Nowość w sklepie KP!
Najnowszy numer KP
Komentarze
CYTAT DNIA
Jesteśmy zdolni zgasić słońce i gwiazdy, bo nie płacą dywidendy.
John Maynard Keynes
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Kubisa: Praca-śmieć |
|
|
Trzy pytania do...
|
|
30.01.2007 |
Krytyka Polityczna: W
wydanej niedawno w polskim przekładzie książce „Za grosze” amerykańska socjolożka
Barbara Ehrenreich opisuje swoje doświadczenia jako pracownicy w sektorze
„taniej pracy”, wykonywanej przez charakterystyczną dla amerykańskiego modelu
kapitalizmu kategorię „pracujących biednych”. Co to jest „tania praca”?
Julia Kubisa*: Junk
job, śmieciowa praca to legalna praca
w sektorze usług, niewymagająca żadnych kwalifikacji i nisko opłacana. Może ją
wykonywać właściwie każdy, bo przyuczenie do zawodu trwa bardzo krótko,
zazwyczaj wystarcza szybki kurs przy stanowisku pracy. Jest mało skomplikowana,
opiera na prostych, powtarzalnych operacjach. Jej „śmieciowość” wynika z bardzo
niskich płac, oraz z tego, że nie daje szans na awans i rozwój zawodowy.
Dlatego zazwyczaj traktowana jest jako zajęcie tymczasowe lub dodatkowe.
Niestety wiele osób, które ją wykonują wpada w pułapkę. Tkwią w niej mimo, że
zdają sobie sprawę z jej „przejściowości”. Przyczyny tego stanu rzeczy - bierna
postawa życiowa oraz brak szans na znalezienie innej pracy - narastają wraz ze
stażem pracy na śmieciowym, nierozwijającym stanowisku.
Barbara Ehrenreich przez dwa lata na własnej skórze
sprawdzała, jak żyje się osobom pracującym w hipermarketach, barach szybkiej
obsługi i firmach sprzątających. Pracowała na tych samych stanowiskach i
wynajmowała takie same mieszkania. Podczas eksperymentu osobiście doświadczyła
skutków wyniszczającej fizycznie pracy i bezwartościowej diety opartej na
jedzeniu dostępnym dla pracujących w sektorze junk job. Doznała stanów
emocjonalnych właściwych większości pracowników tego sektora, od wiary w
chwilowość swojego położenia, poprzez niechęć do klientów i nienawiść do szefa.
aż do pogodzenia się z losem i marazmu.
Ehrenreich opisuje upokorzenia, na jakie wystawieni są
„pracujący biedni”, takie jak stosowana przez wielu amerykańskich pracodawców
upokarzająca procedura testów na obecność narkotyków w moczu. Jeśli test
narkotykowy przejdzie pomyślnie jest się pracownikiem - obowiązkowy test
psychologiczny jest tylko rytuałem.
Kiedy pracowała jako sprzątaczka i pomoc dietetyczki w domu
opieki, jedyne rozrywki Ehrenreich stanowił krótki spacer po plaży lub
wysłuchanie kazania w kościele. W opowieściach jej współpracowników nie ma
miejsca na kino. Wolny czas lepiej przeznaczyć na szukanie pomocy u organizacji
charytatywnych. Nawet to jest jednak poza zasięgiem większości z nich, pracują
bowiem w dwóch miejscach po siedem dni w tygodniu.
Z eksperymentu Ehrenreich wynika, że nie sposób się utrzymać
pracując w junk job. Nie starcza na ubrania, lekarstwa, jedzenie, nie
sposób wynająć mieszkania. Zamiast mieszkań są budki, zamiast obiadu
hamburgery, zamiast lekarstw - papierosy. Korzystanie z pomocy organizacji
charytatywnych wymaga cierpliwości i dużej ilości wolnego czasu, którego
pracownicy junk job nie mają.
A jak to jest w Polsce?
W Polsce tego praca
tego typu pojawiła się wraz z przejściem od społeczeństwa przemysłowego do
społeczeństwa usługowego. Tak jak w społeczeństwie przemysłowym mieliśmy do
czynienia z grupą robotników niewykwalifikowanych, najbardziej podatnych na
zwolnienia i utratę ochrony związkowej, tak teraz znowu możemy mówić o
niewykwalifikowanych pracownikach w sektorze usług traktowanych przez
pracodawców według wzorców rodem z XIX wieku.
W naszym kraju
śmieciową pracę wykonują osoby, które stały się ofiarami transformacji
gospodarczej i po zamknięciu dużych zakładów nie mogły odnaleźć się na rynku
pracy (ich ilość jest trudna do oszacowania). Podejmuje ją też wiele matek,
które nie mogą znaleźć innego zatrudnienia odpowiadającego ich potrzebom
czasowym. Pracują w ciężkich warunkach 6 godzin dziennie zamiast 8. Ponieważ
niewystarczająco wykwalifikowana matka nie ma czego szukać na rynku pracy, za
wszelką cenę trzyma się swojego śmieciowego miejsca pracy.
