NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Śledztwo w sprawie „Uwikłania” Drukuj
Tomasz Piątek   
23.06.2011

Byliśmy wczoraj z Hanią na Uwikłaniu Jacka Bromskiego. Zachęcił nas Adam Michnik, który podobno powiedział o tym filmie: „bardzo dobry film pisowski“. No to poszliśmy – i jak to przy oglądaniu thrillera, pojawiła się cała masa zagadek. 

  


Zagadka numer jeden: jak to jest, że odwieczny władca Stowarzyszenia Filmowców Polskich, rządzący większą częścią naszej kinematografii, robi film, który rzeczywiście jest pisowski (opowiada o bezkarnych, a zakamuflowanych ubeko-prezesach, którzy po kryjomu panują nad biznesem, policją i światem)? Bromski zrobił ten film razem z Juliuszem Machulskim, drugim naszym filmowym baronem. I razem ze śmietanką naszych aktorów, a właściwie śmietanko-maślanką, bo mieszanką i tych najlepszych, i tych najbardziej znanych z pism ilustrowanych. Seweryn, Globisz, Grabowski, Stroiński jako śmietanka i Stenka, Ostaszewska, Adamczyk jako maślanka. Ale nieważne, śmietanka czy maślanka, ci państwo bardzo uważnie dobierają sobie role, także pod względem politycznym. Czyżby więc nasz filmowy establishment wykonał zwrot na prawo, w stronę PiS? Dlaczego? Czy mają jakieś cynki, że PiS wygra wybory? Czy PiS obiecał im coś po ewentualnie wygranych wyborach?

  


Inna zagadka: czemu czarny charakter, straszliwy Hiper-Ubek grany przez Andrzeja Seweryna wygłasza wielką i sztuczną tyradę o upadku obyczajów w demokratycznej Polsce? Nie podoba mu się para młodych ludzi całujących się na ławce. Co w ten sposób Bromski chce nam zakomunikować ustami Seweryna? „To nie my, pisowcy, jesteśmy drętwi i konserwatywni. To starzy są hycle od moralności socjalistycznej“. Zaraz potem Hiper-Ubek narzeka na spadek czytelnictwa, na to, że nikt już w demokratycznej Polsce nie dyskutuje o książkach. Jak to rozumieć? Chyba w ten sposób: wszystkie te kongresy obrony kultury, ruch walki o biblioteki, promocja czytelnictwa, dyskusyjne kluby książki – to krecia robota tych, co tęsknią za komuną!

  


I tu docieramy do sedna. Czyli do pieniędzy. A dokładnie, do kwestii, na co mają iść pieniądze. Wielu filmowcom w głębi duszy podoba się reżim, który hojną ręką daje kasę na kostiumowe kobyły historyczne, przy których można koncertowo się nakraść (zgodnie ze starą filmową zasadą: robi się pięćdziesiąt mundurów, rachunek podpisuje za pięćset). Aż strach pomyśleć, że te pieniądze mogłyby pójść na coś innego, na przykład na masową, powszechną akcję promocji czytelnictwa. A tu nasi platformiani decydenci, chociaż neoliberalni, pod naciskiem inteligenckiej opinii publicznej zaczynają wykonywać jakieś ruchy w kierunku takiej akcji… Przecież sam minister Zdrojewski, lejąc krokodyle łzy, powiedział mi kiedyś: no tak, jak przychodzą do mnie pisarze, to chcą na festiwal literatury dziesięć tysięcy. A jak przychodzą filmowcy, to na dzień dobry chcą sześć milionów. Nawet jeśli wątpliwej szczerości, niebezpieczna to refleksja w rządowych umysłach, niebezpieczna dla wielu filmowców. To dlatego u Bromskiego nad upadkiem czytelnictwa ubolewać musi brzydki ubek. Być może to nie promocja czytelnictwa jest największym strachem baronów kinematografii. Ale na pewno największym ich strachem jest to, że film mógłby przestać być głównym beneficjentem pieniędzy na kulturę. Może dlatego baronowie nagle zatęsknili za PiSem i kosztowną, wystawną, lukratywną „polityką historyczną“ w kinie. 

