NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Kitliński, Leszkowicz: Klęska postępowej polityki gender i queer w Polsce? Drukuj
Tomek Kitliński, Paweł Leszkowicz, ilustracje: Mariusz Tarkawian   
31.05.2009
rys. Mariusz Tarkawian

Patrząc z jednej strony, można uznać, że historia feminizmu oraz ruchu gejowsko-lesbijskiego w Polsce to pasmo sukcesów. Od 1989 roku, a szczególnie w ostatnich latach, postępowe widzenie polityki seksualności stało się w Polsce stałym elementem w mediach liberalnych, w sztuce, w działalności naukowej i na ulicach w trakcie spektakularnych demonstracji obywatelskich. Innym aspektem tych zmian jest silne, pozytywne współdziałanie kultury queer i feminizmu, polityki i aktywności społecznej, współpraca w kierunku wzmacniania sprawiedliwości społecznej i walka z dyskryminacją ze względu na płeć i orientację seksualną.

Jednakże - nie zapominając o znaczeniu wszystkich tych osiągnięć - musimy niestety zmienić ton i przyjąć bardziej pesymistyczną perspektywę. W tej chwili, w roku 2009, dwadzieścia lat po zmianie ustroju i pięć lat po wejściu do Unii Europejskiej można stwierdzić, że postępowa polityka gender i queer poniosła w Polsce spektakularną klęskę. Z perspektywy polityki seksualności nasz kraj bardziej przypomina teokrację niż demokrację.

Żeby to udowodnić wystarczy spojrzeć na sytuację prawną, która wpływa na nasze życie na najbardziej podstawowym poziomie.

Po pierwsze, restrykcyjne przepisy antyaborcyjne wprowadzone w 1993 roku i wynikająca z nich okrutna praktyka pozostały niezmienione, a przyszłość wygląda tu jeszcze mroczniej - jesteśmy wciągani w coraz bardziej restrykcyjną politykę reprodukcyjną. Mam tu na myśli niedawne dyskusje na temat przepisów dotyczących zapłodnienia in vitro oraz badań genetycznych. Wygląda to bardzo poważnie - i zupełnie nie na miejscu w unijnym kontekście troski o prawa obywatelskie. Wydaje się jednak, ze w tej chwili nie jest możliwa zmiana sytuacji i zapobieżenie naruszaniu prawa kobiet do wolnego wyboru.

Po drugie, żaden przepis prawa polskiego nie gwarantuje zabezpieczenia praw par jednopłciowych. Polska jest jednym z niewielu europejskich krajów nie posiadających tego rodzaju rozwiązań prawnych. Jedynym przepisem chroniącym osoby homoseksualne przed dyskryminacją jest kodeks pracy, gdzie wprowadzenie takiego rozwiązania było wymuszone przyjęciem dyrektywy o zatrudnieniu przy wejściu do Unii. Politycy po prostu musieli wyrazić zgodę na przyjęcie takiego przepisu, zaś od tego czasu, bez nacisków z Brukseli, „niezależny” rząd polski nie zaproponował żadnej strategii zapobiegania i zwalczania dyskryminacji ze względu na płeć i orientację seksualną. Polska nie podpisała również Karty Praw Podstawowych a kwestia rejestracji związków została usunięta z debaty, jako margines.

Podsumowując - możemy, powinniśmy, musimy nadal wychodzić na ulice, organizować marsze, nagłaśniać tematykę w mediach, uczyć na uczelniach i w szkołach, tworzyć kulturę, bawić się w klubach, organizować konferencje… Ale ciągle żyjemy w społeczeństwie, które nie uznaje naszych podstawowych praw obywatelskich. Żyjemy w wyjątkowo dwoistej sytuacji - i dlatego właśnie zadajemy pytanie o klęskę. Bo nie odnieśliśmy prawdziwego zwycięstwa.

Nauczyliśmy się akceptować ten niesprawiedliwy stan rzeczy, a często wręcz udajemy, że nasza kultura jest otwarta i liberalna, bo obecny jest w niej silny nurt dyskursu dotyczącego płci i seksualności - mimo, że rozwiązania polityczne i prawne pozostają daleko w tyle za nim, pozostawiając Polskę i NAS na obrzeżach europejskiej cywilizacji praw człowieka.

No i naturalnie zawsze są ważniejsze sprawy, którym należy poświęcić uwagę - na przykład obecny kryzys gospodarczy.

Kiedyś uważaliśmy sztukę feministyczną i queerową za rodzaj rodziny zastępczej dla demokracji i praw obywatelskich w Polsce, za zwiastun i siłę inicjowania zmiany.

Dziś jednak chcielibyśmy zmienić perspektywę i pokazać sztukę jako pesymistycznego proroka, pokazującego klęskę postępowej polityki w naszym kraju i świadka tego specyficznego dualizmu i hipokryzji otwartego/zamkniętego społeczeństwa i kultury, z którymi musimy się mierzyć i żyć.

Pragniemy jeszcze raz przypomnieć dwa doskonale znane przypadki poddanej cenzurze sztuki i kampanii publicznej mówiących o prawach kobiet i osób homoseksualnych.

