NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Zemsta osobista Drukuj
Tomasz Piątek   
24.11.2010
Jest wiele tematów, o których można byłoby napisać. Nie o wyborach samorządowych, oczywiście, na to jeszcze za wcześnie (dziękuję jednakowoż tym stu osiemdziesięciu ośmiu osobom, które zagłosowały na mnie na Ursynowie). Ale można byłoby odnotować fakt, że papież Benedykt Któryśtam przyznał wreszcie, że w Którychśtam Sytuacjach prezerwatywy są dopuszczalne. Ciekawe, że zrobił akurat to ten wredny papież z Hitlerjugend, ten nieugięty konserwatysta, ten nielubiany przez wszystkich Rat Singer, Śpiewający Szczur. A nie zrobił tego nasz słodki, tak anielsko medialny, tak niebiańsko milusi Karol Wojtyła.

A ja tymczasem posłużę się medium felietonu do czysto osobistych celów. Dokładnie rzecz biorąc, się zemszczę.

Było kiedyś tak, że oglądałem program „Ogród sztuk”, który prowadziła Kamila Drecka. Pomyślałem sobie wtedy: „Gdybym stał się choć trochę znanym pisarzem, to może pani Kamila by mnie do programu zaprosiła?”. I tak się stało. Uważaj o czym marzysz, bo może się spełnić, jak mawia perfidny Albion.

Kilka dni temu Kamila Drecka zaprosiła mnie do swojego programu, który nazywa się bodajże „Od słowa do słowa”, chociaż ja bym go raczej nazwał „Ani słowa więcej”. Wyszło na to, że wspomnienia nie kłamią: pani Kamila okazała się czarująca, a prywatnie okazała się też bardzo kumatym człowiekiem. I to właściwie wszystko, co mam dobrego do powiedzenia.

Posadzono mnie przed ławą sędziowską złożoną z sześciu osób, z których trzy mrukliwie deklarowały, że w zasadzie moja książka Wąż w kaplicy im się podoba, a poza tym milczały. Trzy pozostałe osoby przez większą część programu atakowały mnie bez przerwy. To mogłoby być jeszcze ciekawe, gdyby nie to, że atakujące mnie osoby przez cały czas powtarzały kilka tych samych bardzo ogólnych zarzutów. Ja rozumiem, że idea była taka, żeby zrobić ostry program nie tyle o książkach, co o ego pisarza. Nikogo nie obchodzą książki, natomiast wszyscy wiedzą, że pisarze mają wielkie ego – i wszyscy lubią patrzeć, jak wielkie ego dostaje w dupę. No więc częściowo pewnie im się udało – skoro w ogóle o tym piszę, to znaczy, że coś mnie zabolało.

Wzorem tutaj miał być „Kwartet literacki” niesławnego polsko-niemieckiego celebryty Marcela Reich-Ranickiego (którego jedynym powodem do chwały będzie to, że posłużył za pierwowzór dla bohatera znakomitej powieści Martina Walsera Śmierć krytyka). Tyle, że Ranicki, przy całej swojej obrzydliwości, był mistrzem mokrej roboty. Potrafił przygwoździć pisarza odpowiednio dobranym cytatem, szczegółem. Tutaj – nic z tych rzeczy. Tylko: „Książka jest niesłuszna, chociaż jest słuszna, ale jest źle napisana, bo jest źle napisana”. Przed programem państwo pochwalili się przede mną, że przeczytali moją książkę tak uważnie jak nikt. Potem nagle panie Czapska i Sobolewska pytają mnie, dlaczego mój bohater spotyka Freuda i Goeringa. To bardzo ciekawe, bo akurat pani Sobolewska zamieściła w „Polityce” bardzo pozytywną recenzję mojej książki, pióra Roberta Ostaszewskiego. Robert bez żadnych problemów zrozumiał, dlaczego mój bohater spotyka Freuda i Goeringa – i napisał o tym wprost.