  


Ale wszystkie te tajemnice i zagadki bledną wobec jednej: dlaczego jesteśmy w kinie sami? Na sali, gdzie wyświetlają Uwikłanie, są tylko dwie osoby: Hania i ja. Przecież na pisowski film, chwalony przez pisowskie media, karny pisowski elektorat powinien pomaszerować czwórkami. Sala powinna pękać w szwach. Może chodzi o to, że polski film nie przyciąga już nawet prawdziwych Polaków? Może aż tak jesteśmy skolonizowani przez anglo-globo-amerykańską kulturę, że nie umiemy już nawet uwierzyć w możliwość zaistnienia dobrego polskiego kryminału, nadającego się do oglądania? A może problemem jest świat, w którym rozgrywa się opowiadana przez Bromskiego historia? Nie jest to świat pisowskiego elektoratu. Niemal wszyscy bohaterowie filmu mieszkają w willach albo luksusowych apartamentach. Nawet prześladowany, tropiony przez byłych ubeków Stroiński ukrywa się na terenie luksusowej posiadłości, w domu umeblowanym mahoniem i palisandrem. Główna bohaterka zarabia siedem tysięcy na rękę i dowiadujemy się, że to jest mało. Nawet jej siedmioletnia córeczka chodzi w designerskich butach (od Manolo Blahnika!?). Nie ma tu nic, co mogłoby wzbudzić empatię pisowskiego wyborcy. Nie ma tu też nic, co mogłoby wzbudzić moją empatię, bo dla mnie cała ta sceneria jest fałszywa. Jak mam uwierzyć, że film odkrywa przede mną ukrytą prawdę, kiedy równocześnie zalewa mnie takim wodospadem luksusowej nieprawdy? 


  

 www.tomaszpiatek.pl

Komentarze
Dodaj nowy
Znikający punkt  - Akcja promocji czytelnictwa   |24.06.2011 00:20:51
to w dzisiejszych czasach takie samo złodziejstwo jak z tymi mundurami w filmie,
tylko na mniejszą skalę. Sensu to nie ma żadnego. Książka jest tak łatwo
dostępna, jak jeszcze nigdy nie była. Wybór jest tak ogromny, jak jeszcze nigdy
nie był. Jeśli w tej sytuacji ktoś nie czyta, to znaczy, że bardzo nie chce i
żadna "akcja" go nie przekona.
kot   |24.06.2011 00:38:37
Myślenie PISowskie głęboko zapuściło korzenie, w różnych miejscach i na jest
hodowane na wielu poletkach. Demokratyczny Kaczor natchniony Le Bonem, w dobrej
wierze zapewne szykuje grunt pod coś obrzydliwego.
Seba   |24.06.2011 14:17:46
To, że kiedyś się więcej czytało to mit, każde pokolenie twierdzi, że teraz to
jest beznadziejnie, ale kiedyś… Mój świętej pamięci dziadek opowiadał mi o
bibliotekach na wsi, piękny wynalazek, w końcu nie trzeba było pić na dworze.
Anonimowy   |24.06.2011 14:59:33
Piszesz "Jeśli w tej sytuacji ktoś nie czyta, to znaczy, że bardzo nie chce
i
żadna "akcja" go nie przekona." To jest zwyczajnie bzdura. Otóż
widziałem przez zupełny przypadek jak w akcji prywatnej przecież sieci księgarni
"Empik", się to chyba "przecinek i kropka" nazywało dzieciaki
autentycznie zafascynowane odkrywały książkę, jej magię. Nikt im wcześniej nie
umiał pokazać, że oprócz fajnego świata rozrywki elektronicznej jest też
książka. I takie akcje (jeśli umiejętnie robioną) tworzą realną wartość dodaną
od "rodzić po ludzku" po promocję czytelnictwa.
antenka_beretowa   |24.06.2011 17:22:13
Bromski to wytrawny specjalista od konfitur od czasu jego pierwszego ukazania
się jako DJ w Sopocie,w ‘70 którymś, zapowiadany owulacyjnym głosem i wzrokiem
120 - letniej wówczas Ireny Dziedzic. Ten typ akolitów Jarkacza to już dzisiaj
pewien standard.
Marta   |24.06.2011 18:33:43
Marta, która mieszka w Łodzi, rozpoczęła od tego, że trzy lata temu
przeczytała" "Domofon" Miłoszewskiego ( bo jak wreszcie nie czyta
literatury przez duże L, to uwielbia czytać kryminały i thrillery) I Marta sobie
wtedy pomyślała, wow, Miłoszewski miał naprawdę dobry pomysł na thriller -
spalił końcówkę, ale ogólnie nieźle, dobrze byłoby porozmawiać o tym, jak to
jest zrobione…Po czym, czym prędzej pobiegła do biblioteki po
"Uwikłanie" i…i dotarła do połowy…Bo, niestety, książka
rozczarowuje, rozczarowuje intryga i pomysł, wystarczy spojrzeć na zajawkę filmu
i "się wie", ze film rozczaruje jeszcze bardziej. Lepiej iść na
"Malancholię"… A przeczytać ? A przeczytaj "21:37" Czubaja,
który to kryminał jest dobrym kryminałem i byłby dobrym scenariuszem, i dlatego
Czubaja do Łodzi zaprosić wypada. Na spotkanie o kryminale na ten przykład. Bo
to antropolog kultury również. W ramach festiwali literackich za 10 tysięcy.
Znikający punkt  - @Anonimowy   |24.06.2011 19:27:31
Otóż
widziałem przez zupełny przypadek jak w akcji prywatnej przecież
sieci księgarni
"Empik", się to chyba "przecinek i
kropka" nazywało dzieciaki
autentycznie zafascynowane
odkrywały książkę, jej magię.


