NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Wasyl Czerepanyn: Lewica bez lewicowości Drukuj
Wasyl Czerepanyn   
03.11.2010

Od pewnego czasu w Europie Środkowej coraz częściej mówimy o rewitalizacji. O czym świadczy ta retoryka? Jaką polityczność zakłada dyskurs „regeneracji przestrzeni miejskiej”? Jaki kompleks ideologiczny zachęca do posługiwania się tym słownikiem?

„Rewitalizacja” to pewnego rodzaju soft power, plaster na dziką inwestycyjną modernizację. To takie społeczno-terapeutyczne podejście: mieszkańcy miasta mają zostać „na swoim”, a sztukę ma posłużyć jako narzędzie władzy… Zasada „myśl globalnie, działaj lokalnie”, na której opiera się polityka rewitalizacji (i która jest zresztą główną zasadą New Age), tak naprawdę wyklucza uniwersalność. Promuje (drobno)mieszczański ideał antysolidarnej lokalności: upiększajmy swoje okolice, żebym nam się mieszkało bezpieczniej i bez dewiacji społecznych. „Zrewitalizować” dzielnice to znaczy pozbawić je radykalnej inności, zdeproletaryzować, zrobić Innego takim, jacy sami jesteśmy. Dokładnie tak definiował burżuazyjność Flaubert: niezdolność do wyobrażenia sobie, tego co inne. Co ciekawe, nie wszystkie dzielnice są poddawane rewitalizacji. Dlaczego ominęła ona na przykład gdańskie Stogi? Jaka zasada rządzi wyborem? Może niektóre dzielnice nie są rewitalizowane, bo już zostały zbyt zmarginalizowane? I klasa średnia czuje się tam zagrożona. Znosimy granice – kulturalne, religijne, etniczne – tylko nie ekonomiczne.

„Rewitalizacja” jest ideologiczną próbą reanimacji trupa europejskiej socjaldemokracji. Próbuje symulować jej główne osiągnięcie – państwo dobrobytu, które poniosło klęskę w Europie Zachodniej w latach 1980-90, kiedy to doprowadzono do poddania regułom kapitalizmu niemal wszystkich sfer życia społecznego. Obecnie Unia Europejska wykorzystuje pamięć o państwie dobrobytu do ponownej legitymizacji w oczach Europejczyków, którzy, zwłaszcza po ostatnim kryzysie ekonomicznym, stracili wiarę w naiwny mit wolnego rynku i pragną przywrócenia kontroli społeczeństwa nad rynkiem. Dyskurs rewitalizacji jest przejawem „postlewicowości”, próbą udowodnienia, że mimo wszystko kapitalizm ma ludzką twarz. Transformacja miast i regionów „uszkodzonych przez komunę” jest też próbą zatarcia wszelkich śladów „totalitaryzmu”: maskujemy wszystko, co jest związane z komunizmem, żeby nic o nim nie przypominało i żeby przypadkiem nie pokazały się rysy na europejskim wizerunku.

Nie przez przypadek jednym z symptomatycznych obiektów dzisiejszej „rewitalizacji” jest gdańska Stocznia, gdzie narodziła się Solidarność – Stocznia jest teraz prywatyzowana, jej kontekst publiczny zostaje odspołecznoiny, stare budynki są wyburzane. Tak jak po Solidarności lat 80. pozostał pusty plac i kilka dźwigów, tak samo pusto jest po solidarności przez małe “s”. Nie tworzy się nowych wspólnotowych idei. Solidarność była ruchem robotniczym i sięgała głęboko do idei komunistycznej. Była ruchem marksistowskim w klasycznym znaczeniu, co świetnie pokazał Badiou: politycznie ukonstytuowała się podczas wydarzeń, w których brały udział masy. Taki dyskurs o Solidarności nie ma szansy się dziś przebić. Solidarność jest nacjonalizowana, katolicyzowana i pozbawiana pierwiastka proletariackiego. I tylko taka - pozbawiona wymiaru robotniczego - jest uniwersalizowana: kiedy mówi się o jej wpływie na całą Europę, to jest przedstawiana jako nacjonalistyczny bunt “przeciwko komunie”. To jest Solidarność bez solidarności, jak Žižkowa kawa bez kofeiny. Chcemy rewitalizacji, ale bez transformacji subwersywnej, chcemy lewicy, ale bez idei komunizmu, chcemy Marksa, ale bez rewolucji.

Jednym z symboli na terenie Stoczni jest instalacja Grzegorza Klamana, która przypomina Wieżę Trzeciej Międzynarodówki Tatlina: składa się z niepasujących do siebie elementów, nie tworzą one żadnego harmonijnego obrazu. I właśnie z tego powodu obiekt ten jest traktowany jako pomnik komunizmu. Jeśli ta instalacja ma być pomnikiem komunizmu, to raczej w innym znaczeniu: jako przypominanie o nieuniknionej walce klasowej i antagonizmie społecznym w dzisiejszym społeczeństwie kapitalistycznym.

  

Komentarze
Dodaj nowy
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 23.11.2010 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.77825 Seconds