1) Katarzyna Kozyra, Więzy krwi, 1999

W 1999 roku instalacja Katarzyny Kozyry Więzy krwi miała zostać przedstawiona w przestrzeni publicznej na billboardach w ramach projektu AMS.

Więzy krwi to cztery kwadratowe fotografie, z których każda przedstawia nagą kobietę - artystkę lub jej niepełnosprawną siostrę (po amputacji nogi) na tle czerwonego krzyża lub półksiężyca, na dwóch ujęciach także w otoczeniu główek kapusty i kalafiorów. Na billboardach pokazane miały być tylko dwa bardziej kolorowe zdjęcia. Zamiarem artystki i AMS było zwrócenie uwagi na cierpienie kobiet wywołane przez konflikty religijne i narodowościowe w Kosowie - stąd też użycie krzyża i półksiężyca, symboli chrześcijaństwa i islamu, a jednocześnie Czerwonego Krzyża i Czerwonego Półksiężyca, stworzonych do opieki nad ofiarami wojen. Kobiety wyglądają na zdjęciach jak ofiary, obrazując poddanie/uległość/strach/bezbronność/cierpienie; efekt ten wzmacnia dodatkowo realistycznie przedstawiona, niekomercyjna nagość kobiet i kalectwo jednej z nich.

Ten głęboko humanistyczny i estetyczny przekaz stał się mimo wszystko powodem oburzenia i został ocenzurowany, a kobiety cierpiące uznano za intruzów na polskich ulicach. Kiedy „Gazeta Wyborcza” i inne czasopisma zorientowały się, jakie obrazy zostaną przedstawione na ulicach, rozpoczęły indagację organizacji katolickich i władz miejskich, pytając, czy wyrażą na to zgodę. Władze zarówno kościelne, jak i publiczne zareagowały wezwaniem do boju i wytoczeniem ciężkiej artylerii. W konsekwencji zalewu korespondencją, wnioskami i żądaniami AMS - firma wcześniej chętnie promująca sztukę publiczną - zmieniła front i zaczęła gorliwie chronić swoje własne interesy. Za zgoda artystki dzieło zostało ocenzurowane - obrazy nagich kobiet zmieniono w taki sposób, że krzyż i półksiężyc stały się niewidoczne. Po zmianie kształtu plakatów cały ich przekaz zaginął.

Powodem zastosowania ostrej cenzury było oskarżenie o zbezczeszczenie symboli religijnych - nagie ciało kobiece uznano za profanację zarówno krzyża, jak i półksiężyca, stało się ono bluźnierstwem zarówno dla chrześcijaństwa, jak i dla islamu. Zupełnie wbrew intencji artystki uznano, że dzieło pokazuje kobietę jako zagrożenie dla polityczno-religijnych ideologii, a nie ich ofiarę.

2) Karolina Bregula / KPH - Niech nas zobaczą, 2003

W 2003 roku, rok przed przystąpieniem Polski do Unii Europejskiej, Kampania Przeciw Homofobii przygotowała kampanię społeczną Niech nas zobaczą. Karolina Breguła sfotografowała trzydzieści par homoseksualnych trzymających się za ręce na polskich ulicach. Fotografie zostały umieszczone na billboardach w przestrzeni publicznej oraz w galeriach sztuki. Na ulicach natychmiast zniszczyli je skrajnie prawicowi aktywiści, ale sama wystawa, prezentowana w różnych galeriach, odniosła poważny sukces i wywołała powszechną, gorącą dyskusję nie tylko na temat praw osób homoseksualnych jako praw człowieka, ale również na tematy związane z tabu i niewidzialnością.

Poza ulicami i poza prawem

Podane przez nas przykłady pochodzą z przeszłości, ale jest to ciągle przeszłość definiująca naszą teraźniejszość, przeszłość żywa.

Obrazują one kolejny aspekt marginalizacji praw feministycznych i queerowych.

Zniszczenie i ocenzurowanie bilbordów było kluczowym przykładem ograniczania debaty publicznej na temat praw kobiet i osób homoseksualnych. Bilbordy są tu symbolem przestrzeni publicznej – i usunięcia z niej.

Jest to również przykład tego paradoksalnego dualizmu, gdzie możliwy jest dyskurs, ale niemożliwa prawdziwa, trwała zmiana w przestrzeni publicznej, utrwalona obecność zatwierdzona demokratycznymi przepisami prawa.

W obydwu powyższych przykładach postępowej sztuki sytuacja rozwinęła się w dokładnie taki sam sposób, w jaki debata publiczna na temat liberalizacji prawa antyaborcyjnego oraz przepisów dotyczących par jednopłciowych jest marginalizowana i odsuwana na dalszy plan przez polityków i politykę.

To im zawdzięczamy naszą klęskę - rządzącym politykom!

Nie chcemy jednakże mówić po raz kolejny o polskiej polityce, o sile rządzącej prawicy i słabości, fałszu i dezintegracji lewicy. Przerabialiśmy to już wielokrotnie.

