NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Podręczyć podręcznikami Drukuj
Tomasz Piątek   
05.09.2011

Zostałem ostatnio autorem podręcznika, więc zajmę się teraz podręcznikami. Podręczniki to sprawa bolesna. Jest wrzesień i znowu kilkaset złotych poszło na książki dla Martyna. Aż boję się pomyśleć, co to znaczy dla biedniejszej lub wielodzietnej rodziny.


Przypomnę, że Obywatelskie Forum Dostępu do Książki, które miałem zaszczyt współzakładać, postulowało łatwy (i tani) dostęp do podręczników szkolnych, zarówno w wersji oldschoolowej (żeby dzieci mogły korzystać z podręczników używanych), jak i w wersji newschoolowej (żeby dzieci mogły korzystać z podręczników zamieszczonych nieodpłatnie w internecie – na przykład codziennie drukując sobie kolejną porcję stron zawierających aktualnie przerabiany materiał). Taki postulat pojawił się też w raporcie o czytelnictwie Obywateli Kultury, w związku z czym prezes Polskiej Izby Książki Piotr Marciszuk zaatakował imiennie Beatę Stasińską, współautorkę   projektu, oskarżając ją o szerzenie komunizmu, który jak wiadomo jest zakazany przez Konstytucję RP.


Okazało się jednak, że takim samym komunistą jest Jarosław Kaczyński, który niedawno powiedział, co następuje: „Wiele rodzin musi zaciągać kredyty, żeby wysłać dzieci do szkoły. Ministerstwo oświaty mówi, że nie ma żadnego wpływu na ceny podręczników. Wypada więc zapytać, to na co ma wpływ? W ogóle po co jest, za co bierze pieniądze? Dlaczego się zgadza na to, że na podręczniki mamy dzisiaj VAT? Dlaczego zgadza się na to, że podręczniki są zmieniane co rok? Dlaczego zgadza się na ten cały biznes robiony na podręcznikach szkolnych, chociaż to jest przecież sprawa o czysto społecznym charakterze?”.


No właśnie, jest to sprawa o czysto społecznym, a nie biznesowym charakterze. Miło, że ktoś przypomina, iż są takie sprawy. Nawet jeśli jest to Jarosław Kaczyński.
Pod wpływem hałasu, jaki wokół podręczników zaczął robić Kaczyński, nawet nasza konserwatywno-neoliberalna ministra edukacji, Katarzyna Hall, zaczęła wysyłać nieśmiałe (zapewne kampanijno-wyborcze) sygnały mówiące o tym, że do jakiegoś uwolnienia podręczników dojdzie.


Cała sprawa przypomina głuchy telefon. Najpierw Obywatelskie Forum Dostępu do Książki, a jeszcze wcześniej Fundacja Nowoczesna Polska (tu wywiad z prezesem Jarosławem Lipszycem) zgłasza postulat tanich lub bezpłatnych podręczników. Potem dla celów kampanii wyborczej podchwytuje ten postulat szef naszej psycho-pseudo-opozycji, udając, że jest to jego własny pomysł. Ten postulat próbuje podkraść mu rząd, udając z kolei, że to jego własna rządowa inicjatywa. Ale może właśnie na tym polega robienie polityki dzisiaj. Na uruchamianiu takich głuchych telefonów.


Prawdziwym prekursorem był tu zresztą nie kto inny, tylko sam Arnold Schwarzenegger. Conan Barbarzyńca okazał się o wiele bardziej cywilizowany od nas: zapłacił autorom za napisanie podręczników, a następnie udostępnił je w sieci nieodpłatnie dla uczniów.


