Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Słownik transformacyjny: Socjalizm - kapitalizm Drukuj
Michał Sutowski   
29.07.2009
Od samego początku transformacji socjalizm był najważniejszym negatywnym punktem odniesienia w polskiej debacie publicznej. Trudno się temu dziwić: złożyły się na to fatalne (i pogarszające się) warunki życia w schyłkowym PRL-u, brak perspektyw społecznego awansu młodego pokolenia, uproszczona wizja kapitalistycznego Zachodu jako krainy mlekiem i miodem (dla wszystkich dostępnymi) płynącej, wreszcie liberalna ideologia opozycyjnych elit, które w początkach III RP nadały tej debacie ton. W zasadzie powszechne było w społeczeństwie przekonanie, że socjalizm z konieczności oznacza gospodarczą nieracjonalność, patologiczną korupcję, klientelizm i zawłaszczenie państwa przez nomenklaturę.

Kapitalizm znali Polacy dość wyrywkowo, głównie z filmów, Peweksów i wyjazdów „na saksy” za coraz bardziej zardzewiałą „żelazną kurtynę”. Dlatego jawił się im jako proste przeciwstawienie socjalizmu - system racjonalny, przejrzysty, oparty na grze wolnych podmiotów rynkowych, nagradzający talent i pracowitość, a nie znajomości i układy – krótko mówiąc, „po prostu normalny”.

Opozycja: kapitalizm –   socjalizm nie uwzględniała oczywiście wszystkich niuansów i różnic w obrębie całego zachodniego kapitalizmu. Ideologia neoliberalna, bliska myśleniu Leszka Balcerowicza i jego apologetów, utożsamiała cały kapitalizm z jego jedną tylko wersją. Za kapitalizm uznali jego fundamentalistyczną, dogmatycznie wolnorynkową odmianę rodem z ekonomicznej szkoły chicagowskiej, politycznie reprezentowaną przez Ronalda Reagana czy Margaret Thatcher. Zgodnie z logiką, którą wielu polskich liberałów przejęło od najwybitniejszego reprezentanta wolnorynkowego fundamentalizmu, Friedricha von Hayeka, wszelka ingerencja polityczna państwa w mechanizmy rynkowe stanowić miała „drogę do zniewolenia”, czyli do socjalizmu.

Ponieważ socjalizm się  nie sprawdził – myślano wówczas – najlepiej będzie wprowadzić rozwiązania z przeciwnego bieguna. Państwo socjalistyczne jest właścicielem środków produkcji – w kapitalizmie należy zatem sprywatyzować wszystko. Klasą przewodzącą byli w PRL robotnicy – teraz będą przedsiębiorcy, nowa awangarda przemian. Gospodarką rządziła nomenklatura, a społeczeństwem rozrośnięty aparat urzędniczy – ograniczmy zatem państwo do minimum. Dotychczas liczył się kolektyw, a „jednostka [była] zerem, jednostka [była] bzdurą” – przyjmijmy, że odtąd każdy jest kowalem własnego losu.

Główny problem dominującego w Polsce myślenia polegał na tym, że wszystko, albo prawie wszystko, co naruszało uproszczony podział, trafiało do wzgardzonej szuflady z napisem „relikty socjalizmu”. Los ten spotkał m.in. „społeczną gospodarkę rynkową” (zapisaną w konstytucji, ale ustawicznie wyśmiewaną; studenci SGH dowcipkowali: „Co to jest społeczna gospodarka rynkowa? Dziś żyjemy lepiej, niż za dwa lata!” – czyli: państwo socjalne jest zawsze na kredyt), oraz wiele innych koncepcji i pojęć w Europie Zachodniej traktowanych jako oczywistości. Państwo opiekuńcze – twierdzono powszechnie – to nie owoc kontraktu społecznego zapewniający stabilność i dobrobyt, wytwór „chwalebnej epoki” europejskiego kapitalizmu, ale „rozrośnięty, biurokratyczny (czyli socjalistyczny) moloch”. Transfery socjalne finansowane z progresywnego opodatkowania to nie wyraz społecznej solidarności i redystrybucji bogactwa, ale zorganizowana (niemal bolszewicka z ducha) grabież mienia najzaradniejszych, na które ciężko zapracowali. Model skandynawski to nie podziwiany na całym świecie przykład „kapitalizmu z ludzką twarzą”, ale quasi-totalitarny ustrój gnębiący podatkami przedsiębiorców, na których koszt funduje armii zasiłkobiorców wakacje na Majorce. Cały ten skandynawski dobrobyt miał zresztą za chwilę runąć jak domek z kart – tak wieszczył Leszek Balcerowicz, któremu (niczym Marksowi w Londynie) chwilowe perturbacje w Skandynawii zdawały się nieomylnym sygnałem nadciągającego schyłku systemu. I tak dalej, i tak dalej…

Naiwne wyobrażenia (zarówno społeczeństwa, jak i jego elit) na temat gospodarki zrodzone w latach 80., wsparte teoriami rynkowych fundamentalistów i praktycznym doradztwem międzynarodowych ekspertów doprowadziły do tego, że zamiast reformować katastrofalnie niewydolne państwo opiekuńcze, myślano głównie o tym, jak się go pozbyć. Sprzyjały temu neoliberalne tendencje w gospodarce światowej, które na polskich peryferiach przybrały najbardziej skrajną formę.

