NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Sny i przebudzenie Drukuj
Tomasz Piątek   
27.12.2011

W ostatnią świąteczną noc miałem wspaniałe sny. Najpierw śniło mi się coś w rodzaju transmisji z TV Trwam: małe dzieci śpiewały: „Niech żyją Rydzyki, te chrobre żubrzyki”. Nagle na niebie nad dziećmi zawisły różnego rodzaju UFO o niesamowitych kształtach. Przeciwko UFO wyskoczył do walki sam Tadeusz Rydzyk z kropidłem wołając: „Precz milicjo szatańska, kosmiczne ZOMO!”. Z UFO rozległ się wtedy niesamowity głos, mówiący: „Przybyliśmy dać wam mydło”.


Następnie śniło mi się, że prowadzę telewizyjny show. Było dwóch prowadzących: Pan Idealny i Pan Piątek. Panem Piątkiem byłem oczywiście ja. Razem z Panem Idealnym staliśmy na nieustannie obracającej się platformie (to żadna aluzja) i rozmawialiśmy z Anną Muchą, która opowiadała o swoim dziecku i o swoim facecie. „Podczas porodu trzymał mnie za rękę – mówiła – I kiedy robię kupę, też trzyma mnie za rękę. Martwi mnie to, że dziecko nic nie mówi i jest brunatne. Może jest Hindusem?”. „A może jest po prostu kupą?” – podpowiedziała jej Ewa z Drzewa, nasza specjalna podpowiadynka, która podsuwała gościom ostre tekściki i cięte riposty, kiedy ci zapominali języka w gębie. Ewa z Drzewa zwieszała się z sufitu nad nami, ubrana tylko w mikroskopijny biustonosz i w stringi, które miały cieniutki paseczek zarówno z przodu jak i z tyłu. W studiu był także bar kawowy, do którego zapraszaliśmy gości i z którego można było zadzwonić do Właściciela Programu, a ten nieodmiennie wszystkim gościom mówił to samo: „Skul się za barem. Schowaj się. Niech cię nie widzę”. Mieliśmy też podgląd i odsłuch naszych widzów. Widzieliśmy, jak siedzą przed telewizorem, i słyszeliśmy, jak żona mówi mężowi, że musi iść na badania onkologiczne. Łączyliśmy wtedy męża z księdzem Natankiem, który z cudowną oczywistością informował go: „Gdy żona idzie na badania onkologiczne… To wiedz, że coś się dzieje!”.


W końcu, niestety, obudziłem się. A kiedy się obudziłem i przetarłem oczy, to rzeczywistość przerosła moje sny. Włączyłem komputer, wszedłem na Wyborczą, a tam przeczytałem wywiad z nowym współprzewodniczącym Zielonych 2004, Radosławem Gawlikiem, pod zachęcającym tytułem: „Zieloni w Polsce są w głębokim lesie”. A w tym wywiadzie znalazły się takie oto stwierdzenia Gawlika: „Po tej porażce sytuacja w Zielonych jest kryzysowa. Przede wszystkim psychologicznie. Porażka nie była spowodowana tylko postawieniem na złego konia. Coś jest nie tak z partią, jeśli po ośmiu latach jesteśmy praktycznie w punkcie wyjścia – z dwustoma członkami”. I dalej: „…nie oszukujmy się – partia, która ma dwustu członków, nie ma szans”. I jeszcze dalej: „Uważam, że Zieloni nie są ani z lewa, ani z prawa. Jak kiedyś powiedział przywódca niemieckich Zielonych Joschka Fischer, Zieloni są do przodu”.
Czytałem ten wywiad z szeroko otwartymi ustami. I tylko jedno wytłumaczenie przyszło mi do głowy: Radosław Gawlik ma jeszcze bardziej sczesany mózg niż ja (to niemożliwe, jest ktoś taki?!). Ciekawe, co jemu się śni? Teletubisie gwałcone przez fosforyzującego jeża?


