NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Gaz na ulicach Drukuj
Witold Mrozek   
17.05.2011

„Kraje, gdzie najsilniej żyje historia, są najnieszczęśliwszymi krajami”, pisał Stanisław Brzozowski. Do tego krótkiego cytatu z klasyka – pierwotnie odnoszącego się do Galicji i Krakowa – dużo bardziej pasować zdają się dziś inne polskie miasta. Przede wszystkim – Warszawa, ze swoimi tabliczkami „miejsce uświęcone krwią Polaków” na każdym rogu, z obrońcami krzyża śpiewającymi pod Pałacem Prezydenckim pieśń konfederatów barskich z Księdza Marka, z organizacjami AK-owskimi konsultującymi nazwy stacji metra, wreszcie z wyraźnie zaznaczoną linią muru getta, którą przekraczam codziennie, idąc do sklepu po bułki.

Jest jednak w Polsce drugie miasto narodowej pamięci, „gdzie najsilniej żyje historia”. I nie jest nim bynajmniej Kraków. Mowa o Gdańsku. Wywodzi się stamtąd nie tylko wielu rządzących po dziś dzień Polską polityków, ale i jeden z mitów założycielskich III RP – biały mit „Solidarności”, jedyne polskie zwycięstwo, przeciwstawione celebrowanym przez władzę nowej Polski klęskom: katyńskiej czy powstańczej. O ile Warszawa jest stolicą pamięci traumatycznej, o tyle Gdańsk jest stolicą pamięci sukcesu. Zamiast rekonstrukcji powstańczych bitew i zakazanych piosenek – Mury na koncercie Jean-Michel Jarre’a; zamiast budzenia narodowego popędu ku śmierci u dzieci odwiedzających Muzeum Powstania Warszawskiego – happy end wystawy Drogi do wolności w Stoczni im. Lenina.

Jeśli instytucjonalnym centrum warszawskiej pamięci jest wspomniane Muzeum Powstania, to jego gdańskim odpowiednikiem jest niewątpliwie Europejskie Centrum Solidarności. Chichot losu sprawił, że jego pierwszym - byłym już - dyrektorem została osoba będąca nie tylko duchownym (co można by odczytać jako symbol tego, która z sił społecznych najbardziej skorzystała na solidarnościowym przełomie), ale też szefem neoliberalnego Instytutu Tertio Millennio. To pokazuje, ile z ducha 21 postulatów „Solidarności” pozostało w jej zinstytucjonalizowanej pamięci, będącej elementem polityki historycznej rządu.

14 maja pod przyszłą siedzibę ECS - w obecności państwowych, kościelnych i biznesowych oficjeli - wmurowano kamień węgielny. Zainaugurowano budowę efektownego, nowoczesnego muzeum, mającego dysponować państwotwórczym mitem, użytecznym dla rządzących Polską i Gdańskiem konserwatywnych liberałów. Mitem społecznie bezpiecznym. Nic zatem dziwnego, że w przestrzeni uroczystości nie znalazło się miejsce dla legalnej (!) manifestacji inicjatywy „Nic o Nas Bez Nas”, która przeciwstawia się antyspołecznej polityce obecnych władz Gdańska, podwyżkom czynszów i brakowi dialogu społecznego. Ludzie ci są bowiem ewidentnym dowodem na to, że postulaty „Solidarności” pozostają wyzwaniem i wyrzutem sumienia - a nie jakąś świętą księgą, napisaną w niezrozumiałym języku, którą prezydent z biskupem zamknąć mogą w nowoczesnej świątyni muzeum i okadzać przy okazji rocznic.

14 maja protestujących przeciwko polityce partii rządzącej na placu budowy Europejskiego Centrum Solidarności potraktowano gazem i poturbowano. Demonstracji nie pacyfikowała nawet policja czy straż miejska – a agencja ochroniarska. Pracownicy prywatnej firmy uzbrojeni w gaz i tarcze. Gdy w mieście, o którego solidarnościowej tożsamości mówi się dziś do znudzenia, ktoś faktycznie upomina się o społeczną solidarność – to znowu „ścielą się gazy, na robotników sypią się razy”. Prywatni ochroniarze zapewne są tańsi od policjantów, trudno też odwoływać się do ich etosu służby publicznej, interpelować do świadomości, że powołani są do zapewnienia współobywatelom bezpieczeństwa. Ochroniarze nie po to zostali opłaceni.

Jeżeli władze miasta z Pawłem Adamowiczem na czele chcą nie tylko pacyfikować społeczne niezadowolenie, ale i na tym oszczędzać, można im doradzić, by przy kolejnej okazji nie tylko wynajęły prywatną agencją ochroniarską, ale też zapłaciły jej pieniędzmi przeznaczonymi na kulturę. Przecież Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego chętnie dotuje historyczne rekonstrukcje. Skoro w napisanym przez społeczną historię III RP scenariuszu lud Gdańska wraca na barykady – ochroniarze świetnie odnajdą się w roli zomowców. Już to udowodnili.

  

Felieton ukazał sie na portalu e-teatr.

  

Komentarze
Dodaj nowy
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 17.05.2011 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.85003 Seconds