Nowość w sklepie KP!
Najnowszy numer KP
Komentarze
CYTAT DNIA
Pytałem decydentów MFW, jakie mają dowody na to, że ich neoliberalna polityka jest właściwa. Odpowiadali, że nie potrzebują dowodów. Wyglądało to tak, jakby chodziło im nie o politykę, lecz o religię. Ale to tylko część odpowiedzi. Forsowali taką politykę także dlatego, że chciało jej Wall Street. Niestabilność, kryzysy, łączenie firm, dzielenie firm to raj dla sektora finansowego, który robi na tym ogromne pieniądze.
Joseph E. Stiglitz
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Słownik transformacyjny: Homo sovieticus |
|
|
Michał Sutowski
|
|
21.06.2009 |
Homo sovieticus – pojęcie to zrobiło ogromną karierę w polskim dyskursie publicznym w latach 90., służąc jako jedno ze słów-kluczy pomagających opisać (i pośrednio – pozytywnie wartościować) procesy przemian ustrojowych zachodzące w III Rzeczpospolitej.
Wbrew potocznej opinii, jego autorem nie był ks. Józef Tischner (esej o tym tytule napisał w roku 1990), ale radziecki filozof-emigrant, Aleksander Zinowiew. W roku 1982, w książce Homo sovieticus opisał on tytułowego „człowieka sowieckiego” jako jednostkę apatyczną, pasywną, o trywialnym charakterze, wiodącą nudne i przepełnione schematami życie – „Homosos przyzwyczajony jest do marnego życia, ciągle oczekuje czegoś gorszego od losu i z pokorą przyjmuje wszelkie decyzje władzy”. Tischner nieco inaczej rozkłada akcenty, wiążąc opisywaną postawę i typ człowieka z konkretnymi wymiarami życia w realnym socjalizmie. W Tischnerowskiej interpretacji chodzi o zniewolonego i uzależnionego przez system klienta komunizmu. Zniewoleniu podlegają, zdaniem Tischnera, trzy wartości: praca, udział we władzy oraz poczucie godności. Praca w komunizmie stanowić ma, poza źródłem utrzymania, podstawę przekonania o sensowności i racjonalności świata. Powszechny i spójny plan produkcyjny ma być zlaicyzowanym, parodystycznym odpowiednikiem chrześcijańskiej opatrzności. Udział we władzy oznaczał przede wszystkim partycypację moralną – poparcie socjalizmu, tworu abstrakcyjnego i niedookreślonego, dawać miało poczucie prawomocności porządku i bycia „po właściwej stronie”. Wreszcie – poczucie godności wypływać miało z pochodzenia „ludowego”, przy czym lud definiowano możliwie szeroko, jako klasę obdarzoną szczególnym instynktem oraz nieobciążoną winą (z racji wcześniejszego ucisku). Wszystkich tych wartości w takiej właśnie formie dostarczał ludziom realny socjalizm, niepozostawiając nikogo (nawet opozycjonistów) wolnym od swego wpływu – w tym sensie pierwiastek homo sovieticus miał tkwić w każdym z nas i stanowić trudno usuwalną pozostałość minionej epoki.
Niezależnie od sprzeczności wewnętrznych samej koncepcji Tischnera, wątpliwych nieraz diagnoz oraz kontrowersyjnego utożsamienia realiów schyłkowego socjalizmu z jego jądrem ideowym (zdaniem autora, myśl iż „byt określa świadomość” stanowiła kwintesencję społecznego i jednostkowego bytu w PRL) – pojęcie homo sovieticus zyskało rangę nieomal naukowej interpretacji „czynnika ludzkiego” będącego spuścizną realnego socjalizmu. W wersji publicystycznej oznaczało ono jednostkę niezdolną do podjęcia samodzielnej inicjatywy i wzięcia odpowiedzialności za swój los, „roszczeniową” względem państwa i reszty społeczeństwa, domagającą się gwarancji zatrudnienia niezależnie od rentowności jej branży, nie rozumiejącą realiów współczesnego kapitalizmu, w którym rynek rzekomo nagradza zdolnych i pracowitych, a tylko leni i beztalencia skazuje na porażkę. Choć kategoria homo sovieticus nie ma nic wspólnego z żadnymi wynikami badań z zakresu socjologii czy psychologii społecznej, choć miesza ze sobą wiele różnych grup społecznych i ich cech – stanowi poręczne narzędzie piętnowania grup poszkodowanych bądź po prostu niezadowolonych z transformacji. W potocznym obiegu nie oznacza żadnego „pierwiastka” tkwiącego w każdym z nas, ale po prostu kategorię ludzi, którym nie udało się przystosować do społecznych, ekonomicznych i kulturowych warunków rzeczywistości po 1989 roku. Często ma wydźwięk pogardliwy lub przynajmniej protekcjonalny i stanowi swoisty „socjalny” odpowiednik „kulturowego” pojęcia „ciemnogród”. Z jednej strony jego użycie pozwala na zredukowanie problemów transformacji do rangi nieprzezwyciężonych (jeszcze?) reliktów poprzedniego systemu. Z drugiej zaś pozwala zastosować pewien globalny mechanizm w lokalnym, postkomunistycznym kontekście. Problemy strukturalne, jakie rodzi współczesny „płynny” kapitalizm często zrzuca się na karb indywidualnych predyspozycji lub po prostu błędnej świadomości jednostek – w tym wypadku klęska całych grup społecznych może łatwo zostać wyjaśniona niewłaściwą postawą życiową ich członków, którzy nie akceptują racjonalności nowego systemu.
Na podobny temat
|
|
|
|
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...