NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Porno i święty spokój Drukuj
Witold Mrozek   
10.01.2012

Ostatnio internet obiegły zdjęcia z manifestacji przeciwko wystawie Katarzyny Kozyry w krakowskim Muzeum Narodowym. Nietrudno zbyć uśmiechem parę smętnych sylwetek, stojących z transparentem pod wielkim gmachem muzeum. Tym bardziej, że Katarzyna Kozyra myli im się z Dorotą Nieznalską, a ich lider nazywa się Kołtun - jakby był postacią z oświeceniowego dramatu, obdarzoną znaczącym nazwiskiem. Boy by się uśmiał. Z drugiej strony za protestem stoją fundamentaliści spod znaku Stowarzyszenia im. Piotra Skargi – organizacji, która ma na swoim koncie pełne pogardy i nienawiści homofobiczne kampanie. Parę lat temu widok gęsto pokrywających miasto żółtych plakatów, wielkimi literami piętnujących „homoseksualne barbarzyństwo”, raczej nie budził śmiechu.

Zdziwienie natomiast może budzić odpowiedź na tę manifestację ludzi mających sporo do powiedzenia w krakowskiej kulturze – i sporo do powiedzenia o sztuce w ogóle. „Gdybym wiedziała, że takie będą reakcje, być może poczekałabym z tą wystawą jeszcze kilka lat, aż na Kraków spłynie łaska przestania bycia grajdołkiem” – żachnęła się w rozmowie z Małgorzatą I. Niemczyńską z krakowskiej „Wyborczej” Zofia Gołubiew, dyrektorka Muzeum Narodowego. Na co chciałaby czekać Zofia Gołubiew? Aż Kozyra całkiem sklasycznieje i nikogo nie będzie obchodzić ani poruszać?

Sen o nowym Krakowie, który przestał być grajdołkiem: w pewien niedzielny poranek na wystawę Kozyry przychodzą pod rękę posłanka Grodzka i kardynał Dziwisz. I ucinają sobie nostalgiczną pogawędkę o polskiej sztuce krytycznej: „A pamiętasz, Aniu, Piramidę zwierząt? Ależ to był wtedy skandal, nie ma już dziś takich”. „Racja, Stasiu, tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiąty piąty rok już nie wróci”. „Dziewięćdziesiąty trzeci, moi drodzy!” - przytomnie poprawia Jan Rokita, wyłaniając się zza węgła. I wszyscy razem idą na Bracką, na kawę do „Prowincji”, gdzie czeka już profesorska para: Joanna Senyszyn i Ryszard Legutko. Ten ostatni wystawę już widział – był na wernisażu. To byłby dopiero zaciszny grajdołek. Byle tylko nikt się o nic nie kłócił, byle nikt przeciw niczemu nie protestował. Spłynęłaby na nas łaska największa – świętego spokoju.

Niedawno tradycjonaliści katoliccy protestowali na ulicach Paryża przeciw… spektaklowi teatralnemu. Tysiącami - a nie smutnym tuzinem. Czy Paryż to zdaniem Zofii Gołubiew też grajdołek? Takie manifestacje to nie symptom prowincjonalizmu, tylko liberalnej demokracji. W społeczeństwie, w którym występują różne światopoglądy, są czymś oczywistym.

My tymczasem bronimy okopów św. Spokoju. W otwartym i nowoczesnym mieście Wrocławiu trzydziestu paru aktywistów korwinistycznej młodzieżówki skrzyknęło się na Facebooku, protestując przeciwko spotkaniu dyskusyjnego klubu filmowego w instytucie kulturoznawstwa miejscowego uniwersytetu. Powodem był temat – feministyczna pornografia – który budzi w młodych prawicowcach niemałą ekscytację. Władze uczelni przestraszyły się postów i „lajków” fejsbukowych krzyżowców do tego stopnia, że zablokowały wydarzenie. I znów – święty spokój. Gdyby dzielni młodzi aktywiści zamiast po myszki sięgnęli po transparenty, to kto wie, może udałoby im się wymóc dymisję rektora.

  

Tekst ukazał się na portalu e-teatr.

  

Komentarze
Dodaj nowy
endargo   |10.01.2012 23:00:30
Śledzenie toku rozumowania postępowej lewicy to nie lada wyzwanie. Bo kiedy
władze uczelni odwołują spotkanie z człowiekiem, którego środowiska bliskie
autorowi brzydzą się jako osoby aż tak zacofanej, żeby nie widzieć, że tylko ten
lewicowy pogląd ma w dzisiejszym świecie racje bytu, to jest w porządku. A tu
masz - okopy św. Spokoju, jakieś Rokity, jakieś Dziwisze. O-brzy-dli-we. A fu.
rosa-alba   |11.01.2012 17:16:29
Rosalyn Deutshe już jakiś czas temu w "Agarofobii" wyraźnie wskazała że
istotą przestrzeni publicznej, w demokracji radykalnej, jest bycie polem
konfliktu. W przypadku krakowskiej wystawy dokładnie to sie dzieje. Z tym, że
gdy prawica broniła krzyża na Krakowskim Przedmieściu był w tym rozmach, można
było na swój sposób to podziwiać. Oburzenie przeciwko wystawie Kozryry jest
jednak dość śmieszne - protestujący mylą artystkę z D. Nieznalską. Pragnienie
świętego spokoju w przestrzeni publicznej to jej zawłaszczanie przez władzę -
ktoś ten spokój musi utrzymać…
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 10.01.2012 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Powered By PageCache
Generated in 0.30920 Seconds

Warning: fsockopen() [function.fsockopen]: php_network_getaddresses: getaddrinfo failed: Name or service not known in /media/data/www/krytykapolityczna.pl/public_html/components/com_pagecache/pagecache.class.php on line 273

Warning: fsockopen() [function.fsockopen]: unable to connect to :80 (php_network_getaddresses: getaddrinfo failed: Name or service not known) in /media/data/www/krytykapolityczna.pl/public_html/components/com_pagecache/pagecache.class.php on line 273