet wtedy, gdy uczyła w szkole potrafiła wrócić
wcześniej z pracy niż ja się obudziłam. Te niesamowite ilości godzin dodatkowych
dla nauczycieli są mitem, może czasami mają miejsce, ale na pewno nie są normą.
Ja prowadzę własną firmę, nie mam urlopów, świąt ani długich weekendów, a muszę
oddawać swoje bardzo ciężko zarobione pieniądze grupom uprzywilejowanym takim
jak nauczyciele, górnicy, rolnicy czy służby mundurowe. Jestem feministką, ale
nie komunistką! Równość i wolność dla wszystkich! Nie dla przywilejów!
Zdumiony  - Nie komunistka, czyli kto?   |19.10.2011 11:32:36
Czyli córeczka donosi na rodzoną mamusię i jeszcze twierdzi, że nie jest
komunistką? To kim jest?
wiiedźma   |19.10.2011 13:29:38
@ anya Widać w tej firmie bardzo robić nie trzeba, jeśli wstajesz sobie
codziennie koło 9:00 (zakładając optymistycznie, że mama ma tylko jedną godzinę
dziennie).
anya   |19.10.2011 14:22:24
@ zdumiony - czyli winny jest ten, który ośmieli się powiedzieć głośno jaki
jest problem, a nie problem sam w sobie? Gratuluję postawy i logiki. Nie donoszę
tylko obrazuję jak to wygląda w rzeczywistości, bo przecież żaden nauczyciel się
nie przyzna, że jest uprzywilejowany. Zawód nauczyciela jest tak ciężki i słabo
opłacany, że z mojej klasy licealnej aż 4 koleżanki zostały nauczycielkami
(notabene 3 z nich miały kłopoty z przechodzeniem do następnej klasy), a studia
pedagogiczne są od lat najpopularniejszymi w Polsce. Ludzie widzą jak jest i też
tak chcą. We wrześniu opublikowano wyniki badań, w których okazało się, że 70%
nauczycieli wraca zmęczona do pracy po wakacjach, przecież to jest kpina i
absurd! Czy Wy nie widzicie, że to wszystko naszym kosztem? Ta grupa społeczna
narzeka na wszystko i wszystkich tylko dlatego, aby przypadkiem nikt im nie
zarzucił, że przesada ma swoje granice. A co do ironicznego komentarza
"wiedźmy" - chodzi mi o czasy kiedy studiowałam i mieszkałam z
rodzicami, ale masz rację, nauczyciele często kończą pracę o 9 czy 10, a np. w
zeszłym roku moja mama miała wszystkie poniedziałki i piątki wolne, niezły
tydzień pracy, prawda? 3 dni pracy i 4 weekendu. Symptomatyczne jest to, ze
komentatorzy zajęli się moją osobą, a nie tematem. Lewica w Polsce nie jest
zdolna do prowadzenia sprawiedliwej polityki społecznej, ponieważ bezmyślnie
popiera wszystkie zorganizowane grupy nacisku kosztem innych obywateli.
Zdumiony i zasmucony raz jeszc  - Złożyłaś doniesienie na mamusię, więc…   |19.10.2011 17:13:48
@ anya - złożyłaś na publicznym portalu doniesienie o popełnieniu
przestępstwa przez Twoją mamusię… Czy Ty tego nie rozumiesz? Pisząc, że Twoja
mama załatwiła sobie lewe zaświadczenie od znajomego lekarza, jeśli to
prawda,donosisz, że popełniła przestępstwo. Grozi jej nie tylko dyscyplinarne
zwolnienie, konieczność oddania nienależnych wynagrodzeń, ale i kara pozbawienia
wolności, za skorumpowanie lekarza. Czyżbyś chciała odwiedzać mamusię w
więzieniu? W stalinowskiej Rosji jako wzór dla młodzieży stawiano takiego
jednego maładca, który doniósł na rodziców. Czyżbyś chciała pójść w jego ślady?
rosa   |20.10.2011 03:48:38
Droga Anyu!
Zwroce uwage, ze podyplomowka znaczy ze ktos ma dyplom i sie
doksztalca. Znaczy mgr z czegos jest.
Moja mama takze jest nauczycielka. Po
podyplomowych. W podstawowce. Teraz zostala bez dochodow, bo prawa nauczycieli
do emerytury zmieniaja sie z roku na rok, na wczesniejsza emeryture nie ma juz
co liczyc. Znam Karte Nauczyciela, bo razem z nia o spokoj dla niej walczylam.
Bo juz kiedy w latach 80 zaczynala prace, ostrzezono ja w urzedzie, ze wiekszosc
nauczycieli leczy pozniej nerwy.
Te dodatkowe godziny to szkolenia nadambitnej
dyrektorki. Kolka i apele. Konkursy. I zmuszenie do podpisania oswiadczenia, ze
zrzeka sie oplaty za nadgodziny.
Czlowiek nawet z najlepszym wyksztalceniem nie
bedzie prowadzil lekcji wzorowo, bo do tego trzeba miec takze pasje i
umiejetnosc przekazywania wiedzy i zainteresowane uczniow przedmiotem.
Jestem
feministka. I komunistka okazalo sie tez, bo uwazam, ze grupy dzialajace
aktywnie dla wspolnego z definicji dobra powinny byc uprzywilejowane, bo wtedy
zaskamy na tym wszyscy.