Podobno w nadchodzącym roku ma się zjednoczyć lewica. Ma być kongres, czy coś takiego i na tym czymś mają się zjednoczyć Zieloni, Palikot, Unia Pracy (o ile jeszcze istnieje) i spora część SLD. Krążą takie pogłoski (albo, jak mawiał pewien mój znajomy, krążą pogłoski, że krążą takie pogłoski). Jeżeli lider Zielonych mówi: „Jesteśmy słabi, jesteśmy mali, jesteśmy do niczego, a tak w ogóle żadna z nas lewica” – to drastycznie podważa swoją pozycję i pozycję swojej partii na zjednoczeniowym kongresie lewicy. 


SLD dostało w dupę w wyborach i pewnie się rozpadnie. Zieloni też dostali w dupę razem z SLD, a teraz jeszcze ustami swojego lidera popełniają spektakularne seppuku, pozbawiając się wszelkich atutów, którymi mogliby o coś zawalczyć podczas targów o kształt przyszłej lewicy. W tej sytuacji kongres zjednoczeniowy będzie wyłącznym tryumfem Palikota, który zagarnie wszystko.


Nie ufam Palikotowi. Mógłbym go zaakceptować, gdyby zgromadzony przez siebie potencjał oddał przyszłej lewicy. Mógłbym go zaakceptować jako jednego z jej liderów. Jako lidera jedynego i tryumfalnego zaakceptować nie mogę. Palikot przez lata był wesołą przybudówką do Tuska. I pod jego przywództwem cała lewica czymś takim się stanie. A jeśli nawet ta przybudówka urośnie w siłę i będzie dla Tuska konkurencją, to też nie będzie to lewica naszych marzeń. Palikot stał się czymś w rodzaju lewicowego Berlusconiego. Zabawowy milioner, który przebojem wszedł do świata polityki, zbierający wokół siebie ludzi z bardzo różnych bajek i używający krzykliwych medialnych chwytów, robiący show. I taka będzie ta lewica: szołowa (nie szałowa). Będzie mówić to, co jej podpowie Ewa z Drzewa, i będzie słuchać Właściciela Programu.


www.tomaszpiatek.pl

Komentarze
Dodaj nowy
Batistuta   |27.12.2011 15:13:06
"Razem z Panem Idealnym staliśmy na nieustannie obracającej się platformie
(to żadna aluzja) i rozmawialiśmy z Anną Muchą, która opowiadała o swoim dziecku
i o swoim facecie.
Spokojny   |27.12.2011 15:32:42
W 2004 roku też bardzo liczyłem na Zielonych. Szybko jednak wykonali kilka
ruchów które sprawiły, że sobie ich wybiłem z głowy. Po pierwsze postawili na
dzielenie z definicji przywództwa na pół - 50% kobieta i 50% mężczyzna. To tak
jakby w jednym zdaniu powiedzieć, że coś nie ma żadnego znaczenia i zarazem, że
ma znaczenie absolutnie podstawowe. Lub że absolutnie podstawowe znaczenie ma
to, by coś co znaczenie ma w żadnym stopniu go nie miało. Tak można iść tylko
tam gdzie oni doszli, czyli kręcić się w kółko.
Albo się akceptuje władzę i
wszystko to czym jest władza, albo się tego nie akceptuje i to też jest
dozwolone, ale oczywiste, że się wówczas władzy nie ma.

