|
Jan Smoleński: Po tym, jak w Sejmie przegłosowano pakiet ustaw reformujących służbę zdrowia pielęgniarki zgromadzone na trybunie sejmowej wznosiły okrzyki „Hańba!”. Panie tam były?
Dorota Gardias, przewodnicząca Ogólnopolskiego Związku Pielęgniarek i Położnych: Tak. Były tam członkinie zarządu, ale również pielęgniarki i położne z Polski, które pracują przy pacjencie.
Dlaczego jesteście przeciw tym ustawom?
Pielęgniarki za każdą przepracowaną godzinę dyżuru nocnego dostają dziś 60 proc. stawki godzinowej zasadniczego wynagrodzenia. Jeśli zmiany przejdą w proponowanej formie, to dostaną 20 proc. ze stawki godzinowej. To bardzo niewielkie pieniądze. Za święta również były dodatki – niewielkie, bo niewielkie, ale były. Teraz tego nie będzie. Zgodnie z ustawą również, zamiast trzymiesięcznych odpraw będzie jednomiesięczna. Dużo pielęgniarek jest w wieku emerytalnym. Mam wrażeniem, że ktoś myślał, co by nam jeszcze odebrać. Pielęgniarki i położne zawsze były niedofinansowane, ale proponowana zmiana to obniżenie wynagrodzeń o 30 proc.
Pielęgniarki studiują, jeżdżą na kursy, kształcą się, - do tej pory pracodawca mógł się do tego dołożyć. Teraz to zrzucono wyłącznie na nasze barki. Nie dość, że obcina się pensje, to jeszcze zarzuca nas dodatkowymi kosztami. A w ochronie zdrowia trzeba podnosić kwalifikacje.
Podniesiono też normę godzin do przepracowania, z 40 do 48 tygodniowo za zgodą pracownika. I pielęgniarki będą się godzić, bo czasami nie mają wyjścia.
A sama kwestia komercjalizacji jest problemem?
Jesteśmy przeciwko przekształceniu szpitali w spółki prawa handlowego. Nie mówimy, że nic nie powinno być w Polsce prywatne, ale powinien być system mieszanym jak w innych krajach. Np. szpitalu w Ozimku w województwie w opolskim po przekształceniu go w spółkę pielęgniarki zaczęły zarabiać o tysiąc złotych mniej niż w szpitalu obok, który jest publiczny. Był tam kiedyś związek – ale po przekształceniu zniknął. Jak pan myśli, dlaczego?
W jednym ze szpitali w Zachodniopomorskiem np. zmniejszono ilość instrumentariuszek, te, które zostały, pracują teraz po 240 godzin miesięcznie! Prosiły, żeby nie ujawniała nazwy szpitala. Instrumentariuszki są w zespole operacyjnym razem z lekarzami, to ogromnie stresująca praca. Jak będą wyczerpane, to mogą popełniać błędy!
W szpitalach spółkach pracownicy są często zastraszani. W jednym po przekształceniu wręczono ludziom wypowiedzenia, ale nie można było wynegocjować już pakietu osłonowego. Regułą staje się, że każdą pielęgniarkę z osobna zaprasza się na rozmowę i proponuje umowę cywilno-prawną. Wtedy można jeszcze podnieść liczbę godzin tygodniowo, nawet ponad te 48.
A jak to się ma do pacjenta?
Pielęgniarek jest coraz mniej, są również coraz starsze, średnia wieku wynosi w zawodzie 50 lat! Tak duża liczba godzin to zmęczenie, co może być zagrożeniem dla pacjenta. Szpital to nie fabryka, a ludzie to nie przedmioty.
Proszę sobie wyobrazić: jedna pielęgniarka która ma pod opieką 30 czy 40 pacjentów idzie z badaniami do laboratorium lub jeden pacjent ma krwotok a u drugiego następuje pogorszenie stanu zdrowia. Nie można tego tak stawiać: bezpieczeństwo pacjenta lub zysk.
Te przekształcenia nie są korzystne dla pacjentów choćby przez to, że młode kobiety nie są zainteresowane dzisiaj zawodem pielęgniarki. Jako związkowiec nie mam jak promować tego zawodu. Wie pan, ile kobiet chce być teraz pielęgniarkami? Np. w Katowicach, w naszej największej aglomeracji, gdzie mamy najwięcej pielęgniarek, na uniwersytecie do kształcenia w tym zawodzie jest 100 miejsc. W tym roku, po drugim naborze wolnych zostało aż 40.
Jest jeszcze jedno niebezpieczeństwo w związku z tą reformą. Teraz mamy pielęgniarki naczelne i oddziałowe. Według nowej ustawy będą tylko pielęgniarki przełożone i to w przypadku, gdy szpital ma powyżej 150 łóżek. Kto będzie nadzorował pracę pielęgniarek?