OK – może to moja wina, może napisałem coś tak niejasno, że zrozumiał to tylko Robert, a Justyna już nawet przy pomocy Roberta zrozumieć nie mogła. Jestem gotów uznać własne błędy. Ale kiedy słyszę od członka jury, że bohater mojej książki jest Węgrem (a jest Szwajcarem i o jego szwajcarskości od samego początku dużo się mówi, natomiast nie ma on ani kropli węgierskiej krwi), to widzę, że szacowne dokładnie czytające jury pomyliło mnie chyba z Krzysztofem Vargą (ciekawe, czy ten węgierski lapsus zostanie wycięty w montażu?).

Oczywiście, to nie jest tak, że mszczę się na każdym, kto mi powie, że nie podobają mu się moje książki. Dobrze wiem, że nie osiągnąłem doskonałości, pod żadnym zresztą względem. Zwykle słucham tego, co mi ludzie mówią. Tak jest też i w przypadku Węża w kaplicy. Tyle, że do tej pory nasłuchałem się czegoś odmiennego o tej książce. Miałem nie tylko entuzjastyczne recenzje, ale także entuzjastyczne reakcje czytelników (poza jednym blogerem), po raz pierwszy w moim życiu tak dokładnie pokrywające się z recenzjami. No więc o co chodzi tym osobom – zastanawiałem się, patrząc na atakujące mnie furie. Może moja książka podoba się tylko małomównym i mrukliwym, może to jest mój target, podczas kiedy osoby wygadane są moim antytargetem? No, ale gdyby lubili mnie mrukliwi, to pozytywne reakcje czytelników byłyby też mrukliwe, a nie były.

Po programie przyszła do mnie moja Hania. Była roztrzęsiona, ale nie tylko z powodu ataków na mnie. Okazało się, że za kulisami stał jakaś buteleczka mocnego alkoholu, z którego część jury sobie pociągała. Hania bała się o mnie. Na szczęście, siedziałem za daleko od jury, żeby poczuć tak zwany chuch, a razem z chuchem – zazdrość, pokusę i głód. Przestrzegam jednak na przyszłość: Szanowni Państwo! Gdy zapraszacie do programu alkoholika, nie pijcie alkoholu. Bo chyba możecie się powstrzymać?

Następnego dnia przyszło jeszcze jaśniejsze objawienie. Z internetu dowiedziałem się, że współtwórcą programu jest Mirosław Bork, producent telewizyjno-filmowy, szef festiwalu w Gdyni, o którym jadowicie pisałem w felietonie (Niech poleje się jad).

Kiedy ekipa programu przyjechała do mnie w kilka dni po nagraniu, aby zarejestrować moją reakcję na wiadomość, że jury w ostatecznym werdykcie konsekwentnie potępiło moją książkę, powiedziałem do kamery, że najwyraźniej werdykt nie mógł być inny - ze względu na pana Borka. Wszyscy się roześmieli, traktując to jak żart: pan Bork nikogo przecież nie mógł tu przekupić, ach gdzież mógłby ingerować. Odprężyłem się na chwilę, no bo przecież, pomyślałem, producent rzeczywiście nie będzie aż tak ingerował w program, to niemożliwe. Pani Kamila zapewniła mnie zresztą, że po  cięciach montażowych dyskusja na temat mojej książki będzie wyglądać w sposób trochę bardziej zrównoważony.

Pomogłem nielicznej ekipie technicznej wynieść sprzęt do samochodu (pochwalę się, że jestem inteligent pracujący) i powiedziałem: „Ale przyznajcie, to o Borku to pewnie jednak wytniecie”. „On sam wytnie – odpowiedziała ekipa – On tu czuwa nad każdym kadrem”.

