Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Kapela: Rewitalizacja na gapę Drukuj
Jaś Kapela   
27.08.2010

Dolne Miasto jest uważane za jedną z niebezpieczniejszych dzielnic Gdańska, ale nie zawsze tak było. Przed drugą wojną światową dzielnica ta należała właściwie do Śródmieścia i dopiero wybudowanie przelotowej szosy warszawskiej, oddzielił ją od dzisiejszego centrum, a znajdujące się tam liczne zakłady przemysłowe (między innymi fabryki broni i zakłady futrzarskie) dawały mieszkańcom względnie dobrze opłacaną pracę. Dzisiaj Dolne Miasto wciąż znajduje się w okolicach gdańskiej starówki, Urzędu Wojewódzkiego i Miejskiego, co wzmacnia dwuznaczną sytuację miejsca będącego jednocześnie w centrum i na peryferiach.

  

Świadectwem tej dwuznaczności jest między innymi nazwa lokalnego stowarzyszenia „Bliżej centrum”. Utworzone z inicjatywy proboszcza i radnego pochodzącego z dzielnicy stara się działać na rzecz ożywienia i zmodernizowania podupadłej okolicy. Jolanta Kwiatkowska, dyrektorka tamtejszej podstawówki, stwierdza bez ogródek, że upadek Dolnego Miasta bezpośrednio związany jest z polską transformacją ustrojową. Dopiero nowy ustrój sprawił, że robotnicy stali się bezrobotnymi, co w oczywisty sposób sprzyjało rozwojowi, a przynajmniej wyjściu na jaw, patologii. Zresztą jej osobisty przykład - punkty zdobyte za robotnicze pochodzenie, które umożliwiły jej edukację - pokazuje, że istnieją sposoby, by bieda i brak wykształcenia nie były cechami dziedziczonymi z pokolenia na pokolenie. 

  

Dziś dzielnica nie jest tak niebezpieczna jak jeszcze kilka lat temu. Mają w tym swój udział osoby aktywnie działające na rzecz społecznej rewitalizacji dzielnicy. Poza wspomnianym stowarzyszeniem wymienić tu trzeba działalność edukacyjną Centrum Sztuki Współczesnej Łaźnia, prowadzoną pod przewodnictwem Mikołaja Jurkowskiego i Sylwestra Gałuszki z PGR-Art. Od listopada zeszłego roku, w budynku odziedziczonym po straży pożarnej, rozpoczęło pracę Centrum „Reduta”, utworzone przez stowarzyszenie „Mrowisko”. Codzienna praca i nauka z dziećmi wydaje się niezbędna w miejscu, gdzie rodzice po pierwsze sami nie bardzo mają na to ochotę, po drugie tego nie potrafią. Można jeszcze liczyć na kolegów z podwórka, którzy rzeczywiście służą pomocą, ale głównie w nauce sztuk walki, w fizyce raczej nie pomogą. Praca dziewczyn z „Reduty” jest tym bardziej potrzebna, że instytucje państwowe nie bardzo mają ochotę się w to angażować. Brak ochoty nie jest zresztą jedynym problemem. Dyrektor Kwiatkowska opowiadała między innymi, że po kontroli z kuratorium została upomniana, że nie jest upoważniona do udostępniania pomieszczeń na zajęcia pozalekcyjne dla dzieci. Jakkolwiek idiotycznie by to nie brzmiało. Teoretycznie mogłoby się wydać, że dyrektorka, która organizuje zajęcia pozalekcyjne, mimo braku pieniędzy na tego typu akcje w szkolnym budżecie, powinna być chwalona. Okazuje się jednak, że udostępnianie w szkole pomieszczeń organizacjom, które są gotowe tego rodzaju zajęcia prowadzić, może być problemem. Zaskakujące jest, w jakim stopniu państwo pragnie zrzucić z siebie wszelką odpowiedzialność za swoich obywateli. Rewitalizacja społeczna jest w głównej mierze oddolnym działaniem mieszkańców, tudzież innych osób osobiście zainteresowanych Dolnym Miastem.