W chwilę po tym
zajęli zdecydowane stanowisko w kilku sprawach, w których nie da się zająć
sensownego stanowiska bez naprawdę solidnych dowodów i wiedzy, podczas gdy sami
takiej wiedzy nie mają bo nie ma wśród nich specjalistów z tego
zakresu.
Energia atomowa - oni znają prawdę i jest ona ostateczna.
GMO - to
samo.
Efekt cieplarniany - poza dyskusją, oni wiedzą jak jest.
Nie jestem
pewien czy zajęli też stanowisko w sprawie szczepień dzieci, realności leczenia
psychotropami, prawdziwości lotu ludzi na Księżyc i tego co naprawdę uderzyło w
Pentagon 11 września ale bym się nie zdziwił.
Partia polityczna nie powinna
angażować się w sferę interpretacji faktów naukowych, tylko tworzyć projekt
użycia nauki takiej, jaka będzie. Projekt społeczny, a nie projekt takich czy
innych rozwiązań technicznych z których uczyni się ideowy symbol. Inaczej łatwo
zrobić z siebie durnia. Poza tym, czego dowodzi przykład Krytyki ładowanie się z
lewicowym myśleniem w wybory w sytuacji totalnej i niepodzielnej dominacji
neoliberalnego dyskursu w umysłach Polaków może się skończyć tylko wylądowaniem
w muzeum politycznych osobliwości. W Polsce nie ma póki co z kim rozmawiać.
Trzeba sobie najpierw rozmówców wychować, albo się ich doczekać.
Thermidor   |27.12.2011 16:55:32
"Zabawowy milioner"….nie tak dawno zaczynał od porządkowania
zasyfiałych archiwów i zbijania palet.Już nie wspominając,że pochodzi z ubogiej
rodziny.
Ale przecież bez takiego milionera "z urodzenia" Engelsa -
Marks by sobie dużo nie popisał bo musiałby z….ć na życie, nie wspominajć ,że
sam bogacz Engeles napisał parę rzeczy i się naparzał w Komunie
Paryskiej…..
Bez takich neurotycznych uprzedzeń, Tomaszu , odwagi , nie lękaj
się.
kot   |27.12.2011 17:16:09
Palikot, to szczególny rodzaj lewicy.
Jeżeli koniecznym wyróżnikiem lewicy
jest ( a jest) wysoki podatek progresywny, to Palikot jest skrajnie
antylewicowy. Czy można mu ufać? Juliusz Cezar podobno ufał w polityce jedynie
łajdakom,jako osobnikom przewidywalnym. (Na przykładzie PIS Jarosława widzimy
jak to działa). Ważne,że zbierając na potrzeby swojego celu rozproszony
elektorat lewicowy ponad podziałami -działa na jej korzyść.
aNtRyKoT   |28.12.2011 09:40:34
Panie Piątek. Nie wnikając już w to co lewica ma do zaproponowania na odcinku
"reformy" to chyba sam pan przyzna, że na odcinku "walka o
władzę" nie ma nic a nic. Albo w pozie "luksusowej dziewicy" czeka
na czasy czystej moralnie i prawdziwej polityki, albo uznaje, że Palikot
powinien jej oddać to co zabrał. Jest to cokolwiek postawa pasywna. Kto jak kto,
ale pan wygląda na nie lada zucha i w mordę umie pan podobno dać jak trzeba,
przechlać majątek i mięsiwem się objeść. Czy ma także Palikot przeprosić pana
Piątka? Lewica wchodzi widzę w klisze polityki narodowej. Tam też jest licytacja
kto ma prawo do spuścizny po najprawdziwszych z polaków.
Spokojny   |28.12.2011 10:04:47
Tutejszy cenzor ma widać mnóstwo roboty i dlatego umykają mu niektóre teksty. Ja
swojego nie zapisałem, więc zgodnie z tutejszymi prawidłami jeśli został
odrzucony to i znikł nieodwołalnie. Wyślę kolejny.

W roku 2004 ja także
stawiałem na Zielonych. Szybko jednak okazało się, jak niewiele oni rozumieją.
Na przykład zupełnie nie rozumieją do tej pory przyczyn swojej spektakularnej
porażki.

