NOWOŚĆ W SKLEPIE KP
>>Już jest: KP30!
Komentarze
CYTAT DNIA
Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Zygmunt: Dzień drugi - 2456 kafelków |
|
|
Michał Zygmunt
|
|
26.05.2010 |
Będzie jak w porządnym serialu: zacznę od ostatniego zdania poprzedniej notki. Pytałem, czy komuś w końcu uda się zrobić lekki, bezpretensjonalny i wielobarwny film o dojrzewaniu na tle burzliwej historii powojennej Polski. Nie przypuszczałem, że będę musiał czekać zaledwie dwanaście godzin. Co prawda Wenecja Jana Jakuba Kolskiego rozgrywa się w latach 1939-45, ale wojna była nawet bardziej burzliwa od powojnia, mogę się więc z czystym sumieniem pozachwycać.
Nigdy nie byłem fanem Kolskiego. Powiem więcej - jego magiczno-realistyczna maniera mocno mnie irytowała. A tu niespodzianka - film, do którego przyczepić się niepodobna (no, usunąłbym ze dwie łzawe sceny, ale nie bądźmy drobiazgowi). Świetnie obsadzone, pełnokrwiste role kobiece, które śmiało można by zestawić z Pannami z Wilka. Aktorzy dziecięcy (zwłaszcza odtwórca głównej roli Marcin Walewski) grający jak marzenie, co w polskim kinie jest zjawiskiem rzadszym od wyborczych sukcesów Samoobrony. Piękne zdjęcia o głębokich, nasyconych barwach, kunsztowna kompozycja, przejmująca historia i liryzm zamiast patosu… co ja tu zresztą będę piał z zachwytu - 11 czerwca proszę założyć coś przeciwdeszczowego (przewiduję utrzymanie się klimatu okołopowodziowego) i udać się do kina. Czegokolwiek na ten temat nie napisze Jaś Kapela, który siedział w fotelu obok mnie i przez cały seans wzdychał i sarkał.
Całkiem zręczna okazała się też Mistyfikacja Jacka Koprowicza. Dobrze napisana, gdzie trzeba zabawna, gdzie trzeba - przerażająca (wątek Jerzego Zawieyskiego), po prostu porządne kino popularne z kilkoma bonusowymi smaczkami, zagrane po Bożemu i nieprzynudzające ani przez moment. Czego nie da się powiedzieć o Erratum Marka Lechkiego. Po projekcji tego filmu wiem, że: w sali numer 3 gdyńskiego Multikina są 4 wyjścia ewakuacyjne oznaczone zielonymi tabliczkami, na suficie jest 2456 kafelków, głośników po bokach jest 12 i mają różne rozmiary, a w fałdach kurtyny - jeśli się dobrze przyjrzeć - widać zarys postaci Majki Jeżowskiej. A z Nie opuszczaj mnie Ewy Stankiewicz wyszedłem w połowie. Są niestety na tym festiwalu filmy, które bardzo pragnąłbym opuścić.
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 26.05.2010 )
|
|
|
|
@Spokojny "Overall proponuje...
Pomysł, żeby na każdą parę przypadało...