www.tomaszpiatek.pl  

Komentarze
Dodaj nowy
markuss   |25.11.2010 10:28:48
Powiem tak: zastanawiałem się czy kupić Węża w kaplicy. Teraz nie mam innego
wyjścia tylko kupić.
Oglądałem tylko jeden z tych programów "Od słowa do
słowa".
Zacznę od wyglądu studia, bo pierwsze, drugie i kolejne wrażenie
jest takie, jakby się oglądało powtórkę programu z lat 80. Poza tym formuła
programu mocno przekombinowana, jakieś dwie panie po bokach, pani Drecka w
środku, i od niej 15 metrów dalej w półkolu normalnie komisja, ława przysięgłych
czy coś w tym stylu. Przed nimi obok Dreckiej, czyli w odległości 15 metrów
siedzi osądzany autor. Czy to oddalenie miało służyć temu, żeby można było
łatwiej po pisarzu jeździć? Moim zdaniem, sam układ rozmieszczenia rozmówców
zakłóca czy nawet uniemożliwia prawdziwą rozmowę, a służy wyżywaniu się
(sfrustrowanych polonistek). Ponadto, w tamtym odcinku, który oglądałem, była
Grochola (ale nie tylko ona). Powiem szczerze, że jak jej nie lubię, a jej
pisarstwa jeszcze mniej, to troche mi się głupio zrobiło, że tak ją wszyscy
brutlanie schlastali z góry na dół. W końcu jej książki nie są dla czytelników
typu pan Śpiewak. No i kwestia gości. Nie mam nic do inteligencji pana Śpiewaka.
Natomiast nie podobało mi się, że zaproszono jakieś sadystki polonistyki, które
znęcały się nad każdym za pomocą haseł, którymi można niszczyć praktycznie każdą
książkę no i każdego autora. Bo zawsze panie musiały zgrabnie przechodzić od
ksiażki do autora. W stylu "tak naprawdę to nie wiem, co autor chciał
poweidzieć, coś mu się pomieszało, chciał może dobrze, a wyszło fatalnie, hm, no
cóż". Tymczasem o tej samej książce, którą zjechała z góry i bez konkretów
pani polonistka z lewej strony ekranu, Bronisław Maj był w stanie powiedzieć
wiele pozytywnych i ciekawych rzeczy. Wniosek: zostawić tylko interesujących
rozmówców, którzy nie mają zamiaru odreagowywać swoich frustacji.
Ogólny
wniosek mój po obejrzeniu tego programu był taki, że ok, fajnie że wreszcie ktoś
sobie uświadomił, że nie ma sensownych programów o ksiażkach, w których byłaby
ciekawa dyskusja, żeby zaprosić paru ciekawych ludzi. Ale niestety, z tego co tu
widać, poszli w drugą stronę, z programów laurek dla autorów, w program chamska
rzeźnia. mam wrażenie, że nie Polacy nie potrafią sie ze sobą nie zgadzać. Jak
już sie ze sobą nie zgadzają, to zawsze jest to walenie po mordzie i od razu
musi robić się kwas.
ubik   |25.11.2010 14:34:39
No cóż, to są współczesne media walczące o oglądalność: krwawa jatka, cyc, dupa,
przemoc, agresja, pyskówka, świński ryj w studiu. Pan Piątek padł ofiarą tej
żądzy krwi. Niech się cieszy, że nie kazali mu się przed publicznością
poślizgnąć na skórce od banana i pierdnąć na zawołanie.
Ja oczywiście
przejaskrawiam, ale w tej karykaturze widać wyolbrzymione cechy
charakterystyczne portretowanego. Proszę sobie obejrzeć zwykły dziennik
telewizyjny: powodzie, pożary, umierające dzieci, katastrofy samochodowe…
viking   |25.11.2010 20:23:28
Program ,,Kwartet literacki" nigdy nie zawierał wywiadów z pisarzami tylko
rozmowę trzech krytyków literackich którzy stanowili ,,stały skład"
(Reich-Ranicki, Löffler, Karasek) oraz jednego gościa- zazwyczaj profesora
germanistyki.
To po pierwsze. A po drugie, Reich- Ranicki nie jest żadnym
,,niesławnym" krytykiem tylko rewelacyjnym znawcą niemieckiej literatury,
autorem fantastycznych, erudycyjnych i świetnie napisanych publikacji na temat
Heinego, Goethego, Manna itd., laureatem wielu nagród, honorowym doktorem kilku
europejskich uniwersytetów (w tym Uniw. Humboldtów), odznaczonym m.in. polskim
Krzyżem Zasług.
Przede wszystkim jednak jest człowiekiem, który całe życie
poświęcił swej miłości do literatury.
Naprawdę nie wiem jak można tego typu
postać skwitować zdaniem ,,Ranicki, przy całej swej obrzydliwości … "
To
jest absolutnie oburzające i w zasadzie chyba nawet niewarte komentowania.
Onion   |25.11.2010 22:12:44
Odnieść się do argumentów, a resztę pominąć milczeniem. Złota zasada. Książkę
osądzi historia, a poloniści w końcu w proch się obrócą. No chyba, że to chwyt
marketingowy.
Apfelbaum  - Wszystko byłoby…   |25.11.2010 22:57:10
…ok! gdyby nie fakt, że w nauczaniu Kościoła w tym zakresie nic się nie
zmieniło i to co powiedział jest równą nowością co np. Test Rorschacha w
psychologii.
step  - drogi Vikingu   |26.11.2010 01:04:54
od dawna nie wpisuję komentarzy nigdzie

