|
Pomyślałem, że nie będę komentował tych pseudowyborów na pseudoprezydenta, w których wygrał podobno pseudokandydat Bronek, pseudo „gajowy“. Nie brałem w tym udziału w ogóle, a Hania oddała głos nieważny, a może bardzo ważny, dopisując na kartce Magdalenę Środę i stawiając przy niej krzyżyk. No, ale ponieważ sytuacja jest osobliwa, to pomyślałem, że napiszę dwa słowa, bo a nuż potem się wszystko znormalizuje i już nie będę miał okazji do złośliwości (spokojna głowa, nie znormalizuje się). Mamy w Polsce taką sytuację, że od tego, na kogo głosujesz, ważniejsze jest to, na kogo nie głosujesz. Podstawowym celem tych, którzy zagłosowali na Komorowskiego, było niezagłosowanie na Kaczyńskiego. Podstawowym celem tych, którzy zagłosowali na Napieralskiego, było niezagłosowanie ani na Kaczyńskiego, ani na Komorowskiego i wyrażenie ogólnego zbrzydzenia sytuacją, w której mieliby wybierać między Komorem a Kaczorem. Podstawowym celem tych, którzy głosowali na Korwin-Mikkego było niezagłosowanie na kogokolwiek i można powiedzieć, że im się udało, ponieważ Korwin jest kimś, kto się bardzo od kogokolwiek różni. Ale być może moja interpretacja jest tylko cząstkowo prawdziwa i nie ogarniam całości zjawisk. Być może wszyscy, którzy głosowali na Komora, Kaczora i Napiera, głosowali na nich, żeby nie zagłosować na Korwina. On ma przecież bardzo wysoki elektorat negatywny (jakieś 98 procent wyborców, zdaje się). No bo jeśli podstawową logiką naszego głosowania jest głosowanie na NIE, to i takie można wysnuć wnioski. Skąd się bierze głosowanie na NIE? Moim zdaniem dzieje się tak za sprawą samych kandydatów, którzy nie zorientowali się, że są to wybory prezydenckie, czyli w sumie dość poważna okoliczność. Uznali, że jest to konkurs na Potwora Miesiąca. To tłumaczy brak rzeczowej debaty o problemach tego społeczeństwa (też dość poważnych). Potwór przecież nie debatuje (no, chyba że jest to Jerzy Urban). Tym, czego publiczność wymaga od potwora, jest bycie strasznym. I to się kandydatom udało. Spróbujmy ich teraz po wiedźmińsku sklasyfikować. Wśród potworów, z którymi walczył słynny Geralt, znajdował się na przykład zeugl. Cytuję: „Geralt (…) ciął z szerokiego skrętu bioder, gładko odrąbując następną mackę. Dwie pozostałe, grube jak konary, spadły na niego z siłą, jeszcze głębiej wbijając w odpadki. Korpus sunął ku niemu, orząc w śmietnisku niby wleczona beczka. Zobaczył, jak ohydna bulwa pęka, rozwierając się szeroką paszczęką pełną wielkich, klockowatych zębów”. Opis zgadza się w stu procentach, wszyscy rozpoznajemy faworyta. W jego zwycięskim uśmiechu po wygraniu pierwszej tury. Jarosław Kaczyński to oczywiście tak zwana przeraza (łatwo zgadnąć). Napieralski to mglak. Glutowato-rozmemłany korred, który chełpi się swoją inteligencją i każe mówić do siebie „Panie Schweitzer” to Janusz Korwin-Mikke (zdaje się, że jakiś wiedźmin chlasnął go kiedyś przez brzuch, ale korred nie zmądrzał od tego). Andrzej Lepper to istota najbardziej z nich wszystkich potworna – człowiek. A w każdym razie – człowiek typowy. Tak, tak, moi państwo, mam takie straszne podejrzenie, że ogromna większość ludzi na naszej planecie, nawet jeśli nie wygląda jak Lepper, to myśli podobnie. I znów muszę powiedzieć: wiedźminie przyjdź! Morawieckiego i Ziętka możesz oszczędzić. Ich trochę żal. www.tomaszpiatek.pl
Na podobny temat
|
Chyba mnie nie zrozumiałeś, właśnie c...
Brakuje pieniędzy na edukację, brakuj...