|
Jan Smoleński: Czy to prawda, że - jak sugerują niektórzy publicyści - w tym roku nagrodę Nobla z ekonomii otrzymał publicysta i felietonista głównie za ataki na prezydenta USA George’a W. Busha?
Adam Leszczyński: Nagrodę dostał wybitny ekonomista, który jest także publicystą politycznym. Wkład Krugmana w teorię handlu międzynarodowego (za który to otrzymał nagrodę) jest ciekawy także dla niespecjalistów - np. dlatego, że według niego istnieją sytuacje, w których protekcjonizm gospodarczy przynosi korzyści ekonomiczne. To dla liberalnego ekonomisty pogląd obrazoburczy.
Krugman równocześnie jest jednak zwolennikiem wolnego handlu: uważa, że sytuacje, w których protekcjonizm ma sens, występują bardzo rzadko, a państwo - każde państwo - jest zbyt nieudolne, aby je wykorzystać.
W czym teorie Krugmana odbiegają od konserwatywno-liberalnych zasad ekonomicznych?
Krugman nie jest dogmatykiem. Uważa, że wolny rynek znakomicie rozwiązuje pewne problemy - np. sprawia, że mamy do wyboru wiele samochodów, komputerów czy jogurtów o różnych cenach i jakości. Zapewnia także innowacyjność i rozwój technologii, bo konkurencja go wymusza. I z jednym, i z drugim np. socjalizm w stylu radzieckim radził sobie źle albo wcale.
Wolny rynek i prywatyzacja nie są jednak dobre na wszystko. Krugman jest np. radykalnym i wpływowym krytykiem amerykańskiego systemu opieki zdrowotnej (Stany Zjednoczone to jedyny kraj rozwinięty na świecie, który nie gwarantuje ubezpieczenia wszystkim obywatelom). Dowodzi, że konkurencja na rynku ubezpieczeń zdrowotnych przynosi - wbrew doktrynie - bardzo złe skutki, m.in. dlatego, że firmom ubezpieczeniowym bardziej opłaca się skupiać na odmawianiu usług „ryzykownym” (czyli np. przewlekle chorym klientom) niż zapewniać im dobrą opiekę. W efekcie system amerykański jest najdroższy na świecie, ma rekordowe koszty administracyjne, a przy tym zapewnia Amerykanom - zwłaszcza biedniejszym - dużo gorszą opiekę od francuskiego czy brytyjskiego (gdzie państwowy ubezpieczyciel gwarantuje każdemu opiekę). Jest także obciążeniem dla amerykańskiej gospodarki, bo pracodawcy muszą płacić bardzo wysokie składki zdrowotne (gdyby je płacili wszyscy, byłyby niższe).
Z punktu widzenia kogoś, kto uważa wolny rynek za wynalazek Szatana, Krugman należy do szatanów mniejszych, bo bo bez wątpienia jest zwolennikiem demokratycznego kapitalizmu i uważa go za najlepszy ze znanych ustrój gospodarczy. Dla liberałów w stylu Miltona Friedmana - takich jak mój kolega z redakcji „Gazety” Witold Gadomski - Krugman jest jednak figurą podejrzaną, bo nie wierzy w liberalne dogmaty, tylko podchodzi do nich pragmatycznie.
Czy nagrodę dla Krugmana można uznać za przełomową, za znak zmieniającego się paradygmatu w ekonomii?
Ostatnio komitet przyznający Nagrody Nobla z ekonomii zwykle dzielił je pomiędzy dwóch czy trzech uczonych. Krugman dostał Nobla sam, chociaż - jako teoretyk handlu - mógł się nim podzielić z dwoma czy trzema kolegami o równie ważnym dorobku.
To można uznać za sygnał wysłany przez komitet noblowski: Nobel dla Krugmana to nagroda dla ekonomii zaangżowanej. Krugman uważa, że skala nierówności w dochodach - które są dziś w świecie zachodnim rekordowo wysokie - nie wynika z żadnych „obiektywnych konieczności gospodarczych”, tylko ze świadomych decyzji politycznych konserwatystów w stylu Reagana i Thatcher. Społeczeństwo kapitalistyczne, ale równocześnie dużo bardziej równe i sprawiedliwsze niż to, w którym żyjemy, jest nie tylko możliwe, ale jest w naszym zasięgu. I warto o nie walczyć.
Nie oznacza to oczywiście, że ekonomiści en masse nagle przestaną być zwolennikami wolnego rynku i własności prywatnej. Tak czy inaczej - to duża zmiana.
Na podobny temat
|
@Spokojny "Overall proponuje...
Pomysł, żeby na każdą parę przypadało...