aleś mi druh (tak przynajmniej sobie
pochlebiam) bo często bliskie memu sercu jest to, co piszesz

przykro mi, że
uderzam w coś, co najwyraźniej jest Ci drogie

Marceli Reich-Ranicki jest
człowiekiem, który całe życie poświęcił swej miłości do samego siebie

a
realizował to poprzez niszczenie innych ludzi, tych, którzy pisali fikcję (na co
on sam odważył się tylko raz, a i to połowicznie)

jego udział w programach
telewizyjnych polegał na arbitralnym, acz powściągliwym chwaleniu jednych (to
było konieczne, żeby nie było, że show jest tylko plugawy) i na rozkosznym
miażdżeniu innych (clou programu)

pisarze niemieccy mówią, że ludzie, którzy
ich nazwisk nie znali i po programie nawet nie pamiętali, żywiołowo komentowali
program, w którym oni właśnie (ci pisarze) byli niszczeni - jedyne nazwisko,
które widzowie pamiętali po programie, to Reich-Ranicki

nazwiska pisarzy znały
tysiące, nazwisko Reicha - miliony

wszystkich podniecało to, jak Reich się
znęcał nad autorami: jedną z książek Grassa podarł na wizji; czy na tym polega
miłość do literatury???

wystarczy pogadać z dowolnym niemieckim pisarzem, żeby
wiedzieć, że akurat literacka Germania niewiele ma wątpliwości co do tego, że w
historii niemieckiej literatury niewielu było takich szkodników jak
Reich

dobrym dokumentem tych odczuć jest powieść Walsera - dokumentem nie tylko
indywidualnych odczuć Walsera, ale także środowiskowych (no, ale powieść Walsera
ma wartość także poza i ponad tym, to nie jest tylko powieść z kluczem, to jest
powieść filozoficzna o tym, że nawet to nasze najdroższe, najbardziej
indywidualne, najbardziej egoistyczne Ego jest pewnego rodzaju szaleństwem
narzuconym nam przez Innych)

oczywiście, nie demonizuję Reicha, cały ten syf
nie jest tylko jego winą, to jest wina systemu medialnego i degeneracji
edukacyjnej - Reich się tylko w to wpasował i to błyskawicznie, od razu, jak
tylko to się zaczęło, czyli kilkadziesiąt lat temu

a teraz przyszło takie już
zdziczenie, że nawet Reich na jego tle może się jawić jako szacowny
"miłośnik literatury" - i jak widzę, Tobie tak on się jawi, Vikingu
step  - pominę inne kwestie   |26.11.2010 01:40:49
pominę inne wątpliwe kwestie z życia Reicha-Ranickiego, bom nie IPN

dodam
tylko, że dość dokładnie przestudiowałem sobie życie i "twórczość" tego
nieszczęsnego "Andre Ehrl-Koniga":

autobiografia
Reicha-Ranickiego

biografia pióra Gerhardta Gnaucka

Tod eines Kritikers
Martina Walsera

i spora garść artykułów prasowych na temat
konfliktów:

Reich-Grass (najważniejszy tekst po polsku to był artykuł
Krzemińskiego, bodajże: "Strzelanie do glinianych gołębi" czy jakoś tak,
można to pewnie jeszcze wyszperać archiwum "Polityki")

Reich-Walser -
tu jest sytuacja bardziej komfortowa dla nie-niemieckojęzycznych, bo o tym
pisała nawet prasa amerykańska, jest trochę materiałów po angielsku w
necie


Obraz, jaki się z tego wszystkiego jawi, dodatkowo jeszcze wzmocniony
tym, co mówią Niemcy (np. Malin Schwerdtfeger i nie tylko) - jest dosyć
paskudny.