Państwa opiekuńczego na razie nie udało się w Polsce zlikwidować, choć ostatnie pomysły PO mieszczą się w tej logice (komercjalizacja instytucji kultury, likwidacja mediów publicznych, częściowa odpłatność za studia, a zwłaszcza antyinterwencjonistyczne podejście do walki z kryzysem). Powracająca na świecie tendencja do większej interwencji państwa (vide polityka społeczna administracji Baracka Obamy czy sukces opiekuńczej Finlandii w dziedzinie Nowej Gospodarki) nie robi wrażenia na polskich politykach i publicystach głównego nurtu. Logika ostrego podziału kapitalizm-socjalizm wciąż trzyma się bardzo mocno. Dla neoliberalnych proroków polskiej ekonomii największym zagrożeniem, jakie niesie ze sobą kryzys, jest powrót  koncepcji interwencjonizmu państwa w gospodarce. A jak wiadomo to prosta droga do socjalizmu: korupcji, drukowania pieniędzy i roszczeniowych mas na garnuszku państwa.

Wyśmiewana w Polsce teoria konwergencji zakładała, że wrogie systemy społeczno-ekonomiczne: wolnorynkowy kapitalizm i etatystyczny socjalizm kiedyś zbliżą się do siebie i powstanie jakaś ich synteza. Teorię tę pozornie obaliły wydarzenia roku 1989, potocznie rozumiane jako kres socjalizmu i zwycięstwo wolnego rynku. Gdyby jednak przyjąć, że w II połowie XX wieku realny socjalizm od realnego kapitalizmu w wymiarze ekonomicznym różniła nie tyle „esencja” (tak jak utopijny komunizm od idealnego kapitalizmu), co rozłożenie akcentów i jakości: poziomu redystrybucji, kontroli społecznej czy upartyjnienia gospodarki – wówczas sprawy się komplikują. Dla zniewolonego neoliberalizmem umysłu takie niuanse to zbyt wiele. Dla myślenia lewicowego konieczna jest jednak rewizja pojęcia „socjalizm”. Należy pokazać, że socjalizm to nie biegunowe przeciwieństwo gospodarczej racjonalności, dobrobytu i powszechnego szczęścia (tzn. kapitalizmu), ale raczej zestaw wyobrażeń i wartości, jakie muszą stać za polityczną organizacją gospodarki. Wyobrażeń takich na przykład, że spójność i egalitaryzm mogą iść w parze z efektywnością, a wolny rynek – z państwową i społeczną interwencją.
Komentarze
Dodaj nowy
wojnier   |29.07.2009 13:43:20
Jak to na podstawie "niewinnego" założenia można wywrócić historię (na
razie gospodarki) do góry nogami.
"Gdyby jednak przyjąć, że w II połowie XX
wieku realny socjalizm od realnego kapitalizmu w wymiarze ekonomicznym różniła
nie tyle esencja (tak jak utopijny komunizm od idealnego kapitalizmu), co
rozłożenie akcentów i jakości: poziomu redystrybucji, kontroli społecznej czy
upartyjnienia gospodarki  wówczas sprawy się komplikują."
kot   |31.07.2009 16:27:50
Błędem o wielorakich skutkach w dwudziestowiecznej socjologii polityki było
traktowanie kapitalizmu jako podmiotu, zawsze i wszędzie . Tymczasem może
występować w roli podmiotu, ale także co potwierdza doświadczenie
historyczne-przedmiotu. W tym pierwszym wypadku- w roli suwerena- będzie
dążył do uprzedmiotowienia społeczeństwa. W drugim, gdy społeczeństwo wykazuje
dostateczną siłę, jest gotów pogodzić się ze swoją podległością, czekając na
nadarzającą się okazję upodmiotowienia.
Sutowski powyżej powielił stary
błąd. Osłabiając wymowę swojego tekstu.
fritz_lang_ten_od_godarda   |01.08.2009 13:58:31
"Wyobrażeń takich na przykład, że spójność i egalitaryzm mogą iść w parze z
efektywnością, a wolny rynek  z państwową i społeczną interwencją." z
ostatnim zdaniem artykułu wracamy do pierwszego. bo właśnie PRL udowodnił, że
nie idą w parze. w Polsce. i tutaj zgadzam się z opinią, że to sprawa
mentalności. ale żadna polityka nie zawróci Wisły kijem i nie sprawi, że nagle
Polak dojrzeje do socjalizmu i stanie się Szwedem. do tego potrzeba by
dwudziestoletniej inwazji medialnej w stylu tzw. "amerykanizacji". i
pytanie, czy takie przycinanie "narodowego ducha" pod jakąkolwiek miarę
jest zadaniem etycznie czystym (a socjalizm to nie tylko polityka, ale też dużo
etyki)?
Thome  - Fundamentalizm w myśleniu.   |03.08.2009 16:37:16
"(…) socjalizm z konieczności oznacza gospodarczą nieracjonalność,
patologiczną korupcję, klientelizm i zawłaszczenie państwa przez
nomenklaturę"

Empirycznie dowiedzione.