Każda grupa, nawet bardzo duża grupa taka jak naród, ma pewną swoją
dominantę tematyczną, którą można by nazwać kompleksem. Wszelkie debaty jakie w
takiej grupie się toczą można rozumieć szczegółowo (np. jeśli rozmawiamy o
autostradach to tematem są autostrady i tylko one) albo jako różne formy
symbolicznego, nieświadomego omawiania właśnie tej dominanty, bo jest ona jakby
wspólnym mianownikiem grupy. Tematy szczegółowe, jak na przykład budowa
autostrad, są więc jedynie pretekstami do manifestowania się głównego grupowego
kompleksu. W przypadku takich grup jak narody dominanty należy szukać w micie
założycielskim. Polski mit założycielski głosi, że ta grupa sama w sobie nie
posiada niczego cennego i żeby mogła w ogóle jako grupa zaistnieć, musi otrzymać
"wiedzę" czy "legitymizację" z zachodu. Sąsiadom ze wschodu i
południa naród ten nie ma do powiedzenia nic. Oni jedynie przeszkadzają,
natomiast głównym i strategicznym partnerem jest Zachód, zawsze występujący w
pozycji nauczyciela, tego co ma uznać istniene, zalegalizować, ochrzcić, pouczyć
i który jest niedoścignionym wzorem do wyjścia ze stanu dzikości i nicości. Taki
mit założycielski jest w samej swojej istocie destrukcyjny dla grupy, sytuuje
bowiem miejscowych jako z definicji gorszych. Tych którzy sami ze siebie niczego
nie wymyślili, niczego nie mają i najlepsze co mogą zrobić to postarać się
dogonić tych lepszych. Za którymi są kilkaset lat do tyłu.
Dlaczego ja o tym
piszę. Bo jeśli jakakolwiek grupa chce w Polsce stać się znacząca, musi odnieść
się jakoś do głównego grupowego kompleksu tego narodu. PiS odnosi się do niego i
próbuje go rozwiązać przez zaprzeczenie. Nie jesteśmy w niczym gorsi, to oni
ściemniają, my mamy swoje lepsze. PO odnosi się do tego kompleksu inaczej. Mamy
sposób, aby "ich" dogonić i żeby było "normalnie". Czyli tak jak
mają na zachodzie, bo "tak jak na zachodzie" czy też "nigdy nie damy
rady tak jak na zachodzie" to jest podstawa tego mitu. Jak na tym tle
wyglądają Zieloni? Wpisali się w ten kompleks, ale nie jako sposób rozwiązania
tylko jako symptom. To co oni powiedzieli da się streścić tak: nie jest tak jak
na zachodzie i daleko nam do nich. Jesteście buce, nie rozumiecie że zachodu nie
da się dogonić za pomocą kupowania samochodów i budowania autostrad. Zachód już
to dawno odrzucił, a to co przyjął teraz jest tak nieskończenie subtelne, że
tego w ogóle nie ogarniecie. Dla Polaków to jest jak kop w najczulsze miejsce.
Właśnie w chwili, kiedy już już zaczynali wierzyć, że jeszcze tylko kupią jeden
samochód, jeszcze tylko jedno stumetrowe mieszkanie więcej postawią i już już
wreszcie, po tysiącu lat wyjdą ze stanu analfabetycznej pogańskiej bidulskiej
dzikowści a tu proszę. Ktoś im mówi, że reguły "doganiania" zmieniły się
i trzeba się ich uczyć od nowa. Czyli - czuliście się gorsi, zdawało wam się, ze
nadrobicie ale nadal będziecie gorsi. Będziecie tylko nędzną, kiczowatą
imitacją. To najgorsze co można Polakom powiedzieć.
Po zniszczeniu prawie
całej kultury rdzennej jest jeden symbol w Polsce, który przetrwał i służy za
jaki taki przedmiot dumy. Jest nim przyroda i z nią wszelkie pojęcia odnoszące
się do biologiczności. Wprawdzie nie mamy sprzętu ale jesteśmy odważnymi
wojownikami, wprawdzie nie mamy przemysłu ale gdzież taka natura jak na
Mazurach, wprawdzie nie działają urzędy ale gdzież takie ładne dziewczyny
znajdziecie itd. Przyroda symbolizuje jakiś rodzaj siły, pod warunkiem że tego
symbolu się mądrze użyje. Ponieważ przyroda to "rodzenie" łatwo kojarzy
się to z kobietą. Mozna więc przedstawić przyrodę jako biedrzatą, piersistą babę
która orzechy pośladkami kruszy i piątkę dzieci urodzi i jeszcze szwabowi w łeb
wałkiem da, można przedstawić ją tak jak kapitaliści - jako kobietę którą należy
zdominować, zdobyć, użyć i tą metodą poczuć własną siłę, ale można niestety
przedstawić ją tak jak to zrobili Zieloni zgodnie ze swoim żałosnym rycersko
feministycznym paradygmatem - jako wątłą, stojącą nad grobem feministyczną panią
niedotykalską którą penetracja uszkadza wywołując w rycerzyku niemożliwe do
usunięcia poczucie winy za uszkodzenie. Taka wizja kobiety i przyrody nie staje
się nośnikiem siły, nie może wiec także stać się czynnikiem dumy ani nie
wywołuje żadnych aspiracji. Zieloni powiedzieli do Polaków dwie glupie rzeczy.
Po pierwsze jesteście zacofani i tak jak przez tysiąc lat się to nie zmieniło
tak i przez kolejny tysiąc się pewnie nie zmieni, a po drugie jesteście winni,
bo przez wasz szalony pęd do "dorównania" (który i tak jest daremny
boście głupsi) skrzywdzicie biedną dziewczynkę Przyrodę, która wcale nie lubi
być penetrowana. No tylko popatrzcie - u nas kobiety i mężczyźni po równo
rządzą. Chyba nie myślicie, że jakakolwiek penetracja byłaby tutaj stosowna?
Lepiej nadal pokornie uczcie się od Zachodu. Oni już dawno zrozumieli, wy
dopiero musicie dogonić.
Taki przekaz mógł spowodować tylko jedno - całkowitą i
nieodwołalną polityczną śmierć Zielonych w Polsce.
młotek   |28.12.2011 11:03:06
Pięknie! Opisy przyrody jak u samej Orzeszkowej.

