NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Nie przyjedzie żaden czołg Drukuj
Witold Mrozek   
04.10.2011

Za chwilę wybory. Jeszcze tydzień-dwa temu trudno było to odczuć. Dziś jest inaczej. Mimo majowej pogody lato nieodwołalnie się kończy. Medialne słupki poparcia szaleją, zapowiadając kolejnego – którego to już, po Marku Borowskim, Pawle Piskorskim, Januszu Onyszkiewiczu, Andrzeju Olechowskim - nowego rozgrywającego polskiej tzw. centrolewicy, czyli Janusza Palikota. Ma zagospodarować elektorat liberalny nie tylko gospodarczo, ale i obyczajowo. Czy pomogą mu w tym ostatnie optymistyczne sondaże? Co ciekawe, nie zgadzają się z nimi rankingi bukmacherów, wyceniające dużo niżej rzekomego czarnego konia wyborów. Jakoś bardziej wierzę tym cynikom, którzy ponoszą ryzyko finansowe - niż tym, którzy za swoje prognozy otrzymują z góry ustaloną kwotę.

9 października naprawdę blisko, skoro wyborcza tematyka zagościła nawet na łamach społeczno-lajfstajlowo-kulturalnego „Przekroju”, który przecież na co dzień stara się być polskim „New Yorkerem” i deklaruje dystans wobec brudnych i banalnych spraw codziennej polityki. Otwiera więc dzisiejszy numer krakowskiego tygodnika tekst o patologiach polskiego systemu wyborczego. Ordynacja promuje cztery największe partie, ich liderzy decydują o wszystkim - niezależnie od tego, jak głosujemy. Wszystko to już słyszeliśmy, wszystko to prawda. Pozostaje klasyczne pytanie - co robić?

A recepta przedstawiona na końcu tekstu zaskakuje. Ekspert Wojciech Jabłoński przekonuje, by wybory… zbojkotować. Rzecz jasna, to też nic nowego – niepójście do wyborów w kraju, gdzie postępuje w ten sposób większość społeczeństwa, nie jest zbyt oryginalne. Jednak dla eksperta Jabłońskiego nie jest po prostu wyrazem estetycznego zniesmaczenia polską klasą polityczną ani rezultatem niemożności znalezienia reprezentacji odpowiedniej dla swoich poglądów. Nie jest też, rzecz jasna, przejawem lenistwa – w końcu wypowiadając się w artykule, ekspert pracuje.

Absencja, zdaniem Jabłońskiego, to przebiegła, pragmatyczna strategia polityczna: „Gdy frekwencja w Polsce spadnie poniżej 30 procent, to jest szansa, że zareaguje Bruksela. Bo jak ma tolerować państwo członkowskie, którego władzę mają legitymację co prawda pochodzącą z wyborów, ale porównywalną z legitymacją rządu Białorusi”. Czekamy zatem na brukselską interwencję, idąc za ostatnimi rozważaniami Cezarego Michalskiego – aż pańszczyznę zniesie nam król pruski bądź rosyjski car. A – dodam od siebie - reformę rolną, rozwody i alfabetyzację przeprowadzi się w cieniu sowieckich bagnetów.

Dziś niestety nie jest tak łatwo, a Unia Europejska to również nasi reprezentanci – pochodzący z tych samych partii, które tworzą krajowy kartel. Sama Bruksela zresztą leży w Belgii, która od przeszło roku nie posiada rządu… I nikt tam jakoś nie interweniuje.

Znajoma nauczycielka, zmęczona prowadzoną przez liberalne media nagonką na jej grupę zawodową, zwykła mawiać, że wszystkie problemy społeczne naszego kraju są winą księdza Kordeckiego, siedemnastowiecznego obrońcy Częstochowy opisanego w Potopie. Gdyby zalewające wówczas Rzeczpospolitą wojska szwedzkie nie zostały wyparte, partycypowalibyśmy dziś w dziedzictwie szwedzkiego państwa dobrobytu. I choć mielibyśmy zapewne nadal formalnie monarchię konstytucyjną, republikanizm miałby się tutaj o wiele lepiej. Tyle tylko, że – w odróżnieniu od oczekującego na brukselską interwencję Jabłońskiego – znajoma nauczycielka żartuje. Podobnie jak ateiści chcący wypowiadać jednodniową wojnę Czechom czy ludzie, którzy trzydzieści lat temu poddać się chcieli Stanom Zjednoczonym.

Niestety, w najbliższym czasie nie wjadą tu żadne czołgi szwedzkie ani brukselskie. Za niską frekwencję nikt nie nałoży na nas nawet sankcji gospodarczych. Polską politykę musimy naprawić sami. Choćbyśmy z najszczerszego serca chcieli zostać kolaborantami mocarstwa-modernizatora, choćbyśmy w matkobójczym uniesieniu wylegli na ulicę stawiać bramy triumfalne szwedzkiej socjaldemokracji, niemieckiej chadecji czy szeroko pojętemu brukselskiemu „postępowi” - żadna obca kolba nie wbije nam do głowy, jak głosować racjonalnie i bez alienacji.

  

Felieton ukazał się na portalu e-teatr.

  

Komentarze
Dodaj nowy
Piotrowski   |05.10.2011 11:02:25
Bardzo słusznie. C. Michalski ze względu na swój niewątpliwy publicystyczny
talent jest niebezpieczny - sporo czytelników "KP" przejmuje jego
poglądy z całym dobrodziejstwem inwentarza. Przy całym moim szacunku dla
Cezarego Michalskiego, jego pozująca na realizm wiara, że "przyjadą
Europejczycy i zrobią nam nowoczesność" jest - jak mowił Staś Brzozowski -
bezdziejowa. Zresztą to, czym będzie "europejska nowoczesność" właśnie
się rozstrzyga i żaden kraj, nawet Szwecja, nie jest bezpiecznym azylem.
Przecież ostatnie wybory wygrała tam prawica, a nierówności rosną tam niemal
najszybciej w Europie (choć oni spadają z wysoka i dlatego jest to bardziej
jaskrawe).
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 04.10.2011 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.90970 Seconds