"Transfery socjalne
finansowane z progresywnego opodatkowania to nie wyraz społecznej solidarności i
redystrybucji bogactwa, ale zorganizowana (niemal bolszewicka z ducha) grabież
mienia najzaradniejszych, na które ciężko zapracowali".

Istnieje
teoria "niesprawiedliwości w imię sprawiedliwości". To właśnie opisał
Autor.

"Klasą przewodzącą byli w PRL robotnicy  teraz będą
przedsiębiorcy, nowa awangarda przemian"

"Klasą przewodnią"
chyba. I to też nie żadni tam robotnicy.
Ideologicznie zaś Autor zapętla
się. Prosty antagonizm robotnicy - przedsiębiorczy (tutaj: w sensie
propagandowym) jest klasyczny dla marksizmu.

"Zgodnie z logiką, którą
wielu polskich liberałów przejęło od najwybitniejszego reprezentanta
wolnorynkowego fundamentalizmu, Friedricha von Hayeka"

Von Hayek
"fundamentalistą"??? :)))) Ech, von Mises by Pana Autora (pardon,
Towarzysza) zbeształ za herezję! ;)))))

"Dla myślenia lewicowego
konieczna jest jednak rewizja pojęcia socjalizm."

Po doświadczeniach
XX wieku - bezwzględnie.
blaise   |03.08.2009 19:41:33
"Prosty antagonizm robotnicy - przedsiębiorczy (tutaj: w sensie
propagandowym) jest klasyczny dla marksizmu."
Marks by pana zbeształ
Rylew  - do fritz_lang_ten_od_godarda   |05.08.2009 05:26:34
To co napisałeś to jednak duże uproszczenie i chyba zbyt pospieszny osąd.
PRL
niczego nie udowodnił i nie przesądził. Próba zastosowania socjalizmu, realny
socjalizm pokazał tylko, że można inaczej. System pomyślany jako samolot nie
potrafił poszybować w przestworza w końcu spadł pogruchotany, ale istniało
tysiąc powodów dla których wtedy nie mógł polecieć jak orzeł.
Po pierwszych
nieudanych próbach z machinami latającymi mówiono, że człowiek nigdy nie
wzniesie się w przestworza, bo oto dowody te pogruchotane machiny, więc lepiej
trzymajmy się ziemi, nie ma to jak własne nogi i ziemia, które dała nam
natura.
Zgadzam się, że jednym z powodów było to, żeśmy nie dorośli do niego
mentalnie i że nie da się tego odwrócić szybko. Może następne pokolenia dorosną,
po kilku kolejnych kryzysach, zanim walczący o byt nie wyginą, a walczący o
ochłapy nie wykończą się wzajemnie.
Thome   |06.08.2009 05:15:59
@ Rylew

"PRL niczego nie udowodnił i nie przesądził"

To
prawda. PRL był tylko stosunkowo łagodną próbą implementacji założeń socjalizmu
do rzeczywistości społecznej/gospodarczej.
Znacznie ostrzej przebiegało to
w III Rzeszy zarażonej szaleństwem nacjonalizmu i pozostałościami imperializmu(i
innych -izmów) czy w Sowietach, które przeszły całą drogę, którą socjalizm
wyznacza ze swej "natury".

"ale istniało tysiąc powodów dla
których wtedy nie mógł polecieć jak orzeł."

Nie ma chyba
kontrargumentu, który by pozwalał podważyć opinię, że ani wtedy ani teraz ani
nigdy socjalizm nie "wzleci jak orzeł". Gdyby się przyjrzeć, to jest to
wyłącznie nowożytne wcielenie niewolnictwa na masową skalę.

Oczywiście,
nie niuansujemy tutaj na "szwedzką soc-drogę" czy "wenezuelskie
szaleństwo". W pierwszym wypadku mamy epizody głupoty w ramach normalnie
działającego rynku - w drugim terror wobec wieśniaków "spekulujących"
zbożem.
Rylew   |06.08.2009 14:30:06
Wiesz Thome, ja od dłuższego już czasu tłumaczę ludziom, że krzesło a krzesło
elektryczne czy linka do wieszania bielizny a stryczek to jednak nie to samo,
ale wielu tego nie pojmuje.
Ty z pewnością odróżniasz te rzeczy więc wychodzi
na to, że manipulujesz.

I znów jakaś *natura*. Naturą człowieka jest chodzić
po ziemi, a ptaka latać, ale człowiek nie zgadzał się z tym, aby być tym kim
jest
*z natury*, może dlatego właśnie jest człowiekiem. Z pewnymi wyjątkami
:).

A może powiesz mi co jest naturą socjalizmu według ciebie ?
Może wtedy
znajdziemy ten kontrargument, którego *chyba nie ma*:).
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 29.07.2009 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.88106 Seconds