|
Od jakiegoś czasu miasto Warszawa podejmuje pionierskie inicjatywy. Jedną z nich jest, przyjmowane z dużą pompą, przekazywanie pustostanów pod działalność kulturalną. Działanie wydaje się poniekąd logicznie. Skoro miasto posiada puste lokale, to dlaczego nie udostępnić ich ludziom, którzy w tych lokalach zajmowaliby się szeroko pojętą kulturą? Logika poniekąd oczywista, a jednak pojawia się błąd. Po co przekazywać ludziom kultury coś, na czym można zarobić? Nie wiadomo. A właściwie wiadomo, że jest to bezsensu. Na szczęście nie w każdym miejscu, z różnych powodów, można umieścić bank. Nie wszystko da się też wynająć na tzw. rynkowych warunkach, czyli takich, które sprawiają, że bardziej opłaca się, żeby lokal stał pusty, niżby coś miało się w nim dziać. Na szczęście miasto nie musi podlegać jedynie dyktaturze rynku. Choć przecież lubi. Czasami może pozwolić sobie na odrobinę ekstrawagancji i oddać lokal do użytku nie po stawkach komercyjnych - takich, za które nikt tego lokalu by nie wynajął - tylko po innych.
Tak zdarzyło się w przypadku miejsca znanego obecnie jako Centrum Kultury Nowy Wspaniały Świat. Podobnie ma się stać w przypadku kilku innych lokali, które miasto wystawiło w przetargu na zagospodarowanie kulturalne. Nie wszystkie jednak cieszyły się zainteresowaniem. Niektórych lokali nie warto zajmować nie tylko w celach komercyjnych, ale w kulturalnych również. Ale jest szansa, że kolejne będą wynajmowane po preferencyjnych stawkach czynszu. Co oczywiście jest dobrą wiadomością.
Natomiast poniekąd złą wiadomością jest, że to, co udało się Warszawie po dwudziestu latach istnienia tzw. demokracji, w takim na przykład Berlinie jest standardową procedurą. Na tyle standardową, że w samej dzielnicy Wedding znajduje się kilkadziesiąt galerii. Spółka zarządzająca miejskimi nieruchomościami regularnie przekazuje lokale pod działalność kulturalną, jeśli w ciągu kilku miesięcy nie zgłoszą się żadni chętni pragnący je wynająć na komercyjnych warunkach. Zasady wynajmu są dosyć rygorystyczne, bo jeśli znajdzie się chętny do zapłacenia pierwotnego czynszu, artyści muszą się wyprowadzić w ciągu, zależnie od umowy, od dwóch tygodni do trzech miesięcy. Nie przeszkadza to jednak funkcjonować licznym galeriom, które jednocześnie służą artystom za atelier. Oczywiście zdarzają się sytuacje, gdy ktoś musi się wyprowadzić, ale w większości przypadków swobodnie udaje się funkcjonować w tym samym miejscu przez kilka lat.
Poza rozsądną polityką miejską sytuacja ta ma swój rewers w postaci Kolonii Wedding, stowarzyszenia skupiającego artystów i w ich imieniu zajmującego się przejmowaniem lokali od miasta. Obie te inicjatywy – pro kulturalna polityka miejska, która nie rozgrywa się jedynie na zasadzie wyjątku i silny związek artystów potrafiący na tą politykę wpływać – wydają się w polskich warunkach kwestią przyszłości. Ale nie są przecież rzeczą niemożliwą, więc może warto w kierunku takich działań i rozwiązań iść.
Na podobny temat
|
@Spokojny "Overall proponuje...
Pomysł, żeby na każdą parę przypadało...