|
Proszę Państwa, sensacyjna wiadomość: w Polsce znowu coś się nie udało. Nie będzie teżewe i pendolino, nie będzie Kolei Dużych Prędkości. Podaję za serwisem Rynek Kolejowy:
„Zamrażamy wszelkie prace nad KDP po wykonaniu studium do roku 2030 – powiedział Rynkowi Kolejowemu Sławomir Nowak, minister transportu, budownictwa i gospodarki morskiej. Deklaracja ta oznacza, że prace nad budową linii kolejowej łączącej Warszawę z Wrocławiem i Poznaniem przez Łódź, po której pociągi będą mogły się poruszać z prędkością 350 km/godz., zostały odłożone na co najmniej 20 lat”.
No pięknie. To znaczy, że cała strategia rozwoju Łodzi pójdzie się pieprzyć.
Strategia rozwoju, jaką przyjęła Łódź, jest kuriozum. Można ją streścić tak: to nic, że Łódź zdycha, wszystko będzie dobrze, bo przyjadą warszawiacy i wtedy Łódź rozkwitnie. Z tą koncepcją związana była budowa tak zwanego Nowego Centrum Łodzi: miał to być kompleks apartamentowców dla ludzi z Warszawy, którzy chcą taniej mieszkać. Władze miasta wyobrażały to sobie tak: zaraz powstanie Kolej Dużych Prędkości i z centrum Łodzi do centrum Warszawy będzie się jeździć 27 minut. W związku z tym warszawiacy kupią sobie apartamenty w Łodzi i do pracy w Warszawie będą jeździć pociągiem.
Już samo to założenie zawierało kilka grubych błędów.
Po pierwsze, nie wiadomo jak miałoby to się opłacać, jeżeli ktoś miałby płacić 150 złotych dziennie za przejazdy (bo jeden bilet miał kosztować ponad 70 złotych). Licząc 20 dni roboczych w miesiącu, to daje 3000 złotych. Nawet zakładając, że bilet miesięczny kosztowałby połowę tego, to i tak zostaje nam 1500 złotych do zapłacenia. W ten sposób tanie mieszkanie w Łodzi okazuje się bardzo drogie.
Po drugie, kompletnie oderwany od rzeczywistości jest pomysł, że warszawiacy przeniosą się z miasta relatywnie atrakcyjnego i bezpiecznego do szarej, żulastej mordowni, gdzie jedyną wieczorną rozrywką jest zbieranie z chodników ludzi pokrojonych nożami (ostatnio zbierałem właśnie tuż obok projektowanego Nowego Centrum Łodzi, bo mieszkam blisko).
Jak widać, łódzka strategia to komedia pomyłek. A teraz okazuje się, że najważniejszy jej element odpada. Nie będzie szybkiego dojazdu do Warszawy.
Żeby zrealizować tę pomyloną strategię, wywalono kupę kasy na przerabianie okolic starej elektrowni na apartamentowce, w których nikt nie zamieszka – i zamknięto Dworzec Fabryczny w celu przebudowy (żeby dostosować go do Kolei Dużych Prędkości i do Nowego Centrum Łodzi, żeby był równie plastikowy i świecący). Tysiące ludzi dojeżdżających do pracy w Warszawie musi jeździć z peryferyjnego, trudno dostępnego i ciasnego Dworca Widzew. Jak się okazuje, to wszystko na darmo.
Tak kończą się strategie pod tytułem „Zróbmy w Łodzi coś dla warszawiaków”. Może władze Łodzi wreszcie zrobią coś dla łodzian?
Minister Nowak o Łodzi nic nie mówi. Ale stara się wlać w nasze serca trochę ogólnego optymizmu. Cytuję znowu Rynek Kolejowy: „ – Przez najbliższe lata czeka nas wielka modernizacja polskich kolei w ramach tego, co już posiadamy i pełna koncentracja wysiłków na projektach modernizacyjnych i rewitalizacyjnych. Czas na wielkie wizjonerskie projekty przyjdzie po roku 2030. Musimy się skupić na modernizacji istniejącej sieci. To ona wymaga ratunku. To z niej będzie mogło skorzystać więcej pasażerów – uzasadnia decyzję o porzuceniu projektu budowy linii dużych prędkości Sławomir Nowak. – Stawiamy na ogromny plan modernizacji polskiej kolei do roku 2030. Koncentrujemy się na modernizacji tego, co mamy, a nie realizacji marzeń kolejarzy, jakimi są KDP – podsumował minister. – Słynny projekt linii Ygrek będzie kosztowny, może kosztować według rożnych ocen od 20 do 28 miliardów złotych. Jeżeli mamy problem z 28-letnimi wagonami, jeżeli mamy problem z odpowiednim czasem przejazdu z Warszawy do Gdańska, to to jest naszym priorytetem. Do projektu Kolei Dużych Prędkości wrócimy, gdy Polskę będzie na nią stać”.
I tu trudno się z ministrem nie zgodzić. Do tej pory istniała obawa, że całą kasę na modernizację kolei rząd przeznaczy na pokazowy projekt, jakim miały być Koleje Dużych Prędkości, a zwykłe połączenia pozostaną tak samo zaniedbane, jak były. Rząd mógłby się wtedy pochwalić przed Europą, że wreszcie została wprowadzona jakaś normalniejsza proporcja wydatków na transport (bo w Polsce wydaje się za dużo na drogi, za mało na koleje) – a nie mówiłby głośno, ile z tych pieniędzy na koleje poszło na pokazówę. W tej sytuacji słowa ministra Nowaka brzmią rozsądnie. Mam tylko jeden problem. Proszę popatrzeć ministrowi w oczy. Czy wierzą Państwo temu człowiekowi?
Ja nie. Ja się boję, że rozsądnie brzmiące słowa Nowaka są zapowiedzią nie „wielkiej modernizacji istniejącej sieci”, tylko dalszego grzebania brudnym patyczkiem w ropiejącej ranie – bo tak wygląda to, co się teraz robi z koleją. Zwykły pociąg (nie żadne teżewe) z Łodzi do Warszawy już w 2009 roku miał jeździć 65 minut. Nadal jeździ półtorej godziny. Podobno remont trwa tak długo, bo koleje nie dogadały się z gminami, gdzie zrobić przejazdy. Już sobie wyobrażam tę wielką modernizację.
A wracając do strategii rozwoju Łodzi: na opisanym wyżej skrzyżowaniu kolejowo-rządowym to biedne miasto po raz kolejny w historii zostało wystawione gołą dupą do wiatru. Do tej pory miało kretyńską strategię, teraz nie ma żadnej.
www.tomaszpiatek.pl
Na podobny temat
|
@Spokojny "Overall proponuje...
Pomysł, żeby na każdą parę przypadało...