Co do detali, to nie powiedziałem, że w Kwartecie były wywiady.
Chodziło mi o to, że Kwartet spopularyzował formę polegającą na tym, że siedzą
cztery osoby i mniej lub bardziej wspólnie gnoją pisarza.

W tym naszym "Od
słowa do słowa" też jest czteroosobowe jury (plus prokurator i adwokat, tak
dla pikanterii pewnie). Zresztą, w polskiej wersji też w sumie nie ma wywiadu…
Bo to, czemu poddany jest pisarz, trudno nazwać wywiadem. To jest agresywne, acz
mało interesujące przesłuchanie.

Drogi Vikingu: takich przeżyć Ci nie życzę i
niech Opatrzność nas strzeże przed takimi "miłośnikami literatury"
viking   |26.11.2010 02:47:56
@ step

Oglądałem co najmniej kilkanaście odcinków kwartetu i ani raz nie
widziałem tam ,,gnojenia" pisarzy. Przynajmniej nie według mojej definicji
tego słowa. Nikogo nie obrażano personalnie, co najwyżej ostro krytykowano
niektóre książki. Nota bene takich słów jak ,,literacki fast food",
,,śmieć" itp. najczęściej używała Sigrid Löffler w tym programie. W
cytowaniu żenujących fragmentów specjalizował się natomiast Hellmuth Karasek.
Własne słowa autorów niejednokrotnie kompromitowały ich w największym stopniu,
więc właściwie to chyba on był najbardziej okrutny.
Tylko zaraz, zaraz … .
Czy nie na tym polega krytyka literacka ?
Na subiektywnym ocenianiu książek ?
Krytyk nie jest od tego, żeby streszczać dzieła, tylko żeby mówić, które uważa
za dobre a które nie.

Co do Grassa - z nim jest taki problem, że napisał
jedną świetną książkę (Blaszany bębenek) i potem jeszcze ze dwie inne dobre
książki. I nagle zaczęło mu się wydawać, że jest najepszym żyjącym niemieckim
pisarzem i, że cokolwiek napisze, całe Niemcy wpadną w kolejny zachwyt.

Książka została podarta na okładce Der Spiegla (który z kontrowersyjnych
okładek słynie). Była to powieść ,,Ein weites Feld", w której Grass pisze
absolutne bzdury na temat NRD, wykazuje się okropną nieznajomością warunków
życia w tym kraju a do tego daje jawnie do zrozumienia, że uważa się za takiego
komentatora i obserwatora ponownego zjednoczenia Niemiec, jak tego pierwszego
był Theodor Fontane. Na Grassa posypał się grad krytyki po tej książce a on
zamiast uznać, że coś musi być na rzeczy, napisał jakieś głupawe oświadczenie a
swojego wydawcę uczynił kimś na kształt adwokata. Okładka Spiegla była reakcję
na tę farsę.
bardzobardzo  - spisek kocich misek   |26.11.2010 16:50:44
dobrze, że Pana nie okradli.
markuss   |26.11.2010 18:08:26
Uważam, że źle zrobili ci co tworzyli ten program w TVP Kultura, że wzorowali
się (jak można sądzić) na niemieckim Kwartecie Literackim. Po pierwsze, to był
program robiony wokół (obrzydliwej, kontrowersyjnej czy wybitnej)-
postaci/osobowości prowadzącego. (Trochę to było na zasadzie "Idola" czy
innych produkcji tego typu, że najbardziej po nich się pamiętało nie
uczestników, ale prowadzących, np. Wojewódzkiego, zwłaszcza Wojewódzkiego).

Jeśli nie ma wyrazistej osobowości w centrum programu to taka formuła nie ma
szans zadziałać. Będzie to nędzna podróba.
Po drugie, ta formuła dyskusji o
ksiązkach w gronie krytyków jest wg mnie przestarzała. I jedyne co może jeszcze
uratować to na wizji, jest właśnie tzw. kontrowersyjność wypowiedzi, brutalność
itd.
W polskiej wersji dodano - jak kwiatek do kozucha - jeszcze autora. Żeby
miał okazje wysłuchać (przygotowanego wcześniej) wyroku.