Bo naprawdę barbarzyński jest cały ten cyrk, który co roku odbywa się z podręcznikami. Żeby uczniowie nie mogli korzystać z podręczników używanych, co roku – jak słusznie zauważył Kaczyński – wydawcy zmieniają podręczniki. Płacą pod stołem nauczycielom jakieś groszowe łapówki, żeby ci kazali uczniom uczyć się z ich najnowszego podręcznika. Nie ma więc co się dziwić, że konkurencja pomiędzy wydawcami nie przyczynia się do polepszenia jakości podręczników. Bo wydawcy nie konkurują o to, kto wyda lepszy podręcznik, tylko o to, kto podkupi więcej nauczycieli. W tym systemie nie ma znaczenia, czy podręcznik jest dobry, ważne jest, żeby był nowy. Rodzice mają co roku kupić nowy, a nie używany zestaw podręczników, o to chodzi. Dodatkowo jeszcze stosuje się pakietowy system sprzedaży. Gdy ktoś chce kupić jeden zeszyt do ćwiczeń, bo tylko tego akurat mu brakuje, to często okazuje się, że nie może: musi od razu kupić zestaw dwóch lub trzech zeszytów. Protesty rodziców w tej sprawie kilkakrotnie przebiły się do mediów, ale zaraz potem ginęły w natłoku niezwykle ważnych informacji o kolejnych znaleziskach z wraku smoleńskiego i kolejnych pyskówkach pomiędzy naszymi pseudopolitykami.


Tak, to jest sprawa społeczna. I jak wszystkie sprawy społeczne, po kampanii wyborczej zapewne zostanie zapomniana. Dlatego sądzę, że trzeba stworzyć jeszcze jedną grupę nacisku, która będzie przypominać rządowi o jego obowiązkach w tej sprawie. Bo kwestię podręczników może uregulować rząd. Po co nam kilkanaście podręczników do każdego przedmiotu, do tego zmieniających się co roku? Ministerialna komisja powinna raz na kilka lat zatwierdzać trzy najlepsze – tak, aby nauczyciel wybierał spośród tych trzech najlepszych. Sądzę, że łatwiej będzie monitorować jednostkowe przypadki ewentualnej korupcji w takiej komisji, niż całą tę powszechną mega-mikro-korupcję, jaka kwitnie pomiędzy wydawcami a nauczycielami. Obywatelski monitoring powinien w ogóle być podstawą całego systemu, bo ministerialna komisja wszystkich nauczycieli nie przypilnuje. Obywatele powinni naciskać ministerstwo i kuratoria, a rodzice nauczyciela, aby ich dzieci mogły korzystać z zeszłorocznych podręczników zawsze, gdy to jest możliwe. Podręczniki powinny być zmieniane tylko w naprawdę usprawiedliwionych przypadkach.


Bo to, co jest teraz, jest nieakceptowalne. We wstępnie do mojego podręcznika napisałem, że słowo „podręcznik” pochodzi od słowa „podręczyć”, które z kolei pochodzi od słowa „dręczyć”. Wygląda na to, że wydawcy podręczników też tak uważają. Postanowili podręczyć wszystkich – a przede wszystkim portfele rodziców – tym cyrkiem z podręcznikami.

  

 www.tomaszpiatek.pl

  

  

  