Chcielibyśmy postawić inne pytanie - czy nie zawdzięczamy tej klęski również do pewnego stopnia sobie?

Nie zrobiliśmy wystarczająco dużo. Pławimy się w substytutach - rozmawianiu, publikowaniu, maszerowaniu, wizualizowaniu, na które pozwala się nam w tym „demokratycznym” kraju, aby utrzymać nas we frustrującym stanie zmniejszającym napięcie i stwarzając iluzję liberalizacji.
Jest to iluzja demokracji podobna do iluzji rozwoju ekonomicznego w PRL-u, polegającej na rzuceniu co pewien czas na rynek bananów i arbuzów i zamieszczaniu w prasie lat 70 zdjęć nagich kobiet.

Strategia małych kroków i kultura - to sprawy ważne, ale niewystarczające. Czeka nas jeszcze transgresja, której nie dokonaliśmy.

Ciągle nie sięgnęliśmy po rzeczywistą władzę pozwalającą na rządzenie w tym kraju - i dopóki tego nie zrobimy, nie zmieni się nic ani w kwestii prawa antyaborcyjnego, ani związków partnerskich, ani wielu innych kwestii społecznych. Rządzący teraz łaskawie nam tego nie dadzą.

Z polskiej perspektywy, na tym etapie mamy do czynienia z utopią gender i queer, której jak dotąd nie udało się urzeczywistnić.

I z dwoma pokoleniami, którzy się tutaj wychowują myśląc, że nie można inaczej i już taka jest Polska specyfika i oryginalność w UE.

Z perspektywy unijnej jednak wiemy, że utopię tę udało się zrealizować w wielu krajach, w tym u naszych sąsiadów - i nie jest ona tam już projektem, ale realnym zastosowaniem zasad demokratycznych i praw obywatelskich w odniesieniu do każdego, w tym praw kobiet do wolnego wyboru i praw lesbijek i gejów do bezpiecznego życia.

tarkawian2.jpg

Dlatego też proponujemy byśmy - w podejściu do polityki międzynarodowej - nauczyli się od bardziej zaawansowanych cywilizacyjnie i obywatelsko krajów, jak można tę utopie urzeczywistnić w perspektywie prawnej i społecznej, jak połączyć kosmopolityczne inspiracje z pracą oddolną, jak spowodować, by utopia przekształciła się w konkretną rzeczywistość prawną i społeczną.

Tekst ukazał się również na portalu Homiki.pl.
 — 
Tomek Kitliński - filozof, anglista, uzyskał Dyplom Studiów Tekstu i Obrazu u Julii Kristevej na Uniwersytecie Paryskim 7. Był stypendystą Fulbrighta w nowojorskiej New School for Social Research. Autor książek Obcy jest w nas. Kochać według Julii Kristevej i   –   z Pawłem Leszkowiczem   –   Miłość i demokracja. Rozważania o kwestii
homoseksualnej w Polsce
. Jego teksty drukowały „The Guardian”, „The Advocate”, „Der Spiegel”, „Die Tageszeitung”, „Art in America”, „Inter Alia”, „Teksty Drugie”, „Feminoteka”, „Słowo Żydowskie/dos jidysze wort”. Współredagował artzine „Rewia Kontr Sztuki”, przygotowywał instalacje dźwiękowe i performanse. Prowadził wiele debat „Krytyki Politycznej” w Lublinie.

Paweł Leszkowicz jest autorem psychoanalitycznego i feministycznego studium sztuki Helen Chadwick. Ikonografia podmiotowości i współautorem książki Miłość i demokracja. Rozważania o kwestii homoseksualnej w Polsce (www.aureus.pl). Publikował w „Res Publice Nowej”, „ARTMargins”, „Harvard Gay & Lesbian Review Worldwide”, „Wielkiej Encyklopedii Powszechnej PWN”, „Odmianach odmieńca”, „Parametrach pożądania”. Był kuratorem wystawy sztuki kobiecej i gejowskiej Miłość i demokracja oraz ekspozycji GK Collection (m .in. praca Andy Warhola) i Imperium zmysłów. Od 18 czerwca do 2 sierpnia odbędzie się w Centrum Sztuki Współczesnej Łaźnia w Gdańsku jego wystawa Vogue o związkach mody męskiej ze sztuką współczesną, m. in. z pracą Arkadiusa.

Mariusz Tarkawian jest autorem rysunków, prezentowanych m. in. na wystawach Pięć dni zwiedzania i Establishment jako źródło cierpień w Centrum Sztuki Współczesnej - Zamku Ujazdowskim, ekspozycjach Transgresja wyobraźni i Remont generalny w Galerii Białej w Lublinie, na Targach Sztuki w Wiedniu i Miami, a ostatnio Mediations Biennale w Poznaniu. Reprezentuje go Galeria Program w Warszawie.

Tarkawian lubi komiksy, a Kitliński – nie. Żaden z trzech nie mieszka w Warszawie.
Komentarze
Dodaj nowy
ale_akcja   |31.05.2009 20:07:07
So gay.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 05.06.2009 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 1.02587 Seconds