Jeśli nie teza czyli
pisowskie "Green Power!" oraz jeśli nie antyteza czyli "Natural
Born Killer" to jaka zielona synteza? Może : Chaaabryyy z poligonnuuu,
chaaabryyyy z poligonuuuuu…..
Spokojny  - @ młotek   |28.12.2011 12:59:21
Dzięki za przykład z tymi chabrami. Zauważ, że mimo upłynięcia chyba już ze
trzydziestu lat od tej piosenki i mimo, że ona nigdzie nie bywa puszczana
pamiętasz ją. A teraz spróbuj sobie przypomnieć bez wchodzenia na stronę
Zielonych cokolwiek, co samo tam zostaje w głowie. Nie przyjmie się nic, co nie
jest osadzone w centralnej tematyce grupy. Zieloni byli grupką ludzi których
napędzało rozczarowanie w stosunku do własnego otoczenia. Nie identyfikowali się
z tym otoczeniem i ekosystem ich odrzucił.
młotek   |28.12.2011 14:02:12
Zieloni są partią "buntu kwiatów przeciwko własnym korzeniom". Widocznie
za mało u nas kwiatów, jak za mało salonów rolls-royca. W ściganiu się o wątły
elektorat KP jest skuteczniejsza, lepiej umocowana w mainstreamie. To nie jest
kwestia zabiegów propagandowych, to kwestia tego, że wątła jest grupa dobrze
zarabiających pracowników po studiach humanistycznych, którzy potrzebują jakiejś
ideologii do pełni szczęścia i władzy, która zadba o puchatość świata.
Spokojny   |28.12.2011 14:55:11
Puchatość tak. Ale jest problem. Puchatość nieskończona męczy. Człowiek ma
skurcze od tego i świąd. Pojawiają się uciski fantomowe. Puchatość nie ma waloru
bez penetracji.
młotek   |28.12.2011 15:41:11
Czy dyskusja ma być o udanym seksie? Nie odłączałbym penetracji od puchatości,
ani puchatości nie utożsamiał z masochizmem, który nie jest puchaty. Jednakże
seks i agresja to różne sprawy, choć poplątane ze sobą w gospodarce
kapitalistycznej.

Bo jeśli nie o udanym seksie, to nie przeceniałbym doniosłej
roli marketingu. Nie da się zrobić reklamy do każdego wyborcy.
Tomek Sawyer   |28.12.2011 17:26:24
@Spokojny - cierpliwość do Spokojnego wyjaśniania jak się rzeczy mają godna
podziwu (bez cienia ironii).