Komentarze
Dodaj nowy
daras1983   |06.09.2011 11:02:40
Ja napiszę tak:
Po przejściu w odnośnik i przeczytaniu recenzji (do tej pory
jest dobrze) ujrzałem filmik.
Nadzieje rosną…
WOW czekam na wiersz
"Inspektor Wszechświata"
I myślałem, że będzie zabawnie a było
WAŻNIE.
Co też jest WAŻNE.
PS.Nie byłbym sobą gdybym nie pożałował, że to
Główny Żałobnik podjął temat. A jednak Kaczor musi dostać plusa dodatniego.
Pan
Piątek nawet dwa:P
PS2 Z cyklu "Frazy fajne" — -> "…po masła
zaspach…"
daras1983   |06.09.2011 02:31:31
Frazy fajne nr 2 —  — > "Ty co blat stołu znasz głównie od dołu"
daras1983   |06.09.2011 02:34:32
Heh
bolszewik tradycjonalista   |06.09.2011 14:13:56
Nie tylko podręczniki mogłyby być tanie lub (prościej) darmowe. Dostęp do
Internetu również. Emerytury mogłyby też być "tańsze" i wyższe. Opieka
medyczna też. PKP i Poczta też tańsze i prostsze. Ale…
Nie mogą takie być, bo
aby takimi być, powinny być publiczne (np.państwowe).
Ale to co piszę jest
całkowicie niemożliwe, gdyż wszystko trzeba sprywatyzować. Państwo ma
skarłowacieć i wsłuchiwać się w pierdnięcia rynków finansowych i niezaleŻnych
ekspertów od
edukacji, telekomunikacji, ekonomii - wszyscy tej samej
neoliberalnej maści (nota bene obecnie rzadko występujący na świecie poza
Polską!!!).
Podumowując: Niedługo podrożeje gówno, ale będzie lepsze, bo
sprzedawane na wolnym rynku w warunkach dodkonałej konkurencji.
A teraz
porzygam się gratis.
paba   |06.09.2011 14:46:43
Towarzyszu, ale o jakich podręcznikach mówimy? Dyskusja rozmydliła się i prawdę
mówiąc ja nie wiem czy chodzi o a) obniżenie cen detalicznych na podręczniki, b)
(współ)finansowanie przez państwo zakupu podręczników (to jest chyba to o czym
myślał wódz Kaczyński), c) podręczniki wolne (czytaj darmowe) na licencjach typu
Free&Open Source.

Ja osobiście nie chciałbym psuć wolnego rynku i raczej
przyjarzałbym się kopertom dla nauczycieli i realnym cenom (podpunkt a), niż
pochylał się nad komunistycznymi wizjami (b i c).
viking   |06.09.2011 16:56:15
Ci nauczyciele to są straszni ludzie. Masowo spiskują z wydawnictwami, biorąc
łapówki za ustalanie odpowiednich podręczników !
Dlaczego tylko "monitoring
obywatelski" ? Ja bym od razu zrobił monitoring w dosłownym znaczeniu tego
słowa, taki z kamerami a może nawet zamontował nauczycielom chipy.
W końcu
"poczciwy obywatel" nigdy nie wie, co taki, za przeproszeniem
"nauczyciel", może narobić … .

Nieznośna jest ta populistyczna
maniera. Biedni obywatele (tym razem: rodzice) przeciwko elicie (tym
razem:nauczycielom).
Nie mówię, że nie zdarzają się przypadki, o jakich pisze
Piątek. Jednak większość pedagogów, zmienia podręczniki z absolutnie innych
powodów niż korupcja.
Na rynku pojawiają się nowe propozycje i każdy dobry
nauczyciel ma nie tylko prawo, ale wręcz obowiązek je sprawdzać oraz być z nimi
na bieżąco.
Czasem wybiera nowy podręcznik, nawet nie dlatego, że jest
obiektywnie lepszy, tylko dlatego, że może bardziej odpowiadać: danemu profilowi
klasy, przeważającym w niej sposobom przyswajania wiedzy przez dzieci/młodzież a
nawet samemu nauczycielowi, który może mieć poczucie, iż w danym podręczniku
wiedza, którą ma przekazać jest lepiej podzielona niż w innych … .