Czasami jako przykład udanych przekształceń w spółki pokazuje się przychodnie…
W prywatnych przychodniach pielęgniarki nie są zrzeszone w związkach, bo są zatrudnione na umowę cywilno-prawną. Często jest tak, że oprócz swoich zadań pielęgniarskich sprzątają gabinety, pracują w administracji i nie mogą zwrócić się o pomoc, bo mają założoną działalność gospodarczą więc nie należą do związku. I zarabiają dużo mniej od koleżanek w państwowych przychodniach. To samo grozi nam w szpitalach.
Ile teraz średnio zarabiają pielęgniarki?
Bardzo różnie. W Warszawie w niektórych szpitalach po 3 tys. złotych brutto, ale czasami 1,5 tys. W Polsce wschodniej dużo mniej. Ogólnie waha się to od 1,2 tys. do około 3 tys brutto.
Czy to zależy od kwalifikacji albo tego, jak sobie radzą?
Nie ma wartościowania stanowisk pracy, choć proponowałyśmy to poprzedniemu i temu rządowi.
Czy OZZPiP proponował jeszcze jakieś swoje rozwiązania?
Proponowanie rozwiązań systemowych nie jest rolą związku, to rola rządu. Na białym szczycie, gdy pojawił się pomysł przekształcania w spółki, wskazywałyśmy na zagrożenia. Sugerowałyśmy, żeby najpierw kilka wybranych szpitali skomercjalizować, rozciągnąć proces na kilka lat, bo najwcześniej za około półtora roku poznamy efekty reformy. Gdyby coś poszło nie tak, byłby czas, żeby to naprawić.
Wczoraj w „Rzeczpospolitej” Maria Ochman z „Solidarności” powiedziała, że OZZPiP nie wziął udziału w manifestacji „S” przeciwko prywatyzacji szpitali, a teraz pielęgniarki „nie dostały żadnej premii za lojalność”.
OZZPiP należy do centrali związkowej Forum. Z moich informacji wiem, że „S” chciała sama uczestniczyć w tej manifestacji.
My zawsze pragnęłyśmy dialogu. Z PiS-em rozmawiałyśmy 2,5 roku, z tym rządem rok, walczyłyśmy też za premierów Millera i Buzka. Gdy Platforma była w opozycji, głosowała za podwyżkami dla pielęgniarek i położnych. A teraz mamy stracić to, co udało się wywalczyć!
Przed samorozwiązaniem Sejmu, gdy przewodniczącą komisji zdrowia była obecna minister zdrowia Ewa Kopacz, udało się wprowadzić zapis, że 40 proc. z różnicy kontraktów przyznaje się na płace dla pracowników, wszystkich, nie tylko dla pielęgniarek. Ten zapis daje szansę kroczącego wzrostu wynagrodzeń. To było to, o co biłyśmy się również w czasie Białego Miasteczka.
Ze strony PO pojawiają się oskarżenia, że sterują wami politycy.
Mówił tak w jednym z programów telewizyjnych pan przewodniczący Chlebowski. Podobne oskarżenia wysuwał poprzedni rząd.
My reprezentujemy interesy ludzi pracy i chcemy być jak najdalej od takich politycznych oskarżeń.
Związek pielęgniarek i położnych zawiódł się na rządzie?
W programie „Teraz my” premier Donald Tusk mówił, że „niektóre pielęgniarki będą zarabiać”. Mam pytanie do pana premiera: które? Jakie będą kryteria?! W spocie przedwyborczym premier Tusk obiecywał, że pielęgniarki i lekarze będą dobrze zarabiać. Pytam: kiedy? I czy są takie pielęgniarki?
Wiceminister Zdrowia Marek Twardowski, kiedy przemawiał z trybuny sejmowej, zwrócił się w kierunku siedzących na galerii do pielęgniarek i powiedział: pokory! Z pokorą to trzeba podejść do reformy ochrony zdrowia.
Co związek zamierza uczynić po tym, jak ustawa została już przegłosowana?
Przedstawiciele zawodów medycznych trzech central związkowych i samorządów zawodowych napisali list do prezydenta z prośbą o spotkanie. Do tej pory chciałyśmy rozmawiać, unikałyśmy protestów i strajków. Ale jesteśmy zdesperowane. Już pokazałyśmy, że potrafimy bronić interesów tego zawodu. Będziemy walczyć.
Rozmawiał Jan Smoleński (KP). Foto: Dorota Głażewska.
Na podobny temat
|
Gdy Chrystus umierał na krzyżu raze...
Zupełnie jakbym słyszał pana Gadomski...