|
Prowadzący społecznie siłownię w gdańskiej Letnicy Mariusz Andrzejczyk jest dla mnie wcieleniem paradoksów transformacji ustrojowej. Mając 26 lat, nazywa siebie byłym kryminalistą, a wśród swoich osiągnięć wymienia mistrzostwo świata w atletyce ciężkiej, pływanie statkiem oceanicznym, śpiewanie tenorem. Może pochwalić się również innymi rzeczami ─ wyrzeźbił kilka drewnianych figurek, nosił się z zamiarem pójścia do seminarium duchownego. Życie miał Mariusz barwne. Dziesięć lat temu jego rodzina odgrywała ważną rolę w Letnicy. Młody Andrzejczyk dumnie poleca film Alfabet mafii, w którym można zobaczyć jego ojca, co ─ według Mariusza ─ mówi wszystko na temat dawnego statusu społecznego jego rodziny. Dawnego, bo państwo polskie ocaliło ich przed mafijnym życiem, odbierając rodzinny interes wraz z całym zarobionym majątkiem. Na czym polegał ten interes? O tym Mariusz nie mówi wiele, ale jest jasne, że pampersów raczej nie sprzedawali.
Aktualnie Mariusz pracuje przy budowie stadionu Baltic Arena, który oferuje tej zdesperowanej dzielnicy korzystne plany na przyszłość. Tego samego jednak nie mogę powiedzieć o planach dla ludzi, którzy tam żyją. Po rewitalizacji Letnicy wszyscy, oczywiście, będą mogli wrócić do swojej dzielnicy, by płacić kilkakrotnie wyższe czynsze. Nikt, nawet sam Mariusz, nie może zagwarantować, że infrastruktura stadionu zabezpieczy tym ludziom płacę, z której będą mogli opłacić czynsz i mieć dodatkowo parę groszy na życie.
Spacerując po Letnicy w T-shircie z wizerunkiem PGE Baltic Arena, Mariusz opowiada o swoich kontaktach z władzami miasta. Gołym okiem widać też, że w dzielnicy jest znany i dogaduje się z mieszkańcami. Koleguje się z miejscowymi chłopakami, którzy być może zajrzą do siłowni, za sprawa której uda się sprowadzić młodzież „z problemami” na ścieżkę praworządności.
Słuchając opowieści Mariusza, próbowałem wyobrazić sobie paralelną historię rodziny ukraińskiej. Zrozumiałem, na czym polega różnica między transformacją ustrojową na Ukrainie i w Polsce. Tam, gdzie państwo polskie odbiera interes, państwo ukraińskie odbiera życie. Otrzymując pod koniec lat 90. od prezydenta Kuczmy zielone światło w walce ze zorganizowaną przestępczością, milicja ukraińska zaczęła fizycznie wyniszczać społeczne patologie ─ ugrupowania przestępcze, którym nie udało się dogadać z władzą warunków współistnienia. Taka sytuacja pokazała, że największą patologią społeczną stała się właśnie ukraińska milicja. Ci, którzy przeżyli, teraz również angażują się gdzieś indziej, np. przy budowie stadionów na Euro 2012. Co prawda, żadnemu z nich nie przyjdzie do głowy nazywać siebie „kryminalistą”. Tym bardziej „byłym”.
Oleksiy Radynski – kurator badań w Visual Culture Research Center, student Wydziału Kulturoznawstwa (Narodowy Uniwersytet Akademia Kijowsko-Mohylańska), współzałożyciel Klub Krytyki Politycznej w Kijowie
Zobacz: Letnica - fotorelacja Jakuba Szafrańskiego
Czytaj więcej o projekcie: Miejsca transformacji
Na podobny temat
|
@Spokojny "Overall proponuje...
Pomysł, żeby na każdą parę przypadało...