Jednocześnie nie jest tak, że miasto całkowicie nie interesuje się tą okolicą. Zainteresowanie to przybiera jednak często zaskakujące formy. Kilka lat temu zrewitalizowano brzeg części kanału Motławy. Zrobiono to jednak w tak przemyślny sposób, że jedyna aktywność, jaką można tam spostrzec, to spożywanie alkoholu przez lokalnych mieszkańców. W czym oczywiście nie ma nic złego. Ale pewnie możliwości byłoby więcej, gdyby obok ławeczek postawiono na przykład również boisko. Albo przynajmniej okolica została połączona z niedalekim centrum. Tego jednak nie zrobiono, niedawno zbudowane chodniki zarastają trawą. O rewitalizacji szybko zapomniano. Choć po samej idei pozostało znamienne graffiti głoszące hasło: „jebać społeczniaków”. Łatwo zrozumieć dosadność sądów młodych mieszkańców, których nikt nie spytał, czego by sobie życzyli dla swojej dzielnicy. Zaobserwować można również inne zjawisko. W generalnie biednej dzielnicy zamieszkuje – jak twierdzi jeden ze spotkanych przez nas „rewitalizatorów” - sporo gdańskich „urzędników, prawników i doktorów”. A to dlatego, że dziewiętnastowieczne mieszkania są eleganckie, przestronne i blisko centrum. Warto zauważyć, że jedną z nielicznych odnowionych kamienic stanowi budynek mieszczący agendę Urzędu Miejskiego. Całkiem możliwe, że okolica wkrótce stanie się znacznie bardziej elegancka, czemu sprzyja podnoszenie czynszów. Zresztą domy wybudowane dla biednych mieszkańców przez Towarzystwa Budownictwa Społecznego również okazują się przekraczać ich możliwości finansowe, co stawia pod znakiem zapytania całą idee. Gdzie mają się przenieść, skoro nie stać ich nawet na wybudowane dla nich domy? Nie bardzo wiadomo. Całodzienna wizyta na Dolnym Mieście pozwala odnieść wrażenie, że ani państwo, ani miasto Gdańsk nie ma pomysłu, co zrobić z biedą. Lokalne działania mieszkańców i stowarzyszeń są raczej „łataniem dziur”, w sytuacji, gdy potrzebna jest zwarta i całościowa zmiana polityki społecznej.

 
Zobacz: Dolne Miasto - fotorelacja Jakuba Szafrańskiego

Czytaj więcej o projekcie: Miejsca transformacji

  

Komentarze
Dodaj nowy
tomeksz   |27.08.2010 11:48:27
Mam lekką konfuzję w związku z powyższym artykułem. Tzn. jak jest lepiej? Czy
miasto powinno łożyć, budować, regulować, rewitalizować, czy lepiej niech miasto
ułatwi, stworzy ramy działania, wesprze konkretne projekty "oddolne" a
tak naprawdę ludzie sami umoszczą sobie gniazdko najlepiej?
Mam konfuzję,
ponieważ autor zdaję się sprzyjać tezie, że czynnikami miastotwórczymi w powyżej
opisanym kontekście są władze miasta i ich polityka. A jednak przytoczony
przykład nieudanej rewitalizacji brzegu Motławy temu przeczy.
OK. Od
konkretnych planów gdzie postawić ławeczkę powinni być ludzie a miasto powinno
dostarczyć "zwartą i całościową zmianę polityki społecznej". Co to
znaczy? Co znaczy, że miasto nie ma pomysłu co zrobić z biedą? Co więc miasto
powinno - pompować w ludzi zasiłki, ciąć czynsze, kupić kilka statków w
stoczni?
To tak się niestety nie odbywa, tak nie działa. Jedyne co mi przychodzi
do głowy, to bezwarunkowe wsparcie dla wszelkich inicjatyw "oddolnych",
jeżeli lokalsi mają pomysł na coś co ma sens i nie jest zbyt kosztowne, to może
partycypacja miasta w takim przedsięwzięciu. Na pewno edukacja - tu zawsze jest
za mało pieniędzy i państwa/samorządu. Ale w "zwartą i całościową"
politykę nie wierzę. Co najwyżej paru konsultantów oddali się jeszcze bardziej
od tzw. biedy, zresztą na koszt podatnika.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 28.08.2010 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.81351 Seconds