Nowość w sklepie KP!
Najnowszy numer KP
Komentarze
CYTAT DNIA
Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Szulc: Gdańskie Bizancjum |
|
|
Łukasz Szulc
|
|
22.02.2010 |
W Gdańsku powstaje bastion pamięci narodowej. Konkurs na Muzeum II Wojny Światowej został rozstrzygnięty. Wygrali go Belgowie, którzy na pewno bez większych problemów rozdysponują miliony, a właściwie setki milionów złotych przeznaczonych na ten projekt. Nikt po raz kolejny – co stanowi już regułę polskiej demokracji – nie postanowił zapytać o zdanie mieszkańców gdańskiej metropolii. Prócz tej inicjatywy jest jeszcze pomysł na budowę Europejskiego Centrum Solidarności. Salon, na którym wspomina się miniony system, kosztować będzie 17 mln złotych, z czego aż 6 mln wyłoży miasto.
O zwycięskim projekcie Muzeum II Wojny Światowej wiadomo tyle, że powstaje z inicjatywy Donalda Tuska i ma porażać realizmem oraz multimedialnymi prezentacjami. Wszystko to sfinansuje budżet państwa, który może odrobinę kuleje w kwestii służby zdrowia, trochę niedomaga w aspekcie polityki społecznej, ale zawsze ma się świetnie, kiedy trzeba sypnąć publicznym groszem na takie ponadczasowe inwestycje. Organizatorzy przedsięwzięcia zapewniają jednak, że finanse nie są najważniejsze – istotne, by widz z kraju i zagranicy mógł poznać nie tylko fakty, ale również by „mocniej zabiło mu serce”.
W ECS-ie natomiast prezentuje się jedynie słuszną wizję historii Polski z przełomu lat 80. i 90. Bez refleksji, bez rzetelnej analizy, ale za to z pełną powagą i respektem dla reform Jana Krzysztofa Bieleckiego i pogardą dla ludzi odbudowujących kraj po wojnie.
Oczywiście nikt prócz gdańszczan nie pamięta o miejscach takich jak Orunia, Oliwa, Nowy Port czy o rejonie znajdującym się za Filharmonią Bałtycką. Nikt nie pamięta, ponieważ nie ma tam turystycznych szlaków. A czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal. Są to rejony zaniedbane, generujące patologie społeczne, od lat mające fatalną opinię. Władze nie robią nic w tej sprawie, a rządząca Gdańskiem towarzyska grupa z Platformy Obywatelskiej nie zwraca uwagi na takie problemy. Liczy się splendor, a nie problemy z infrastrukturą i przedszkolami czy wysokie ceny gazu, wody i energii. Nie wspominając już o tym, że w tej „metropolii” są ulice, gdzie nie ma ani światła ani kanalizacji. Podobnie wzrost bezrobocia i problemy z zatrudnieniem nie leżą w głównym kręgu zainteresowań magistratu.
Nadmienić należy, że w ECS-ie kierowanym przez Macieja Ziębę, teologa i dominikanina, planowane jest zatrudnienie 90 osób ze średnią pensją 4 tys. brutto. Najwyraźniej bycie pracownikiem zajmującym się ekspozycją, której głównymi widzami będą uczniowie ze szkół, jest ciężkie i trudne, więc i pensja musi byc adekwatna.
Kiedy w Gdańsku debatuje się o historii, nie sposób zapomnieć o Lechu Wałęsie. Wprawdzie były prezydent miał dwa lata, gdy zakończyła się wojna, ale został umieszczony w muzealnej ekspozycji. Postać Wałęsy odnaleźć można pod koniec kilkuminutowej wizualizacji projektu brukselskiej spółki, która wygrała konkurs na projekt wystawy. Belgowie zapewne pragną się wkupić w łaski trójmiejskiego establishmentu i posługują się jednym z niezatapialnych polskich symboli. Nasuwa się jednak refleksja: czy naprawdę brak bohaterów i dowódców, których można by upamiętnić? Czy brak ludzi, których twarze mogłyby się pojawić na takim filmie?
Nie chodzi przecież o to, by torpedować wszelkie koncepcje mające przypominać dzieje miasta podczas II wojny światowej czy rolę Gdańska w załamaniu poprzedniego systemu. Istotne jest, aby tego typu inicjatywy powstawały w pełnym porozumieniu z mieszkańcami, którzy powinni mieć jak najszerszy wpływ na to, jaką formę przyjmie dany pomysł i ile będzie kosztować jego realizacja. Takich konsultacji nie było, a zamiast nich władze miasta pokazały arogancję - i ignorancję wobec krytycznych głosów na temat powyższych inicjatyw. Nie chodzi też o to, by pacyfikować inicjatywy kulturalne czy też przedsięwzięcia związane ze sztuką. Nie można jednak zapominać o kwestiach społeczne, bo jeśli nie ma pracy, to trudno się wybrać do teatru czy też poświęcić dzień na wernisaż. A nawet jeśli z portfelem wszystko w porządku, to lepiej trafić na ciekawą ekspozycję w Centrum Sztuki Współczesnej, a nie po raz kolejny zagłębić się w martyrologię narodową w instytucjonalnym molochu.
Co może zrobić ekipa postsolidarnościowa w gospodarczo trudnych czasach? Może się świetnie prezentować na salonach europejskich jako „partner” gotowy do „dialogu” i inwestować w mity. Wybór bez wątpienia padł właśnie na tę opcję. Wypadałoby, żeby mieszkańcy Gdańska nie zapomnieli o tym, słuchając kolejnych wyborczych obietnic.
Na podobny temat
|
|
|
|
Chyba mnie nie zrozumiałeś, właśnie c...
Brakuje pieniędzy na edukację, brakuj...