Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Kapela: Gorycz zwycięstwa Drukuj
Jaś Kapela   
30.05.2010
Z konkursami niestety tak to już jest, że ktoś je musi wygrać. Co gorsza: ktoś musi je wygrać z jakiegoś powodu. Na szczęście powody zawsze można znaleźć, jeśli ma się doświadczenie i odrobinę fantazji. Podobnie można znaleźć kandydatów do nagród. Jak wiemy z filmów Krzysztofa Zanussiego, życie zawsze kończy się śmiercią. Dlatego nagrody należą się tym, którzy mogą więcej nie mieć ich okazji dostać. Prawdopodobnie to zadecydowało o podwójnej nagrodzie (za scenariusz i reżyserię) dla Feliksa Falka, który ponoć zarzekał się, że Joanna jest jego ostatnim filmem. Koledzy z jury nie mogli tego nie usłyszeć. Podobnie zapewne wygląda sytuacja z Nagrodą Specjalną Jury dla Majewskiego. On też już pewnie nic nie nakręci. W takich sytuacjach idealnie sprawdza się Nagroda Specjalna. Która nazywa się tak wcale nie dlatego, że jest Nagrodą Specjalnej Troski, lecz wręcz przeciwnie. Jest niczym agent specjalny James Bond. Tajemnicza i nieprzewidywalna.

Gala w ogóle była zabawna. I to zabawna celowo. To znaczy, że reżyseria spektaklu przewidywała wygłaszanie żartów. Żarty nawet zostały wcześniej nakręcone. I potem były wyświetlane na ekranie. Żarty były trzy. W pierwszym postanowione się ponabijać z naszej telewizji. Co można zrozumieć i poprzeć w związku z tym, że pluralizm poglądów polega w niej na tym, że Pospieszalski może polemizować z Wildsteinem. Ale oczywiście nie można się bezkarnie nabijać z prawicowej telewizji. Trzeba udawać obiektywizm. Dla równowagi w żarcie numer dwa wyśmiewano się z telewizji lewicowej. Co już nie było tak śmieszne, dlatego że nikt z nabijających się takiej telewizji nie widział. I nawet nie umiał sobie wyobrazić. Poza tym, że powinno być coś o gejach. Tych żartów był jednak organizatorom za mało, więc postanowili nakręcić jeszcze trzeci, w którym z kolej nabijano się z telewizji, jaką proponuje stworzyć grono artystów w projekcie nowej ustawy medialnej. Telewizja, która interesuje się kulturą i gdzie mamy do czynienia z rzeczywistym pluralizmem stanowisk? Ale jaja. Zaraz chyba spadnę pod stół, bo już mnie żołądek od rechotu boli.

Kluczowym elementem gali było oczywiście przyznanie nagród. Takie przyznanie jest wydarzeniem medialnym, dlatego na koniec zaproszono na scenę wszystkich nagrodzonych, aby media mogły ich sfotografować. Ale gdy już wpuszczono pod scenę dziennikarzy, zdarzyła się rzecz niezaplanowana. Okazało się, że bardziej niż zwycięzcy fotografów interesuje publiczność. Jak jeden mąż wszystkie media wypięły się dupą do podium i robiły zdjęcia publiczności. A konkretnie jednej osobie, którą była Alicja Bachleda-Curuś. Bachleda-Curuś nic nie wygrała w tym konkursie, ale udowodniła, że są rzeczy ważne i ważniejsze. I można wygrywać nie startując. A w niebie czeka na nas Colin Farrell.

Potem już mogliśmy się udać do drugiej części największego namiotu w Europie Wschodniej w celu konsumpcji. Konsumpcja była zadowalająca, panowie barmani polewali dużo wódki, kiedy się o to poprosiło. Do kotleta postanowił zagrać nam Borys Szyc. Aktor razem z zespołem wykonywali mój ulubiony rodzaj muzyki, czyli chill out lounge jazz. Muzyka ta została stworzona po to, aby zapewnić nienamolne tło w poczekalniach u dentystów. Niestety, grana znacznie głośniej niż u dentysty staje się nieznośną, irytującą chałą, w której plumkanie pianina konkuruje z pierdzeniem trąbek, aby zlać się w jeden hałaśliwy chrobot. Tak właśnie się stało. Do muzyki podśpiewywał Borys Szyc, zachowując się jak gorsza wersja Johnny’ego Bravo. Ciągle wydawał z siebie odgłosy w rodzaju: ha, hej, parara, czaczacza i tym podobne. Do tego klaskał i wymachiwał kończynami. Co byłoby może nawet zabawne, gdyby nie trwało dwie godziny. Szycowi radziłbym zmianę proporcji proszku do prania i koksu we wciąganych używkach. Czasami naprawdę proszek do prania może być zdrowszy. Przed muzyką nie mozna było się schować, bo jedynymi miejscami, gdzie hałas się zmniejszał, były sale, w których wydawano jedzenie. Straszliwie przesiąknięte smrodem oczekujących na konsumpcje kotletów. W tej sytuacji pozostało jedynie uciekać. I nawet darmowa wódka nie była w stanie mnie zatrzymać. Czy było tak, jak się spodziewałem? Nie sądzę. Sam bym tego wszystkiego nigdy nie wymyślił.
Komentarze
Dodaj nowy
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 30.05.2010 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.67956 Seconds