|
Nudzisz się? Kup sobie szopa pracza! – pisał kiedyś Bohumil Hrabal. Nudzisz się? Stań się żuchwą papieża! – powinni pisać polscy Bohumile Hrabale. Zapraszam na stronę portretjp2.pl wszystkich, którzy chcą zobaczyć, jak polskość osiąga swoją formę pełną i doskonałą. „STWÓRZMY WSPÓLNIE WIELKI PORTRET JANA PAWŁA II” – krzyczy wielki niebieski nagłówek. – „STAŃ SIĘ JEGO CZĘŚCIĄ”. Dalej następuje zdrowa porcja wyjątkowo bezczelnego copywritingu, napisanego w imieniu jakichś „nas”, którymi podobno jesteśmy:
Santo subito! – wołaliśmy, jednym głosem, z głębi jednego serca, podczas pogrzebu Jana Pawła II. Święty, którego mogliśmy dotknąć, słuchać, śmiać się z nim i zamierać z niepokoju o niego, gdy chorował. Taki bliski. Taki „nasz”. Taki z nas. Bądźmy więc razem w roku beatyfikacji Papieża Polaka. Tak jak byliśmy razem podczas jego pielgrzymek, jak razem modliliśmy się o Jego zdrowie i opłakiwaliśmy Jego odejście. Zjednoczmy się jeszcze raz w imię tego, co nas uczył Papież. Stwórzmy wspólnie – wysyłając przez Internet zdjęcia nas i naszych bliskich – Wielki Portret Jana Pawła II, który zostanie wydrukowany i rozpostarty na filarach budynku Świątyni Opatrzności Bożej w czasie uroczystości beatyfikacyjnych. Będzie to nie tylko symbol naszej pamięci o Papieżu, ale też znak, że potrafimy razem działać i tworzyć wielkie rzeczy.
Idea łączenia Polaków dotyczy nie tylko różnic światopoglądowych, lecz także pokoleniowych. Niech na portrecie nie zabraknie nikogo z naszej rodziny. To dobra okazja, by zbliżyć się do babci i dziadka i pomóc im w okiełznaniu współczesnej techniki. Odnajdźmy siebie w Janie Pawle II – w Jego życiu, nauczaniu i na Wielkim Portrecie, który stworzymy razem. Środki z SMS-ów zostaną w całości przeznaczone na budowę Muzeum Jana Pawła II i Prymasa Wyszyńskiego – narracyjne muzeum, świadectwo historii i dramatycznych losów ich życia.
Profesjonalny copywriting: najpierw do serca, a potem do rzeczy. Najpierw o miłości, potem o płatności. Zawodowo i po katolicku. Proszę zwrócić uwagę na subtelną grę pojęć i obrazów: „Odnajdźmy siebie w Janie Pawle II…”. Chodzi tu o to, abyśmy odnaleźli siebie mentalnie „w Jego życiu i nauczaniu” i zarazem fizycznie „na Wielkim Portrecie”, który zostanie złożony, jak układanka, z tysięcy malutkich zdjęć ludzi. Portret zostaje bałwochwalczo utożsamiony z samym papieżem i jego duchową treścią. „STAŃ SIĘ JEGO CZĘŚCIĄ” nie znaczy już nawet „STAŃ SIĘ CZĘŚCIĄ PORTRETU”, znaczy „STAŃ SIĘ CZĘŚCIĄ PAPIEŻA”. Który Polak o tym nie marzy? Przecież tylko w ten sposób można dać „znak, że potrafimy razem działać i tworzyć wielkie rzeczy”. W ojczyźnie „Solidarności” nie ma już solidarności, każdy zaharowuje się sam lub sam zdycha pod płotem. Jedyny sposób, aby przeżyć namiastkę wspólnoty, to histeryczny kult Wojtyły. Zrobienie z siebie Wielkiego Zlepa, ulepienie Wielkiego Bałwana, któremu można oddać pogańską cześć. Niczym Koreańczycy robiący ze swoich ciał gigantyczne portrety Kim Dzong Ila.
Zastanawiam się, czy copywriter, który pisał ten tekst, miał poczucie, jak bardzo jest on poniżający – założenie, że „my”, „my wszyscy”, „jednym głosem”, „z głębi jednego serca” nie marzymy o niczym innym, tylko o tym, żeby stać się żuchwą papieża. Gorzej, atomem żuchwy papieża. Wiosna przyszła, śnieg stopniał, więc teraz bałwany lepi się z Polaków. Tani materiał.
Tani materiał, tani ludzie, używani do taniej pracy – w Polsce, Anglii, Irlandii – albo do taniej zabawy w Wielki Portret. Można ich wykorzystywać na różne sposoby, układać z nich puzzle, można też ich mnożyć jak króliczki – w to ostatnie właśnie bawił się Jan Paweł II. Równo w rocznicę jego śmierci jechałem pociągiem z Warszawy do Łodzi razem z polską katolicką rodziną. Sześcioro zaniedbanych dzieci. Żona w kolejnej ciąży. I mąż o oczach zaszczutego zwierzęcia – patrzył na mnie z nienawiścią, bo było po mnie widać, że ja nie mam sześciorga dzieci. Kiedy przez chwilę przytuliłem Hanię, jedno dzieci popatrzyło na mnie z zaskoczeniem i kosmicznym smutkiem. Najwyraźniej nie widywało często takich obrazków. Jestem pewien, że Jan Paweł II jechał z nami tym pociągiem, że po śmierci kazano mu popatrzeć na skutki jego „nauczania”.
Miałem pomysł, żeby zrobić akcję w związku z Wielkim Portretem: żebyśmy zebrali się do kupy i wysłali kilkadziesiąt tysięcy zdjęć Pinocheta. Papież popierał przecież latynoamerykańskie dyktatury. Ale obawiam się, że organizatorzy niespecjalnie by się tym przejęli, szczególnie jeśliby przy tym zarobili. Może ktoś, kto zna się na niekonwencjonalnych działaniach w necie, będzie miał lepszy pomysł?
www.tomaszpiatek.pl
Na podobny temat
|
@Spokojny "Overall proponuje...
Pomysł, żeby na każdą parę przypadało...