Ceny
podręczników są jakie są i o tym nauczyciele wiedzą doskonale (sami też
zarabiają bardzo mało, o czym Piątek nie raczył wspomnieć). Najczęściej biorą to
pod uwagę; często wręcz konsultują dobór podręcznika z rodzicami. Ale to nie
znaczy, że rodzice nie mający wykształcenia pedagogicznego, mogą tak po prostu
ingerować w ich wybory. To tak jakby pacjent monitorował lekarza i dobierał
sobie sam leczenie.
A państwo ustalające 3 dobre podręczniki ? To już jest
absolutny absurd.
Jakby ustaliło, to resztę należałoby spalić, zakazać
wydawania czy zakazać używania nauczycielom, którzy byliby zdania, że dobrych
jest nie 3, tylko 5 a ten piąty najlepszy ?
Pisanie podręczników, to taka sama
praca, jak pisanie każdej innej książki. Co miałby powiedzieć autor podręcznika,
który nie wygrał konkursu na 3 najlepsze i którego książki ministerstwo
zakazałoby używać ?
Zawracanie Wisły kijem … tudzież gitary.
daras1983  - @viking   |06.09.2011 19:23:53
Ja za stary nie jestem ale objęły mnie czasy, kiedy podręczniki nie zmieniały
się co roku i można było odkupować od starszych roczników.
I co, nauczyły mnie
i było to wygodne po prostu.
Spokojny   |06.09.2011 20:54:10
Obrońcy wolnego rynku w tym wątku wydają się nie zauważac, że popyt na
podręczniki nie jest efektem dobrowolnej decyzji kupujacych. Jest wymuszony i
sztywny. Kupujący nie ma tu żadnego wyboru, więc mówienie o rynku nie ma tu
sensu. Mamy trójkąt. Faktycznym zamawiającym jest państwo, MEN lub nauczyciele,
faktycznym płatnikiem jest rodzic a dostawcą prywatna firma. W tej sytuacji
jasne jest, że na rynku zamawiający sprzymierzy się z dostawcą na niekorzyśc
płatnika, tym bardziej, że między zamawiającym a płatnikiem zachodzi relacja
władzy na niekorzyśc tego ostatniego.
Można sobie wyobrazic taką sytuację, w
której płatnik na wolnym rynku edukacji wybiera sobie zarówno edukatora jak i
podręczniki i decyduje ile jest gotów zapłacic. Ale i tu jest trójkąt, bo oto
mamy wykonawcę, czyli edukatora, rodziców czyli płatnika i dziecko, czyli
odbiorcę tych usług, którego przyszłośc zależy od czynnika na który to dziecko
nie ma wpływu, czyli zależy ona od tego ile jego rodzice będą gotowi lub zdolni
zainwestowac w jego przyszłośc. Najuczciwszy bylby pewnie taki układ, w którym
do osiągnięcia pewnego wieku wszyscy mieliby te same szanse, a później
odpowiadaliby sami za własne decyzje startując mniej więcej z podobnego poziomu.
W takim wypadku koszt podręczników szkolnych powinni ponosić solidarnie wszyscy
obywatele. Alternatywą dla takiej sytuacji mógłby byc sztywny podział kastowy,
którego nie byłoby jak przekroczy. Szanse wówczas nie byłyby równe, podobnie jak
nie są one równe teraz ale uczestnicy takiej gry nie byliby mamieni iluzją, że
jest inaczej i dzięki temu przynajmniej ocaliliby jakiś szacunek dla samych
siebie.
Józef Robotnik   |06.09.2011 22:20:06
Wszyscy mają rację ( swoją i według własnej oceny ) , ale winni będą ci co
zagłosują na PO i PSL i znów będzie jak jest , czyli mądrzy absolwenci bez pracy
. A przecież produkt szkolny ( absolwent ) powinien umieć zrobić produkt
przemysłowy i sprzedać go , czyli zrobić produkt finansowy , że się tak wyrażę .
Ale który podręcznik tego uczy ?
daras1983   |07.09.2011 01:32:26
Ale się Pan po Macierewiczu przejechał.
Dobrze

http://www.daras1983.e-blogi.pl/
daras1983  - @Józef Robotnik   |07.09.2011 12:16:54
Winni będą Ci, którzy ryja pod Tuskiem w sytuacji gdy Główny Żałobnik nie zszedł
ze sceny politycznej.
PS
Ludzie zrozumcie. Tusk jest zły, ale Kaczor jeszcze
gorszy. Znowu chcecie przerabiać tu lata 2005-2007. Chcecie być upokorzeni????
viking   |07.09.2011 01:22:06
@ Spokojny