@Młotek - "seks i agresja to różne sprawy,
choć poplątane ze sobą w gospodarce kapitalistycznej". To jest tekst do
kabaretu? Że niby w okresie niewolnictwa albo komunizmie seks staje się mdłą
herbatką z rumianku?

@Tomasz Piątek - felieton w skrócie: mucha, kupa,
dupa. No i cieszymy się z tych stringów, jak Benny Hill. Co do "nie ufam
Palikotowi" to jest Pana bardzo prywatne od/uczucie. Natomiast w kolejnym
zdaniu: "Mógłbym go zaakceptować, gdyby zgromadzony przez siebie potencjał
oddał przyszłej lewicy" odlatuje Pan w rejony literatury fantastycznej. Na
wolnym rynku polityki Palikot, przynajmniej ostanio, okazał się
najskuteczniejszy, po tej "niby lewej" stronie. A Pan, socjalista do
szpiku, już chciałby, żeby coś rozdawał. I to komu? Urojonej "przyszłej"
lewicy?

Swego czasu, choć pamiętam to piąte przez dziesiąte, KP odżegnywała się
od władzy na rzecz "realnego działania", cokolwiek się kryje za tym
terminem. Więc skoro nie KP, to znaczy komu? Millerowi? Zachodzę w głowę. I w
jakim celu?
młotek   |28.12.2011 23:17:27
Może byc do kabaretu, ale był tylko odniesieniem do wpisu Spokojnego o
tym jak
kapitalista traktuje przyrodę. Doprawdy kwintesencją seksu nie jest scena z
filmu "Siedem".
Spokojny   |28.12.2011 23:51:06
Dyskusja na KP jest zwykle o udanym świecie. Byłem młodszy, robiłem makiety
kolejek a teraz to. No i moim zdaniem puchatość świata jest pozorną wygodą.
Swiat puchaty jest jak kąpiel w roztworze soli opisana przez Lema w opowieści o
pilocie Pirxie. Prędzej czy później poczujesz przerażenie, bo nasz własny łeb
nie umie żyć bez zagrożeń, wyzwań i mocowania się. Kiedy ich nie ma to je
tworzymy. Puchatość to moment kiedy się traci złudzenia bo się to odkrywa pod
postacią fantomowych zjawisk skórno kościatych. Bardzo rozaczarowujące. To
koniec utopii. Co do kwintesencji seksu i co nią jest to tego się nie podejmę,
bo się nie znam na tym. Nie wydaje mi się jednak, by to kapitalizm wymyślił
połączenie seksu i agresji. Raczej odwrotnie - to właśnie połączenie seksu i
agresji sprawia, że kapitalizm jest w ogóle możliwy. Z tym połączeniem niektórym
źle, stąd ich fantasmagorie o szkodliwości kapitalizmu dla mamy-natury, efektach
cieplarnianych, końcu ropy i inne takie marzenia, że to okaże się przynajmniej
zabronione przez samą naturę jeśli nie może być zakazane przez Bozię we własnej
osobie. Daremne nadzieje.
młotek   |29.12.2011 11:15:55
Owszem, różne są atrybuty człowieczeństwa, również walka. Ale nie tylko walka. I
nie tylko w seksie walka musi odnajdować upust, choć oczywiście różne są nasze
polskie drogi, czasem ktoś życzy sobie pejczyk. Są odpowiednie sklepy, można
zakupić. Jednakże obserwacja osobników kudłatych wskazuje, że albo się kopuluje,
albo się walczy. I to są dwa odrębne punkty w mózgu. Pewne fakty wskazują, że
jest jakaś prawda w bajkach o połączeniu seksu i miłości.

Co do kąpieli w
roztworze soli to jest to zwane deprywacją sensoryczną. Budzą się demony. Ale
chyba jest przesadzony fakt, że demony są solą życia. Za demonami może się kryć
morze spokojne. Na kozetkę nie kładzie się osobnik jak na łożu tortur, choć
skomleć może okrutnie.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 27.12.2011 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.88241 Seconds