Łysy   |20.10.2011 12:26:39
Niskie zarobki nauczycieli to mit wciąż powtarzany. Być może w Warszawie to ma
jeszcze sens w reszcie Polski nie. Znam ludzi, po studiach ze znajomością języka
obcego, którzy pracują za 1500 zł. 40 godzin w tygodniu (oficjalnie) a nie 21 x
45 minut. Jakoś nie widać, żeby ci nauczyciele masowo się zwalniali, do pracy
dyrektorzy przyjmują po znajomości. Jeśli to tak dramatycznie słaba posada to po
co protekcja? Ale pal sześć mit o niskich zarobkach, jeszcze, żeby choć te
dzieci były poważnie traktowane. Niestety nic się zmieniło w szkołach od czasów
gdy sam byłem dzieckiem. Moja córka też jest traktowana jak gówniarz gdy zwróci
uwagę niesprawiedliwemu nauczycielowi. Z nauczycielem się nie dyskutuje. Plan
lekcji układa się pod nauczycieli, nie pod uczniów. Kółka organizuje się w
czasie zajęć części klas bo przecież nauczyciele nie będą czekać na dzieci.
Można by to mnożyć ale o tym nie słychać bo m.in. p. Broniarz twierdzi, że
nauczycielom wszystkie przywileje się należą bo mają wyższe wykształcenie i
muszą się rozwijać…
kontras  - odrobina rzeczowości   |23.10.2011 17:30:11
dwa dni w tygodniu na pełnym etacie to absurd niedozwolony przez przepisy - może
Mama ma niepełny etat.
Autor dobrze wspomniał o tym, że w odróżnieniu od np.
szkół brytyjskich w polskich nie ma personelu do pilnowania dzieci na przerwach
w tym godzinnej obiadowej kiedy można porządnie odpocząć.(w tamtejszej szkole
nauczyciele mają swój aneks kuchenny) Tymczasem u nas dominuje myślenie
ja"zapierdalam" 40 godzin i nie mam urlopu więc.. walczę o swoje prawa?
gdzie tam, nie, domagam się żeby wszystkim było tak źle jak mi i ujadam na tych
którzy mają może troszkę lepiej, bo już np prokuratorzy zarabiający po
kilkanaście tysięcy w stanie spoczynku są za daleko.
q-ku  - anya - święta prawda - okrutna ale prawda   |23.10.2011 21:49:49
[quote=anya]"Witam serdecznie, pochodzę z rodziny nauczycielskiej,
nauczycielką jest moja mama i 4 ciotki. Niestety większość z zarzutów stawianym
nauczycielom, które Pan wyśmiewa w swoim felietonie, jest prawdziwa.
"
==============
anya niestety pisze prawdę i złość jej rozmówców troszkę
potwierdza to
Spokojny   |24.10.2011 15:07:59
Przebieg dyskusji jest ograniczony przez opozycyjne myślenie. Albo źli są
nauczyciele i ich roszczenia są bezpodstawne, albo nauczyciele są dobrzy i ich
roszczenia słuszne. Rzeczywistość jest nieco bardziej jednak złożona. Jeśli
jakiś zawód się degraduje, to w pierwszej kolejności ma to wpływ na zarobki, w
następnej na rekrutację, później na jakość pracy a na końcu ta niska jakość
służy jako uzasadnienie niskich zarobków i dalszej degradacji takiej grupy.
Historycznie rzecz biorąc pierwsi nauczyciele byli elitą, bo byli tylko dla
elity. Później pojawiła się idea szkolnictwa państwowego, ale nauczyciel miał
być postacią wdrażającą obywateli w państwowy dryl. Był to więc zwykle mężczyzna
obdarzony takimi cechami i uprawnieniami, jakie mogły ucieleśniać siłę państwa.
Musiał więc być także dobrze przygotowany merytorycznie i nieźle opłacany.
Posługiwał się siłą, która nie była kwestionowana, bo nikt w tamtych czasach
siły państwa nie podważał. Następnie wizja nauczyciela się zmieniła. Z roli
wdrażania w dryl przeszedł on do roli opiekuńczej i wychowawczej. Miało to ten
skutek, że przyjęto, iż najważniejsze dla zawodu są cechy ułatwiające
sprawowanie funkcji opiekuńczych. Ponieważ uznaje się, że takie cechy od
urodzenia mają kobiety, przyjęto że ich zdolności do opieki nad dziećmi są
ważnym atutem i mogą byc nawet ważniejsze niż merytoryczne przygotowanie. W
efekcie zawód nauczyciela doczekał się desantu kobiet przekonanych, że "z
dzieciaczkami sobie przecież dadzą radę" i mężczyzn gotowych pracować za
jakiekolwiek pieniądze bo żadnego innego pomysłu na siebie nie mieli. Zawód
nauczyciela przeszedł ewolucję podobną do tej, którą przeszedł zawód psychologa.
Od kiedy uznano, że podstawą jest "empatia" skończyły się czasy Freuda i
burzliwych teoretycznych dyskusji jego wyznawców i odstępców a na tronie
zasiadła pani magister Jadzia z poradni psychologiczno pedagogicznej która
zarabia 1300 na rękę bo i tak nic innego robić nie jest w stanie. No i się nie
szkoli, bo po pierwsze nie bardzo wie w czym a po drugie i tak nie miałaby za
co. Zanim się zacznie rozmawiać o tym, czy nauczyciele są dobrzy czy źli i czy
zarabiają mało czy dużo warto się zastanowić nad ich statusem w społeczeństwie.
Czy mają reprezentować zasady i wprowadzać w nie? Jeśli tak, to jakie mają mieć
do tego środki i jakie to mają być zasady?
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 18.10.2011 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.93082 Seconds