NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Kapela: Kolonia artystów Drukuj
Jaś Kapela   
11.09.2010

Gdybyście byli developerem i chcielibyście ocieplić wizerunek poprzemysłowych terenów stoczni w Gdańsku, które kojarzą się raczej z robotnikami i „Solidarnością”, niż przyjemnym miejscem do życia, co byście zrobili? Trudno powiedzieć. Ja przynajmniej nie bardzo mam pomysł. Nigdy nie byłem developerem i raczej już mi to nie grozi. Choć kto wie. Wszystko jest jeszcze możliwe. Gdy nie ma się pomysłu, wszystko może wydawać się możliwe. Synergia 99, widniejąca w internetowych bazach firm jako branża „deweloperzy/inwestorzy” podobnie nie miała pomysłu, co zrobić z terenami po Stoczni Gdańskiej, w których posiadanie weszła. Ale wiedziała, że coś robić wypada.

  

Ówczesnym dyrektorem kreatywnym spółki był urbanista Roman Sebastyański. Wpadł on na pomysł poniekąd genialny. Gdy nie wiemy, co robić, zatrudnijmy artystów. Są niezależni i kreatywni. Może uda im się wpłynąć na atmosferę wokół stoczni? Pomysł genialny, bo od czasów PRL-u, gdy hojny mecenat państwowy zapewniał artystom nie tylko mieszkania, ale też życie na poziomie powyżej średniej, do roku ‘89 sytuacja ta zmieniała się diametralnie. Artysta stał się jednym z licznych podmiotów działających na rynku. Albo potrafi się sprzedać albo nie. Albo umie odnieść sukces albo musi się przekwalifikować. Czy w tej sytuacji może dziwić, że pomysł Sebastyańskiego, aby osiedlić w stoczni artystów, mógł wydać się władzom spółki cokolwiek kontrowersyjny? Oczywiście dziwić nie może. Tym bardziej zatem dziwi, że wszedł w życie. A wszedł i znany jest nam pod nazwą „Kolonia Artystów”.

Tego wszystkiego dowiedzieliśmy się jednak dopiero na sam koniec, gdy po ponad trzygodzinnym wykładzie i dyskusji Sebastyański zbierał się już do wyjścia. Właściwie mało brakowało, a nie dowiedzielibyśmy się tego wcale. A przecież to właśnie jest najciekawsze. To, czyli skomplikowane związki i zależności kapitału i sztuki. Sebastyański poniekąd chyba również tak uważał, gdy na potrzeby wykładu przygotowywał prezentację dotyczącą głównie tego, że artysta musi być niezależny, a samoorganizacja jest kluczowym elementem mogącym przyczynić się do realnej zmiany i jedyną możliwością przeciwstawienia się władzy. Z czym nawet jestem w stanie się zgodzić, choć jednocześnie mam wrażenie, że to, co zorganizował w stoczni, jest zaprzeczeniem wszystkich głoszonych przez niego w trakcie wykładu poglądów. Bo przecież nie można mówić o samoorganizacji w przypadku sytuacji od początku (zbieranie CV artystów) do końca, choć sam koniec, czyli wyrzucenie artystów Kolonii i rozlokowanie ich w małych pokoikach sąsiadującego budynku biurowego, wciąż jednaak bądź co bądź postoczniowego,  działo się już w czasie aranżowania przestrzeni przez kolejnego developera. Cóż z tego, że w międzyczasie zmieniali się właściciele i zarządcy. Artyści mogli być jedynie mniej lub bardziej aktywnym podmiotem, którego głosu nikt nie musiał słuchać. Tak jak nie da się mówić o niezależności, gdy zamieszkujemy na terenach udostępnionych nam przez kogoś w celu realizowania jakiś jego celów. Pytanie, czy w ogóle można mówić o niezależności artysty? Osobiście nie sądzę. Wszyscy działamy w narzuconych warunkach, w świecie, którego sobie nie wybieraliśmy. Można manewrować między zależnościami i wybierać te bardziej komfortowe lub mniej niszczące dla czegoś, co uważamy za swoją wolność.