Mam wrażenie, że
goście z TVP K. chcieli połączyć coś w rodzaju kwartetu z rozmową z autorami,
jak na przykład robią Francuzi. Wyszło tak sobie, w sumie niezbyt, "może
autorzy programu mieli dobre intencje, ale wyszło fatalnie", że powiem w
stylu zaproszonych do studia polonistek.

Wg mnie należałoby pójść wg wzorców
francuskich. Patrz np. program La grande librairie - na France 5. Rzadko kiedy
jest tam kwas, choć kłótnie się zdarzają (pewnie za rzadko jak dla polskich
producentów).
Ciekaw jestem, czy za parę tygodni "W od słowa do słowa"
będą sie chcieli pojawiać sensowni autorzy??
Machatma   |27.11.2010 05:34:15
Panie Piątek, ciężki z Pana kaliber i łeb też twardy, ale akurat ten pański
felieton popieram 4 łapami. Nie, że Pan mówi to czy owo nt Reicha, nie do końca
się z tym zgadzam zresztą, natomiast cieszy mnie, że ktoś w końcu odważa się
powiedzieć to i owo o mechanizmie działanie polskiej TVP, o takiej Dreckiej,
która szczękając ze strachu przed nudną starością gdzieś się w końcu ulokowała i
‘coś’ w końcu ‘robi’ i o szanownych polonistach z dyplomami, którym się naprawdę
wciąż wydaje, że to oni mącą wodę w tym wszechświecie. No w tym rzecz, że trzeba
właśnie takich felietonów jak ten tutaj, żeby uczyć tych konowałów po
polonistykach, że jednak oni tylko żerują na czymś, co ktoś przypłaca potem i
znojem. No i ryzykuje zawsze oceną ‘wszyscy na jednego’.
ubik   |27.11.2010 18:23:41
Chociaż w sam raz z Justyną Sobolewska to się dziwię, bo kobieta niegłupia jest
przecież.
markuss   |27.11.2010 23:01:40
Obejrzałem 2 odc. ze Szczygłem i Piątkiem.
The winner is… no nie, ta
ostatnia sekwencja z wyborem zwycięzcy, i oczekiwaniem kto zostanie wybrany, to
jest maskarka. Nie chce mi się rozpisywać, jest sobota, nie pierwszy to nieudany
program o książkach itd.

Niestety ten program jest szkolny, szablonowy, a
głównie za sprawą pań, krytyczek, uczelnianych belferek. Te ich streszczenia, te
opisy, te hasła wytrychy, jak na zajęciach. Jeszcze ze Szczygłem była jakaś
rozmowa, ale część z Piątkiem to była żenada, i to niestety żenada twórców
programu i uczestników: że nie było żadnej rozmowy z autorem. To ich zadaniem
jest się do autora dopasować i go w rozmowę wciągnąć. Nawet tego nie próbowali.
I to jest dno, który wystawia im jak najgorsze świadectwo. W ogóle jak można
autora tak stawiać przed jakimś jury (wygląd tego jury już wiele mówi, te skóry,
te sztruksy - sorry ale nie mogłem sobie tego darować), jakby autor był jakimś
przestępcą który popełnił zbrodnię. Dlaczego nie siedzi przy jednym stole z
pozostałami gośćmi? Porażka. To tyle na ten temat.
koala   |26.04.2011 18:25:20
Panie Piątek, zapal Pan coś sobie na uspokojenie.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Powered By PageCache
Generated in 0.47310 Seconds

Warning: fsockopen() [function.fsockopen]: php_network_getaddresses: getaddrinfo failed: Name or service not known in /media/data/www/krytykapolityczna.pl/public_html/components/com_pagecache/pagecache.class.php on line 273

Warning: fsockopen() [function.fsockopen]: unable to connect to :80 (php_network_getaddresses: getaddrinfo failed: Name or service not known) in /media/data/www/krytykapolityczna.pl/public_html/components/com_pagecache/pagecache.class.php on line 273