NOWOŚĆ W SKLEPIE KP
>>Już jest: KP30!
Komentarze
CYTAT DNIA
Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Zemsta osobista |
|
|
Tomasz Piątek
|
|
24.11.2010 |
Jest wiele tematów, o których można byłoby napisać. Nie o wyborach samorządowych, oczywiście, na to jeszcze za wcześnie (dziękuję jednakowoż tym stu osiemdziesięciu ośmiu osobom, które zagłosowały na mnie na Ursynowie). Ale można byłoby odnotować fakt, że papież Benedykt Któryśtam przyznał wreszcie, że w Którychśtam Sytuacjach prezerwatywy są dopuszczalne. Ciekawe, że zrobił akurat to ten wredny papież z Hitlerjugend, ten nieugięty konserwatysta, ten nielubiany przez wszystkich Rat Singer, Śpiewający Szczur. A nie zrobił tego nasz słodki, tak anielsko medialny, tak niebiańsko milusi Karol Wojtyła.
A ja tymczasem posłużę się medium felietonu do czysto osobistych celów. Dokładnie rzecz biorąc, się zemszczę.
Było kiedyś tak, że oglądałem program „Ogród sztuk”, który prowadziła Kamila Drecka. Pomyślałem sobie wtedy: „Gdybym stał się choć trochę znanym pisarzem, to może pani Kamila by mnie do programu zaprosiła?”. I tak się stało. Uważaj o czym marzysz, bo może się spełnić, jak mawia perfidny Albion.
Kilka dni temu Kamila Drecka zaprosiła mnie do swojego programu, który nazywa się bodajże „Od słowa do słowa”, chociaż ja bym go raczej nazwał „Ani słowa więcej”. Wyszło na to, że wspomnienia nie kłamią: pani Kamila okazała się czarująca, a prywatnie okazała się też bardzo kumatym człowiekiem. I to właściwie wszystko, co mam dobrego do powiedzenia.
Posadzono mnie przed ławą sędziowską złożoną z sześciu osób, z których trzy mrukliwie deklarowały, że w zasadzie moja książka Wąż w kaplicy im się podoba, a poza tym milczały. Trzy pozostałe osoby przez większą część programu atakowały mnie bez przerwy. To mogłoby być jeszcze ciekawe, gdyby nie to, że atakujące mnie osoby przez cały czas powtarzały kilka tych samych bardzo ogólnych zarzutów. Ja rozumiem, że idea była taka, żeby zrobić ostry program nie tyle o książkach, co o ego pisarza. Nikogo nie obchodzą książki, natomiast wszyscy wiedzą, że pisarze mają wielkie ego – i wszyscy lubią patrzeć, jak wielkie ego dostaje w dupę. No więc częściowo pewnie im się udało – skoro w ogóle o tym piszę, to znaczy, że coś mnie zabolało.
Wzorem tutaj miał być „Kwartet literacki” niesławnego polsko-niemieckiego celebryty Marcela Reich-Ranickiego (którego jedynym powodem do chwały będzie to, że posłużył za pierwowzór dla bohatera znakomitej powieści Martina Walsera Śmierć krytyka). Tyle, że Ranicki, przy całej swojej obrzydliwości, był mistrzem mokrej roboty. Potrafił przygwoździć pisarza odpowiednio dobranym cytatem, szczegółem. Tutaj – nic z tych rzeczy. Tylko: „Książka jest niesłuszna, chociaż jest słuszna, ale jest źle napisana, bo jest źle napisana”. Przed programem państwo pochwalili się przede mną, że przeczytali moją książkę tak uważnie jak nikt. Potem nagle panie Czapska i Sobolewska pytają mnie, dlaczego mój bohater spotyka Freuda i Goeringa. To bardzo ciekawe, bo akurat pani Sobolewska zamieściła w „Polityce” bardzo pozytywną recenzję mojej książki, pióra Roberta Ostaszewskiego. Robert bez żadnych problemów zrozumiał, dlaczego mój bohater spotyka Freuda i Goeringa – i napisał o tym wprost.