Ależ ja zauważam ten trójkąt. Tylko powiem szczerze, że w ogóle
nie rozpatruję sprawy pod tym kątem, gdyż zbyt dobrze znam praktykę, żeby
przenosić ją na poziom abstrakcyjnej teorii.
Nauczycielem nie jestem, ale
zdarzyło mi się udzielać korepetycji z niemieckiego.
W tej samej grupie
wiekowej/klasowej/płciowej itp. są ludzie, którym dajesz najnowszą metodę, która
podaje odmianę czasownika z otoczką godną seksu tantrycznego a oni proszą Cię
o prostą, konserwatywną tabelkę.
Ale są też tacy, którzy na taką tabelkę mogliby
patrzeć przez całą noc a rano nic z niej nie będą wiedzieć. Jak nie mają
ilustracji, muzyki, gier i zabaw to się nie nauczą.
Z tego względu pluralizm
metod jest czymś bardzo pozytywnym.
Uważam, że byłoby najlepiej gdyby po prostu
najbiedniejsze rodziny dostawały jakiś rodzaj finansowej pomocy na zakup
książek.
Odgórne ograniczanie ilości podręczników nie jest, moim zdaniem,
ograniczaniem rynku tylko ograniczaniem kultury. I z tego powodu, mam ciarki na
plecach, jak czytam o państwie, które wybiera 3 książki z 10, 20 czy ilukolwiek.

Podręczniki są także napisane przez pewnych autorów, zawierają elementy ich
indywidualnego stylu i pomysłu na przekazanie wiedzy. To jest rodzaj twórczości.
Może nie artystycznej, ale kulturowej na pewno.
Idąc za pomysłem Piątka, można
powiedzieć, że skoro biblioteki mają mało kasy i nie mogą zamówić wszystkich
ważnych książek, państwo powinno układać listę 20 nowości miesiąca z załóżmy 50
ukazujących się na rynku. A 30 odrzucić.
Podejrzewam, że np.
"Antypapież" Piątka na takiej liście by się nie znalazł. I piszę to bez
cienia złośliwości.
Po prostu tak się zastanawiam, jak długo musielibyśmy
czekać aż kryterium doboru tych 3 podręczników stałoby się ideologiczne a z
edukacji zniknęłaby ewolucja czy Voltaire.
austriak  - re: spokojny   |07.09.2011 15:14:13
Na wolnym rynku edukacji edukatorem mógłby być też sam rodzic. Wtedy nie musi
płacić za edukację, może uczyć swoje dziecko ze starych sprawdzonych
podręczników, a zaoszczędzone pieniądze przeznaczyć na rozwijanie konkretnych
zainteresowań syna czy córki.
Michal Gauza   |07.09.2011 16:19:06
"Wtedy nie musi
płacić za edukację, może uczyć swoje dziecko ze starych
sprawdzonych
podręczników, a zaoszczędzone pieniądze"

Oczywiscie
pokoleniu JKM marzy sie, ze gdy juz nie bedzie zadnych podatkow (w tym wydatkow
na przymusowa edukacje), to te "bandycko zabrane przez panstwo"
pieniadze wplyna w calosci do kieszeni niegdysiejszego podatnika. Nie wplyna.
Mogles wyzyc za 1500zl? To teraz wyzyjesz za 1600zl, a reszte wezmie pracodawca,
buziak ;*
daras1983  - @Michał Guza   |07.09.2011 16:41:01
Koronkowe:)
daras1983   |07.09.2011 19:23:31
Panowie Publicyści. Europa dwóch prędkości staje się faktem. Chyba czas zmusić
ten Kraj do debaty nad przyjęciem Euro!!!
austriak  - re: Michał Gauza   |07.09.2011 22:54:43
Zapewniam Cię, że pracodawcy nie interesuje, ile pieniędzy z tych, które
pracownik dostaje na rękę jest przeznaczanych na podatki, a ile na własne
potrzeby. Jego tylko interesuje, ile musi w sumie wydać pieniędzy, by zatrudnić
jedną osobę. I śmieszni już jesteście z tym pokoleniem JKM.
daras1983  - @ austriak   |07.09.2011 23:37:50
Ty nie narzekaj bo wnukom będziesz mógł opowiadać, że określenie" Pokolenie
JKM" zostało stworzone przez Michalskiego dzięki Tobie w ogromnej mierze, bo
to Ty jesteś tu reprezentantem tego terminu i toczysz z nami boje ideologiczne.

