NOWOŚĆ W SKLEPIE KP
>>Już jest: KP30!
Komentarze
CYTAT DNIA
Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Słownik transformacyjny: Wykształciuchy |
|
|
Michał Sutowski
|
|
21.07.2009 |
—
Wykształciuchy – pojęcie to do dziś znaliby jedynie nieliczni czytelnicy polskich wydawnictw podziemnych, może jeszcze historycy rosyjskiego samizdatu – gdyby nie Ludwik Dorn. Najbardziej chyba charyzmatyczny intelektualista Prawa i Sprawiedliwości przypomniał dawne określenie i wynalazł dla niego nowy, współczesny kontekst. W wywiadzie udzielonym „Dziennikowi” w sierpniu 2006 roku Dorn powiedział:
[…] pewna wielkomiejska warstwa ludzi z wyższym wykształceniem zasklepiła się w egoizmie społecznym, a jednocześnie w odruchu kulturowej repulsji, obrony przed wszystkim, co inne i demonstruje wzmacniane przez podział polityczny postawy niechęci, lekceważenia, kulturowej agresji wobec całej innej Polski. Na przykład Polski prowincjonalnej. I to jest realny problem, który sprawia, że ze znacznego zasobu potencjału ludzkiego przy przeprowadzaniu przebudowy państwa w ogóle nie możemy korzystać. To mocno ignorancka, egoistyczna, narcystyczna warstwa wykształconych, która nie ma wiele wspólnego z polską inteligencją. Używając słowa Romana Zimanda, który kiedyś przetłumaczył kongenialnie esej Sołżenicyna „Inteligienczestwo” na „Wykształciuchy”, są to właśnie wykształciuchy. Ta znaczna część warstwy wykształconej posiada pewną profesjonalną kompetencję. Natomiast straciła ona kontakt z resztą Polski w gruncie rzeczy na własne życzenie, a na to nałożył się pewien podział polityczny […].
Jeśli pominąć błąd językowy (Sołżenicyn faktycznie użył słowa obrazowanszczina, od obrazowat’, tzn. kształcić) to całkiem sporo się zgadza. Rosyjski dysydent piętnował współczesną mu inteligencję rosyjską za… braki w wykształceniu, wąskość horyzontów, nieuzasadnione poczucie wysokiej wartości, ale przede wszystkim za konformizm, będący jawnym zaprzeczeniem etosu, jaki przyświecał rosyjskiemu inteligentowi choćby w okresie caratu.
Prawdą jest, że Ludwik Dorn atakował przede wszystkim przeciwników PiS. Jeśli jednak przyłożyć tę diagnozę do naszych realiów, można znaleźć mnóstwo podobieństw. Dla wielu beneficjentów transformacji elektorat Prawa i Sprawiedliwości, a zwłaszcza słuchacze Radia Maryja, to tylko zlepek ksenofobów, antysemitów, homofobów, nostalgików za siermiężnym bezpieczeństwem socjalnym doby PRL, wreszcie nieudaczników i frustratów. Swej sytuacji sami są winni. W wariancie łagodniejszym: są smutnym reliktem poprzedniej epoki, któremu można co najwyżej współczuć, że nie zdołał się zaadaptować do nowych warunków. Za pogardą wobec konserwatywnego (rzekomo esencjalnie) motłochu stoi również przekonanie o własnej postępowości i elitarności – zazwyczaj łączone z autodefinicją jako „inteligentów”. Często nie stoją jednak za tym mocne przesłanki, grupa „wykształciuchów” niekoniecznie jest „postępowa” (raczej neoliberalna), rzadko społecznie zaangażowana (nie licząc anty-PiS-owskich wpisów na forach internetowych), nie zawsze też reprezentuje szczególnie szerokie horyzonty myślowe. Agata Bielik-Robson pisała kiedyś nieco przewrotnie, że dla tak rozumianej „polskiej inteligencji” wyznacznikiem tożsamości i symbolicznego statusu może być czytanie „Gazety Wyborczej”, a przynajmniej ogólna akceptacja jej politycznej linii.
Interesująca diagnoza Ludwika Dorna została niestety uzupełniona dywagacjami na temat różnic pomiędzy inteligencją humanistyczną i techniczną (ci pierwsi – raczej źli, ci drudzy – raczej za PiS). Świadectwem moralnego upadku tych pierwszych miał być m.in. promiskuityzm studentek humanistycznych wydziałów UW, rzekomo hurtem oddających swe wdzięki zakażonemu HIV Simonowi M. W kontekście niesławnych wywodów Jarosława Kaczyńskiego o „łże-elitach”, w publicznym dyskursie skutecznie zakorzenił się stereotyp PiS jako partii antyinteligenckiej, a słowo „wykształciuch” zamiast chwytliwego określenia gardzących masami liberalnych elit stało się po prostu obelgą wobec antyelektoratu PiS.
„Wykształciuchy” zaczęły żyć własnym życiem, a dla sporej grupy obywateli pojęcie to stało się pozytywnym narzędziem autoidentyfikacji, trochę jak „moherowy beret” czy „pedał”. TVN-owskie „Szkło kontaktowe” zaczęto nazywać „Rozmowami niedokończonymi dla wykształciuchów” (przez analogię do sztandarowej audycji „moherów” w Radiu Maryja), a do Białego Miasteczka pielęgniarek protestujących przeciw rządom braci Kaczyńskich przysłano nawet tort z dedykacją: „od wykształciuchów z Warszawy”. Głównie z winy samego autora oraz jego partyjnego uwikłania ciekawy chwyt polemiczny (ale także kategoria opisowa) stał się kolejnym pustym słowem-kluczem, które to samo znaczenie (choć różnie oceniane) przybrało dla zwolenników i przeciwników jednej partii. Problem neoliberalnej pseudointeligencji, dla której miernikiem postępowości jest nienawiść do PiS i pogarda dla mas pozostał – niestety „wykształciuchy” nie pomogły ani go zdiagnozować, ani skutecznie skrytykować. Skutecznie za to podtrzymują samozadowolenie elektoratu PO – bo czyż na tle motłochu spod Jasnej Góry, który z czarnoskórego pielgrzyma śmieje się, że „chyba się nie umył” – nie wychodzi się na postępowca?
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 21.07.2009 )
|
|
|
|
@Spokojny "Overall proponuje...
Pomysł, żeby na każdą parę przypadało...