OK – może to moja wina, może napisałem coś tak niejasno, że zrozumiał to tylko Robert, a Justyna już nawet przy pomocy Roberta zrozumieć nie mogła. Jestem gotów uznać własne błędy. Ale kiedy słyszę od członka jury, że bohater mojej książki jest Węgrem (a jest Szwajcarem i o jego szwajcarskości od samego początku dużo się mówi, natomiast nie ma on ani kropli węgierskiej krwi), to widzę, że szacowne dokładnie czytające jury pomyliło mnie chyba z Krzysztofem Vargą (ciekawe, czy ten węgierski lapsus zostanie wycięty w montażu?).
Oczywiście, to nie jest tak, że mszczę się na każdym, kto mi powie, że nie podobają mu się moje książki. Dobrze wiem, że nie osiągnąłem doskonałości, pod żadnym zresztą względem. Zwykle słucham tego, co mi ludzie mówią. Tak jest też i w przypadku Węża w kaplicy. Tyle, że do tej pory nasłuchałem się czegoś odmiennego o tej książce. Miałem nie tylko entuzjastyczne recenzje, ale także entuzjastyczne reakcje czytelników (poza jednym blogerem), po raz pierwszy w moim życiu tak dokładnie pokrywające się z recenzjami. No więc o co chodzi tym osobom – zastanawiałem się, patrząc na atakujące mnie furie. Może moja książka podoba się tylko małomównym i mrukliwym, może to jest mój target, podczas kiedy osoby wygadane są moim antytargetem? No, ale gdyby lubili mnie mrukliwi, to pozytywne reakcje czytelników byłyby też mrukliwe, a nie były.
Po programie przyszła do mnie moja Hania. Była roztrzęsiona, ale nie tylko z powodu ataków na mnie. Okazało się, że za kulisami stał jakaś buteleczka mocnego alkoholu, z którego część jury sobie pociągała. Hania bała się o mnie. Na szczęście, siedziałem za daleko od jury, żeby poczuć tak zwany chuch, a razem z chuchem – zazdrość, pokusę i głód. Przestrzegam jednak na przyszłość: Szanowni Państwo! Gdy zapraszacie do programu alkoholika, nie pijcie alkoholu. Bo chyba możecie się powstrzymać?
Następnego dnia przyszło jeszcze jaśniejsze objawienie. Z internetu dowiedziałem się, że współtwórcą programu jest Mirosław Bork, producent telewizyjno-filmowy, szef festiwalu w Gdyni, o którym jadowicie pisałem w felietonie (Niech poleje się jad).
Kiedy ekipa programu przyjechała do mnie w kilka dni po nagraniu, aby zarejestrować moją reakcję na wiadomość, że jury w ostatecznym werdykcie konsekwentnie potępiło moją książkę, powiedziałem do kamery, że najwyraźniej werdykt nie mógł być inny - ze względu na pana Borka. Wszyscy się roześmieli, traktując to jak żart: pan Bork nikogo przecież nie mógł tu przekupić, ach gdzież mógłby ingerować. Odprężyłem się na chwilę, no bo przecież, pomyślałem, producent rzeczywiście nie będzie aż tak ingerował w program, to niemożliwe. Pani Kamila zapewniła mnie zresztą, że po cięciach montażowych dyskusja na temat mojej książki będzie wyglądać w sposób trochę bardziej zrównoważony.
Pomogłem nielicznej ekipie technicznej wynieść sprzęt do samochodu (pochwalę się, że jestem inteligent pracujący) i powiedziałem: „Ale przyznajcie, to o Borku to pewnie jednak wytniecie”. „On sam wytnie – odpowiedziała ekipa – On tu czuwa nad każdym kadrem”.
www.tomaszpiatek.pl
Na podobny temat
|
|
|
|
@Spokojny "Overall proponuje...
Pomysł, żeby na każdą parę przypadało...