Dla Sebastyńskiego wydaje się istnieć jedynie wolność duchowa. Zależności ekonomiczne są jedynie problemami do przezwyciężenia. Bardzo to heroiczne podejście. Ale przy jego pomocy nie da się wytłumaczyć, dlaczego więcej artystów żyje w USA niż w Kongo. Teoretycznie w Kongo nawet łatwiej jeść banany zebrane z drzewa i liście tapioki, a cały pozostały czas przeznaczać na twórczość. A jednak tak się nie dzieje. Mieszkańcy Konga, mimo tak idealnych warunków, skupiają się na walce czysto ekonomicznej, zapominając o swojej wolności twórczej. Piszę te banały, bo błąd, jaki popełnia Sebastyański, jest bardzo charakterystyczny dla naszych elit. Artysta również potrzebuję mieć co do garnka włożyć, a za jego pracę, jak w tym przypadku ożywienia terenu stoczni, należałoby zapłacić. Znamienna okazuje się deklaracja, że już na pierwszym spotkaniu dotyczącym zamieszkania artystów w przyszłej Kolonii, postanowiono, że nie będzie się im dawać żadnych pieniędzy. Jakby zapewnienie im lokum było już nadmiarem łaski, a spodziewane zyski z wykonanej pracy należały się raczej pomysłodawcy projektu, niż jego faktycznym wykonawcom. Wyobraźmy sobie architekta, który mówi: „Wymyśliłem taki piękny budynek, wy go zbudujecie, ale nic wam nie zapłacimy, bo już sama możliwość uczestnictwa powinna być dla was wystarczającym wynagrodzeniem”. Ilu robotników zgodziłoby się na takie warunki? No właśnie. Wychodzi na to, że to artyści są obecnie prawdziwym proletariatem, który można swobodnie wyzyskiwać.

  

Z takim modelem mamy jednak coraz częściej do czynienia. Kapitał wykorzystuje naszą pracę, wiedząc, że jesteśmy zbyt słabi, by mu na to nie pozwolić. Czy wypowiedziane przez Sebastyańskiego słowa o tym, że sytuacja stoczni mogłaby wyglądać zupełnie inaczej, gdyby artyści mieli odwagę cywilną mówić o swoich na nią pomysłach, mogą nie brzmieć humorystycznie? Czy mogą nie wkurwiać? I czy naprawdę wierzy on, że wygrana z developerem będącym właścicielem gruntu, może zależeć od odwagi cywilnej? A święte prawo własności? A siła wielkiego kapitału? Gdyby było tak, jak twierdzi Sebastyański, już dawno mielibyśmy na ziemi prawdziwy komunizm. Bo wbrew pozorom odwagi artystom nie brak, brak im siły. I odwaga tego nie zmieni.

  

Społeczeństwo to nie jest rodzina. I nie wystarczy chcieć, jak powtarzali nam liczni rewitalizatorzy. Gdyby to wystarczyło, Kolonia Artystów miałaby się świetnie. Oni ciągle chcą. Bo ciągle brakuje artystom pracowni, czy nawet mieszkań. Ale siła kapitału mogła jednym sprawnym ruchem ich wymieść, pozostawiając pusty budynek, w którym nikt już nie mieszka. Zapewne będzie tak jeszcze straszyć latami. Kapitał nie musi się śpieszyć. Może spokojnie czekać na inwestora, który zdecyduje się, co zrobić z ziemią, aby na niej zarobić. Artyści nie mają tu nic do gadania. A, nawet jeśli mają, kapitał rzadko ma ochotę ich słuchać. A nawet, gdy zacznie, może ich odesłać, gdy tylko to słuchanie mu się znudzi.

  

Komentarze
Dodaj nowy
cursorium  - jakie dać ? co za dać ?   |11.09.2010 19:20:10
Niech artyści sobie kupią.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 11.09.2010 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Powered By PageCache
Generated in 0.44992 Seconds

Warning: fsockopen() [function.fsockopen]: php_network_getaddresses: getaddrinfo failed: Name or service not known in /media/data/www/krytykapolityczna.pl/public_html/components/com_pagecache/pagecache.class.php on line 273

Warning: fsockopen() [function.fsockopen]: unable to connect to :80 (php_network_getaddresses: getaddrinfo failed: Name or service not known) in /media/data/www/krytykapolityczna.pl/public_html/components/com_pagecache/pagecache.class.php on line 273