Warunki legalnej pracy w polskim sektorze junk job są
podobnie niekorzystne dla pracowników, jak te opisane przez Ehrenreich. Dwa
lata temu studenci Instytutu Socjologii UW przeprowadzili kilkadziesiąt
wywiadów z pracownikami supermarketów, fastfoodów i nielicencjonowanymi
ochroniarzami. Pytali ich o warunki pracy, poziom zadowolenia, wiedzę na temat
praw pracowniczych, plany na przyszłość, czas wolny i życie rodzinne. Polscy
pracownicy nie wspominali o upokarzających testach moczu, ale zatrudniające ich
firmy nie szczędzą im innego rodzaju upokorzeń. Najniżej w hierarchii są
pracownicy fastfoodów z kanapkami na gorąco, których zapach szczelnie wypełnia
przejścia podziemne wielkich miast. To nie złej sławy hipermarkety, często
kontrolowane przez Państwową Inspekcję Pracy, lecz właśnie przekąskowe barki
stwarzają najgorsze warunki pracy. Regułą jest 12-godzinny dzień pracy bez
płatnych nadgodzin i właściwie bez przerw. Wyjść do toalety można, gdy nie ma
klientów (a ci są zawsze), gdy ktoś inny stanie za ladą (ale kto?), w dodatku
toaleta znajduje się na drugim końcu przejścia podziemnego i aby z niej
skorzystać, trzeba zamknąć cały barek (a jest to źle widziane przez szefa).
Normy czasu pracy łamane są też nagminnie w przypadku
ochroniarzy, którzy często zamiast w systemie 12/24 (godziny pracy/godziny
wolne) pracują w systemie 24/48. Oznacza to ok. 260 godzin przepracowanych w
miesiącu w porównaniu do 160 godzin w miesiącu na normalnym etacie. Faktycznie
pracują prawie dwa razy dłużej, niż wynika z umowy.
Pytani o BHP pracownicy hipermarketu mówią „u nas bezpieczeństwa
pilnuje ochroniarz”. Tak jak w przypadku amerykańskim, o związkach zawodowych
nikt tu nie myśli. Zarówno w USA, jak i w Polsce silnym tradycjom związkowym
towarzyszy równie silna antyzwiązkowa postawa dużych pracodawców. W Polsce
dodatkowym utrudnieniem dla związków zawodowych była ich kompletna nieobecność
w mediach, które chętniej pokazywały pijanych górników uczestniczących w
brutalnym proteście paraliżującym stolicę. W ostatnich latach sytuacja trochę
się zmienia - coraz częściej możemy przeczytać o związkowcach broniących praw
pracowniczych, bezpardonowo łamanych przez pracodawców w sektorze usług.
Poziom nieznajomości własnych praw pracowniczych w sektorze junk
job w Polsce jest przerażający. Pytani o urlop mówią, że mogą wziąć dzień
wolny, jeśli znajdą kogoś na zmianę. Nagminne nie płaci się im za nadgodziny,
grafik zmieniany jest tak często, że uniemożliwia to jakiekolwiek zaplanowanie
czasu wolnego w perspektywie dłuższej niż tydzień. Pracują zwykle za 700 zł
brutto. Mimo odpływu pracowników do Wielkiej Brytanii nie widać znaczącej
poprawy warunków pracy i płacy.
Pod jednym względem w Polsce jest lepiej niż w USA. Wszyscy
pracujący legalnie mają ubezpieczenie zdrowotne. Reszta bez różnicy. Podobnie
jak bohaterowie Ehrenreich wynajmują mieszkania w kilka osób i korzystają z
pomocy rodzin Szukają dodatkowych źródeł utrzymania także w szarej strefie i
można powiedzieć, że w cenie zdecydowanie jest „kombinowanie”. Zapytani czy
chcieliby zarabiać więcej wymieniają sumę o 200-300 zł wyższą niż obecne
zarobki. Dla badanych pracowników najwyższą wartością jest rodzina. Pracę
traktują instrumentalnie i nie oczekują, by dawała coś więcej niż pieniądze.
W przeciwieństwie do bohaterów i bohaterek Ehrenreich polscy
pracownicy sektora junk job podkreślają swoją życiową zaradność. W USA
praca w fastfoodzie na nikim nie zrobi wrażenia, w Polsce wysoki poziom
bezrobocia sprawia, że rozmówcy są dumni z tego, że pracują. Punktem
odniesienia dla nich są bezrobotni, traktowani jako leniwi i niezaradni, i co
ważne, stojący jeszcze niżej w hierarchii społecznej.