Chcesz mi wmówić, że to jakieś dzieciaki z biednych rodzin analfabetów,
które nie chodzą do szkoły i nigdy książki nie widziały?

Takie
akcje to ostatni raz miały sens z pół wieku temu. A też ich
skuteczność była wątła. Książki kupowano, dopóki były spod lady. Gorzej
było z czytaniem. Głównie wystawiano je na widok. W
latach osiemdziesiątych dorabiałem korepetycjami i sporo naoglądałem
się tych "księgozbiorów", z których może jedną książkę na
dwadzieścia ktoś w ogóle otworzył. Teraz na widoku jest plazma
czy komputer (którego też używa się tak na 1/10 gwizdka, bo kto by
panie się w tych wszystkich programach rozeznał).
antenka_beretowa   |24.06.2011 21:22:24
To ona Marta Wow są, przez duże, gładkie Ł. Niestety, nie z Łodzi.
ubik   |24.06.2011 23:13:33
Zdecydowanie trzeba bronić finansowanego przez państwo kina peerelowskiego.
Rewelacyjna adaptacja "Lalki", a nawet dwie, fantastyczna "Ziemia
Obiecana", kapitalni "Chłopi", niczego sobie "Faraon". I
wiele, wiele, wiele innych. Dzisiaj mamy za sobą już dwadzieścia lat wolnej
Polski (połowa peerelu), w której prywatna kultura miała kwitnąć i tylko Ferdek
Kiepski wypada znośnie. No, na palcach obu rąk da sie policzyć dobre rzeczy, jak
Smarzowskiego. Nie widzę tu naturalnej wyższości finansowanie prywatnego nad
państwowym.
viking   |25.06.2011 03:41:14
@ ubik

Ja bym nie przesadzał z tą mitologizacją peerelowskiego kina.
Najlepsze co powstało w tamtym czasie to legendarne komedie, które ironicznie i
nie wprost wyśmiewały system.
Parę dobrych filmów "na serio" też było to
fakt. Ja bym szczególnie wymienił "Dekalog".

