Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze. Marshall Berman, Przygody z marksizmem
Centrum Sztuki Współczesnej na Ukrainie mieści się w piwnicy, zatrudnia dwie osoby i jest organizacją pozarządową założoną przez Sorosa. Jeszcze w 2008 dysponowało znacznie bardziej reprezentatywną siedzibą, ale najwyraźniej finansista zmienił priorytety na czas kryzysu. Tylko że kryzys sztuki współczesnej jest na Ukrainie permanentny. Nowa dyrektorka ukraińskiego CSW przedstawia instytucjonalną przemianę organizacji jako korzystną, a więc dającą szansę na większą mobilność, efektywność i pracę u podstaw. Fakty są jednak nieubłagane. Sztuka współczesna na Ukrainie zeszła do piwnicy. Być może dlatego stosunkowo dobrze mającą się jej gałęzią jest street art. Graficiarze nie potrzebują galerii, bo mają do dyspozycji całe miasto. No i policję na karku, czasami. Ale wygląda na to, że łatwiej dogadać się z policją, niż z urzędnikami. Choć pewnie nawet nie trzeba. Nikt przecież nie będzie policjantów pytał, czy może namalować graffiti na ścianie. Natomiast, gdyby się chciało założyć Centrum Sztuki Współczesnej, które nie byłoby zależne od kaprysów finansistów i sytuacji na rynkach, należałoby jednak z jakimiś urzędnikami się dogadać. Na razie udaje się to słabo.
Poniekąd sytuacja na Ukrainie - choć nie tylko, bo przecież również w wielu innych miejscach na świecie - jest spełnieniem marzeń neoliberałów o samofinansującej się kulturze. Kto finansuje samofinansującą się kulturę? Bywa, że nikt i wtedy kultury po prostu nie ma albo ogranicza się do tego, co sami artyści są w stanie i mają ochotę finansować, czyli na przykład właśnie wspomniany street art. Street art z zasady odbywa się poza instytucjami. Można też oczywiście malować obrazy albo kręcić videoarty komórką. Zapewne to się dzieje, choć rzadko przebija się do szerszej świadomości. Gdy nie ma galerii, artyści są zdani na wrzucanie swoich videoartów na youtube’a. Być może, że jestem tam wiele wspaniałych arcydzieł ukraińskich sztuk wizualnych. A być może nie. Bez kuratorów trudno to sprawdzić. W neoliberalizmie każdy musi sam sobie być artystą, galerią i kuratorem.
Kulturę mogą też finansować oligarchowie. I czasami to robią. Największa kolekcja sztuki współczesnej na Ukrainie znajduje się w PinchukArtCenter. Co do wartości zgromadzonej tam sztuki, istnieją pewne spory. Wiktor Pinczuk - którego majątek szacowany jest na trzy miliardy dolarów, co sytuuje go na 307 miejscu rankingu najbogatszych ludzi świata magazynu „Forbes” - nie musi ich jednak słuchać. Pinczuk, jak większość oligarchów, wzbogacił się na prywatyzacji. W jego przypadku – zakładów metalurgicznych, w których pracował. Z czasem postanowił się poświęcić służbie Ukrainie i został posłem, a także zięciem byłego prezydenta Leonida Kuczmy. To za czasów jego prezydentury Pinczuk zaproponował, żeby kijowski Arsenał zamienić na Centrum Sztuki Współczesnej. Arsenał, będący jedną z najstarszych i największych fabryk w Kijowie, z wyglądu przypomina nieco Zamek Ujazdowski. Tylko że jest kilka razy większy. Pomysł, żeby umieścić w nim kolekcje sztuki współczesnej jest dość efektywny, ale napotyka jeden zasadniczy problem: Skąd wziąć tyle ukraińskiej sztuki współczesnej? Być może dlatego pomysł ten nie został do dziś zrealizowany. Dotychczas udało się wyremontować jedno skrzydło budynku. Choć nie jestem pewien, czy zwrot „udało się” jest odpowiedni. Z naszej krótkiej wizyty w Arsenale wyglądało na to, że odremontowane i oczyszczone skrzydło jest znacznie wilgotniejsze i zimniejsze od nietkniętej reszty. Więcej takiego remontu, a nie będzie co ratować. Co zapewne również jest jakimś pomysłem. Z pewnością teren Arsenału byłby wart więcej, gdyby nie stał na nim dziewiętnastowieczny Arsenał. Ale na razie ciągle stoi i ciągle jest pomysł, żeby jego działalność była związana ze sztuką współczesną. Choć były różne pomysły, co do jego przeznaczenia. Juszczenko chciał przerobić Arsenał na ukraiński Ermitaż, czy nawet Luwr. Z tym pomysłem problem jest nawet większy, niż w przypadku utworzenia Centrum Sztuki Współczesnej. Sztukę współczesną zawsze można po prostu namalować. Znaleźć ukraińskich Poussinów, Rembrandtów, Rubensów, Rafaelów i Tycjanów może już być znacznie trudniej. Ale kto wie? Może też można ich jeszcze namalować?
Związek wielkiego kapitału ze sztuką jest na Ukrainie związkiem naturalnym. Inna duża galeria znajduje się w centrum handlowym Bolszewik. Ta - dość specyficzna - nazwa galerii handlowej wzięła się z prostej kontynuacji. W czasach ZSRR Bolszewik był fabryką o tej właśnie nazwie. Dziś jest największym centrum handlowo-rozrywkowym w Kijowie (reklamuje się grafiką bolszewika z czerwoną gwiazdą na czapce i torbami pełnymi zakupów). Tak wielkim, że nawet na galerię sztuki współczesnej znalazło się miejsce. Teoretycznie galeria ta ma być komercyjna, ale na razie nic nie wskazuje, żeby miało się to stać w najbliższej przyszłości. Zresztą można to powiedzieć o całym centrum handlowym Bolszewik, które z założenia jest przecież czysto komercyjną instytucją. Jednak spacerując po nim można było odnieść przeciwne wrażenie. Ilość obsługi nudzącej się w luksusowych butikach wydawała się wielokrotnie przekraczać ilość potencjalnych klientów, choć godzina była popołudniowa i zakupom teoretycznie sprzyjająca. Ale skoro właściciela stać, żeby poświęcić trzy piętra na galerię sztuki współczesnej, to być może również stać go na to, żeby luksusowe butiki były jedynie sztuką dla sztuki. W Bolszewiku znalazło się również miejsce dla street artu. Właściwie całe centrum handlowe jest ozdobione muralami grupy Interesni Kazki, będącej jedną z ciekawszych przedstawicieli ukraińskiej sztuki ulicznej. Pytanie, jaki potencjał krytyczny może mieć sztuka pokazywana w centrum handlowym, nie jest zapewne jednym najczęściej z zadawanych sobie pytań na Ukrainie.
@Spokojny "Overall proponuje...
Pomysł, żeby na każdą parę przypadało...