|
Jedziemy z Hanią przez Polskę, zaliczamy Warszawę, Łódź, Bydgoszcz i kampania samorządowa jawi nam się w całej swojej krasie.
W internecie oglądamy plakat i spot wyborczy już nie Ratuszowej, a Ratuszyńskiej. Marty Ratuszyńskiej. Marta jest podobno kandydatką lewicy, więc nie będę jej tu specjalnie dopieprzał. Nie podam nawet linka (jak ktoś bardzo chce, to niech poszuka). Rozumiem, że po ostatnich blond sukcesach Napieralskiego polska lewica mainstreamowa postanowiła zdecydowanie wrócić do matecznika estetyki disco-polo. No cóż, Kwachowi kiedyś to przyniosło zwycięstwo. Najwyraźniej tak wygląda polska sinusoida nastrojów. Dyskotekowe lata 70. Organowo-żałobne lata 80. Discopolowe lata 90. Organowo-kościelne lata 2000. I teraz znowu discopolowe lata 2010 (pewnie przyczynił się tu Kaczyński, który przesadził z organową żałobnością, przestraszył naród i wpędził go z powrotem w drugą skrajność). W każdym razie, rocka tu nie będzie nigdy, ani Vivaldiego, jak rozumiem. Nie rozumiem natomiast, w jaki sposób kandydatka lewicy chce walczyć z dyskryminacją kobiet, pokazując narodowi swoje rajstopy (2Sisters Napieralskiego przynajmniej były w dżinsach, no i miały przynajmniej jakieś szczątkowe umiejętności wokalne, czego o Marcie nie da się powiedzieć). Hasła: „Wyssijmy Warszawę z Mazowsza”, chociaż z wykształcenia jestem Dottore di Lingue, nie podejmuję się zanalizować.
Na ulicach Łodzi były wiceprezydent Tomaszewski, też na bilbordach (przy okazji powiem, że znalazłem polskie słowo na określenie pracownika reklamy zewnętrznej, zajmującego się lokalizacją bilbordów: obwieś). Wiceprezydent Tomaszewski znany jest z głębokiego zaangażowania w szwindel tak zwanego Nowego Centrum Łodzi. Na bilbordzie straszy hasłem: „Naszą partią jest Łódź”. Może po tym wszystkim, co się stało, żadna partia go już nie chce?
Ale odżegnywanie się od partyjności i polityki jest wszechobecne na bilbordach. „Z dala od polityki” - głosi plakat kandydatki PO w Inowrocławiu. Niektórzy kandydaci odżegnują się nie tylko od polityki, ale od cienia podejrzenia, że mogliby cokolwiek zaproponować: „Nieważne jest hasło, najważniejsza jest Bydgoszcz”. Podsumowuje ich wszystkich Donald Tusk (że zacytuję jeden z poprzednich felietonów): „Nie róbmy polityki. Budujmy z klocków”.
„Zaraz” - powiedziała Hania - „Jeśli PO nie robi polityki i jest z dala od polityki, to jakim prawem dostaje z budżetu pieniądze na kampanię jako partia polityczna? Dekonspirują się tymi bilbordami. Mówią wprost: nie jesteśmy partią polityczną, tylko zwykłym stowarzyszeniem. W takim razie to stowarzyszenie bezprawnie wzięło kasę na kampanię jako partia polityczna. Te bilbordy są nielegalne i trzeba je zedrzeć. Niech Tusk oddaje wszystkie pieniądze”.
Mnie osobiście najbardziej urzekł pewien kandydat z Konina, bodajże Józef Nowacki. Napisał sobie na bilbordzie: „Siła argumentów”. I jako argument dodał do tego swoją twarz. W sumie poprawnie: w naszych czasach wygląd jest najważniejszym, może jedynym argumentem. A na bilbordzie mieszczą się dwa słowa, dłuższe hasła czytają tylko ostatni wymierający inteligenci. Ale w takim razie pisanie na bilbordzie: „Siła argumentów” to grubszy nietakt. To tak, jak gdyby niemowie napisać na czole: „To był mówca!”.
Felietony Tomasza Piątka publikujemy we wtorki i w piątki.
www.tomaszpiatek.pl
Na podobny temat
|
@Spokojny "Overall proponuje...
Pomysł, żeby na każdą parę przypadało...