Odnotowaliśmy bardzo ubogą ofertę rozrywek dostępnych
polskim pracownikom junk job. Ludzi, całymi dniami pracujących za grosze
przy dostarczaniu innym rozrywek (w hipermarkecie, barku i multipleksie), nie
stać na jakąkolwiek rozrywkę dla siebie. Czas wolny spędzają na odwiedzaniu
rodziny, wychowywaniu dzieci, oglądaniu telewizji i graniu w karty. Ogranicza
ich mały budżet domowy, przemęczenie i zmienny tryb pracy - w umowach o pracę
określana jest np. ilość godzin do przepracowania w tygodniu, lecz nie ma
określonych dni (pięć dni w tygodniu może oznaczać zatem również
niewynagradzaną dodatkowo pracę w weekendy).
Co można zrobić?
Zarówno książka Ehrenreich jak i badanie nad polskim junk
job wywołuje chęć omijania z daleka hipermarketów i budek z zapiekankami.
Czy jednak bojkotowanie tych miejsc
jest rozwiązaniem? Hipermarkety dają zatrudnienie w niepełnym wymiarze
godzin niewykwalifikowanym kobietom wychowującym małe dzieci, junk job jest
też ofertą dla osób chcących połączyć pracę z nauką.
Sektor junk job to wyzwanie dla wszystkich instytucji
kontrolujących warunki pracy. Ostatnie wypowiedzi Głównego Inspektoratu Pracy
wskazują, że w końcu został dostrzeżony problem szkodliwych warunków pracy
kasjerek, które w ciągu dnia pracy przerzucają towar ważący znacznie powyżej 1
tony. Skutki tej pracy możemy obserwować już dziś, bo hipermarkety są na
polskim rynku od ponad 10 lat i wiele kasjerek, które pracują tam od początku
ma poważne problemy ze zdrowiem. Związki zawodowe walczą o formalne uznanie
tych warunków pracy za szkodliwe, dzięki czemu kasjerki mogłyby dostawać
specjalny dodatek. Być może teraz GIP odniesie się do tych postulatów poważnie.
Na kontrolę czekają też zarówno firmy ochroniarskie jak i bary
szybkiej obsługi, gdzie nagminnie łamie się zasady BHP.
Niestety najprawdopodobniej niewiele się zmieni, jeśli kary
dla pracodawców będą nadal tak niskie - rzędu tysiąca zł. Za taką kwotę
bardziej się opłaca łamać prawo niż oferować pracownikom godne warunki pracy.
Problemem, wskazywanym przez pracowników i związki zawodowe jest też fakt, że
wiele rozwiązań prawa pracy dotyczy pracowników zatrudnionych na umowę o pracę,
mimo że praca wykonywana w oparciu o umowy cywilno prawne często nosi znamiona stosunku
pracy. To sprawia, że pracownicy są pozbawiani podstawowej ochrony prawnej, co
w połączeniu z niską świadomością praw pracowniczych ma często katastrofalne
skutki.
Pomóc może obecność (i aktywność) związków zawodowych. W tym
miejscu jak w żadnym innym potrzebne są szkolenia z prawa pracy, potrzebny jest
kolektywny głos pracowników. Dzięki temu udaje się wywalczyć bardziej stabilny
grafik, więcej umów o pracę (zamiast umów cywilnoprawnych), lepsze warunki
pracy i płacy. Niestety założenie związku zawodowego jest tu niezwykle trudne.
Obok zwalczających związki pracodawców przeszkadza sposób organizacji pracy, zupełnie
nie sprzyjającej integracji zespołu pracowników.
W tym sektorze nie zmieni się nic, jeśli nie będzie się
działać, lobbując w sprawie objęcia ochroną prawną osób pracujących na
podstawie umów cywilnoprawnych, które pracują tak samo jak ci na umowie o
pracę; jeśli nie będzie się nagłaśniać przykładów łamania praw pracowniczych,
BHP, mobilizować instytucji takich jak PIP. Bojkot hipermarketów nie jest
odpowiedzią - skąd możemy wiedzieć, jak wygląda sprawa praw pracowniczych w
osiedlowym sklepiku?
*Julia Kubisa - socjolożka, doktorantka w Instytucie Socjologii
UW, gdzie zajmuje się kobietami w związkach zawodowych; wiceprezeska Fundacji MaMa
działającej na rzecz matek w sferze publicznej i na rynku pracy, działaczka
Porozumienia Kobiet 8 Marca
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 13.07.2008 )
|
|
|
|
"Czekam, aż szambo-bomba (bomba w...
Pani Kingo, powiem Pani szczerą prawd...