Natomiast porównanie np.
kina lat 70. w Polsce, do teraźniejszego, jest trochę nieuczciwe. Na świecie
lata 70. były okresem, w którym tworzył Fellini, Herzog, Bergman, Tarkowski,
Visconti, Bresson, Schlöndorff itd.
To był zupełnie inny czas. Wtedy polskie
kino też nie było jakieś rewelacyjne w porównaniu do innych państw Europy. Ale
ogólnie było więcej środków, więcej czasu i więcej chęci do robienia długich,
dopracowanych filmów.
Dziś są chyba po prostu inne czasy..
W dyskusjach o
kinematografii, wszyscy obarczają winą albo widza i jego gust albo państwo. Do
pewnego stopnia słusznie. Mimo wszystko wydaje mi się, że winnych jest więcej.
ubik   |26.06.2011 00:42:53
@Viking to zapewne gorliwy antykomunista i wszystko co peerelowskie jest mu
obrzydliwe z zasady. Kino peerelowskie przecież kolego nie było robione przez
komunistyczne władze, tylko mimo tych władz, ale bardzo udatnie i co podkreślę
jeszcze raz, za państwowe pieniądze. Czy je przeceniam, to wszyscy mogą sobie
sami ocenić.
viking   |26.06.2011 01:37:10
@ ubik

Już drugi raz na tym forum, odnosisz się nie do tego, co mówię tylko
do tego, co sobie sam o mnie wyobrażasz. Drugi raz częściowo wręcz wbrew temu co
piszę.
Przyznam, że to dla mnie dość niesamowite.
Ja np. w ogóle nie odnoszę się
do komunizmu jako takiego, tymczasem ty już wiesz, że nie tylko jestem
antykomunistą, ale do tego jeszcze "gorliwym" i, że w ogóle wszystko co
z PRL, jest dla mnie "obrzydliwe" (???)
O tym, że komunistyczne władze
robiły filmy (???) też nie napisałem nigdzie. Tobie jednak udało się takie coś
wyczytać. Może rozmawiałeś o tym z kimś innym i ci się pomyliło ?

Rozumiem, że
ocenie innych poddajesz moje pytanie czy polskie kino było na poziomie włoskiego
lub niemieckiego z tego samego czasu. Tak? Czyli chcesz, żeby ci "inni"
powiedzieli ci czy Noce i Dnie lub Chłopi to są filmy porównywalne z Fellinim
albo Herzogiem ?
To skoro już zagraliśmy w "kim jest Viking?", to
pozwól, że zagramy w "kim jest ubik?"
Odpowiedź: kimś kto może się zna
na PRLu, na antykomunistach i na tym czy lepsze finansowanie państwa czy lepszy
wolny rynek. Ale niestety nie zna się ani trochę na kinie. I w związku z tym nie
powinien go oceniać.
ubik   |26.06.2011 19:27:12
@Viking. Tak sobie się znam na kinie. Ale wystarczająco, aby nie porównywać
"Nocy i Dni" i Felliniego, chłopie. Porównywać to można "Kanał"
Wajdy i "Słodkie życie" Felliniego, skoro ma już być Fellini, albo
"Sanatorium pod Klepsydrą" Hasa i "Amarcord", bo to są
porównywalne półki. Najlepszym dowodem jest to że polskie filmy w tych czasach
były na całym świecie nagradzane. Chociaż rzecz jasna od Felliniego nic
lepszego, to nie ma. Ale to już inna historia.
viking   |27.06.2011 00:27:18
@ ubik

To, co starałem Ci się przekazać swoją pierwszą wypowiedzią to to,
że w latach 70. czy wczesnych 80. w ogóle powstawały takie filmy, jakie dziś już
nie powstają.
I w Polsce i na świecie. Tak jak w Polsce nie znajdziesz dziś
takich filmów jakie wtedy robił Wajda czy Kieślowski, tak we Włoszech nie
znajdziesz takich, jakie robili Visconti i Fellini, w Szwecji takich, jakie
robił Bergman a w Niemczech takich, jakie robił Herzog czy Schlondorff.
Dlatego
uważam, że jeżeli chcemy dojść do jakichkolwiek wniosków na temat kinematografii
i sposobów jej finansowania, to powinniśmy porównywać Polskę z innymi krajami i
ich obecną sytuacją.
Od czasu PRL trochę się zmieniło. Nie tylko sam system.
Ogólnie zmieniły się czasy. Także w tych krajach, w których komunizmu nigdy nie
było.
ubik   |27.06.2011 22:59:56
@Viking, a z tym to się całkowicie zgadzam.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 24.06.2011 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.95239 Seconds