|
Czy zastanawialiście się kiedyś, co by było, gdyby przeciętny polski proboszcz - zamiast straszyć piekłem, rozbiorami, Niemcem, Żydem, Ruskim czy masonem – zaczął straszyć deficytem budżetowym i podatkami? Gdyby zamiast piętnować w kazaniach prezerwatywy i rozwody, gromił bezrobotnych, co przejadają socjal? W ramach rekolekcji poczciwy nasz dobrodziej opowiadałby „historie sukcesu” rodem z korporacyjnych szkoleń. A to już się dzieje: polska teologia sukcesu staje się faktem. Religijna pochwała finansowej prosperity i przekonanie o zawinionym ubóstwie ludzi biednych, znane z nauczania niektórych amerykańskich teleewangelistów protestanckich, również w Polsce trafiają na podatny grunt.
Polacy to raczej naród męczenników i kaznodziejów niż myślicieli i teologów. Może katolicki wariant teologii sukcesu będzie naszym pierwszym poważnym i oryginalnym wkładem w myśl teologiczną? Nurt ten ciągle się rodzi. Czasem objawia się w formach niszowo-folklorystycznych, jak twórczość werbisty o. Jacka Gniadka, autora książki Dwaj ludzie z Galicji. Koncepcja osoby ludzkiej według Ludwiga von Misesa i Karola Wojtyły. Dr Gniadek konsekwentnie rozwija „personalizm ekonomiczny”, oparty na liberalizmie szkoły austriackiej i cytatach z JP2, którego nazywa w jednym z wywiadów „papieżem wolnego rynku”.
Coraz częściej rodzima teologia sukcesu przemawia też do mas – jak na antenie Religia.tv, gdzie czołobitny wywiad z Leszkiem Balcerowiczem przeprowadził kiedyś w koloratce ksiądz Kazimierz Sowa, szef tego kanału. Masowy zasięg miał również dwustronicowy wywiad z ks. Jackiem Stryczkiem z Krakowa, który w ostatni weekend opublikowała „Gazeta Wyborcza”. Wyłania się z niego dość ciekawy portret duchownego z generacji Sikorskiego, Palikota, Cejrowskiego, Semki, Staszewskiego – obsesyjnie antykomunistycznego i obsesyjnie wolnorynkowego „zdziczałego pokolenia”, o którym tyle pisał Cezary Michalski.
Stryczek nie daje pieniędzy żebrakom. Kocha bogatych, bo znają wartość pracy. Wśród biednych dostrzega – między innymi - roszczeniowych i leniwych „nieudaczników”. To nie dla nich organizuje akcje charytatywne i wspiera filantropię, nie stroniąc od promujących ją niekonwencjonalnych akcji i happeningów. Starał się – znów happening - o fotel szefa SLD, bo przecież lewicowość to pomaganie ludziom. A na tym ksiądz-społecznik się zna. U Leszka Millera ceni pozytywny stosunek do wolnego rynku. A sam, gdyby zajął miejsce Napieralskiego, swoim hasłem uczyniłby slogan „Gospodarka, głupcze!”. Wszystko to już skądś znamy – tylko dlaczego nagłówek w gazecie krzyczy, że krakowski ksiądz skręca w lewo?
Wysyłając parę tygodni temu list motywacyjny do Sojuszu, ksiądz Stryczek nie wykazał się jednak tak chwalonym przez siebie instynktem sukcesu. Nawet jeśli jego dotychczasowa korporacja ma teraz ponoć problemy – to czym jest kryzys Kościoła wobec kryzysu SLD? Chyba że Stryczek planował po prostu „wrogie przejęcie”… Specyficznie pojęta liberalna „wrażliwość społeczna” i talent happenera czynią ze Stryczka katolicką odpowiedź na Palikota. On też umie uprawiać politykę, używając żartów. I jechać po bandzie. O poczuciu humoru krakowskiej kurii świadczy natomiast fakt, że ksiądz Stryczek msze odprawia w kościele św. Józefa Robotnika.
Kiedyś o polskiej teologii sukcesu i moich obawach z nią związanych rozmawiałem z pewnym progresywnym katolickim inteligentem. Usłyszałem oczywiście, że przesadzam; że w polskim katolicyzmie zdecydowanie więcej biskupa Meringa, „Uważam Rze” i ojca Rydzyka niż Sowy czy Stryczka. Co więcej, nawet skrajny neoliberał nadaje się na antidotum przeciw straszącemu ciągle w Kościele duchowi endecji. Czy jednak mariaż katolicyzmu z drobnomieszczańskim zmysłem interesu czegoś wam nie przypomina, moi drodzy liberalni inteligenci, tak mądrze katoliccy lub tak mądrze agnostyczni? Zastanówcie się, tropiciele endeckich spadkobierców.
Felieton ukazał się na portalu e-teatr.
Na podobny temat
|
@Spokojny "Overall proponuje...
Pomysł, żeby na każdą parę przypadało...