Ja bym się cieszył.
austriak   |08.09.2011 01:51:25
W porządku, tylko trochę się pomyliliście, bo nigdy na niego głosowałem i nie
podoba mi się, co ten facet często wyprawia. Szkoda, że wolny rynek w Polsce
jest kojarzony tylko z nim.
daras1983   |08.09.2011 14:44:43
Pokolenie JKM ma szersze znaczenie. Michalski przedstawia go w opozycji do nigdy
przecież nieistniejącego Pokolenia JPII.
Dobre, zamiast pokolenia duchowego, z
dziedzictwa papieża ostała się tylko drapieżno-kapitalistyczna chęć życia na jak
najlepszym poziomie (czyńcie sobie Ziemię poddaną) z zupełnym pominięciem
solidarności, a zwłaszcza miłosierdzia, które tak w ostatnich latach pontyfikatu
starał się spopularyzować papież.
Czajus @Viking   |08.09.2011 13:52:16
Wydaje mi się, że linia podziału nie przebiega na styku nauczyciele - rodzice,
ale raczej wydawnictwa - konsumenci. Ostatnio setnie się ubawiłem, słuchając
wywiadu z jakąś prezes wydawnictwa na antenie Tok.fm. Pani prezes mówiła o
podręcznikach elektronicznych. Mówiła, że muszą być kolorowe, hipertekstualne,
grające i pełne wodotrysków. Mówiła również, że zwykły pdf to mało. Może i
słusznie, tylko odniosłem wrażenie, że jej nie chodzi o to, żeby dzieci łatwiej
przyswajały wiedzę, ale raczej o maksymalizowanie zysków. Zwykły PDF może być
tańszy od książki oldschoolowej. Elektroniczny podręcznik z wodotryskami można
sprzedać drożej. I znów dyma się szarego człowieka.
austriak  - re: daras1983   |08.09.2011 16:25:03
Papież nauczał o solidarności i miłosierdziu po to, by rządy miały
usprawiedliwienie dla zabierania przemocą pieniędzy i rozdawania sobie, a
dopiero potem biednym, czy też dlatego, żeby zachęcić ludzi do dobrowolnej
pomocy potrzebującym i zainteresować ich losem?
daras1983  - @austriak   |08.09.2011 17:09:32
Stary nie chce mi się; idziesz w dialektykę a jak wiadomo dialektyka to sztuka
wygrywania sporów. Trochę podobna do erystyki. (Z tym że erystyka nie szanuje
faktów, a dialektyka buduje ciągle antytezy). Przecież to nie o to chodzi w
dyskusji.
Powiem tylko tak: JPII na pewno nie był przeciwnikiem Państwa.
daras1983   |08.09.2011 18:46:22
A propos czytanek na dobranoc z Podręcznika.
Nie wiem jak inni ale ja jeszcze
muszę popracować nad takim rozwinięciem percepcji i wyobraźni aby to wszytko
zrozumieć tak jak zrozumiane być powinno.
Biedne me organy wewnętrzne.
Zamorano   |09.09.2011 12:21:01
Austriak pracodawcę interesuje przede wszystkim jak największa stopa zwrotu z
jednego pracownika (chyba, że jest osadzony w jakimś "empatycznym win
win" pro społecznym, humanistycznym etosie; ale chciwość zmienia etos). Więc
twierdzenie "Jego tylko interesuje, ile musi w sumie wydać pieniędzy, by
zatrudnić jedną osobę." co znaczy w tym kontekście? Przy bezrobociu jaka
będzie przy negocjacjach podmiotowość pracownika? Pokolenie JKM ma ten problem,
że liczy na egalitarne, czy też empatyczne zachowania w świecie, który chce
zorganizować na zasadzie społecznego darwnizmu. To jest naiwność pani Rand jak
to ego prowadzi to utylitaryzmu. Rodzaj myślenia utopijnego (podobnie jak
aksjomat działania misesowski czy parytet złota). A Homeschooling to jest też
taka korwinistyczna mrzonka. Przede wszystkim rodzic musiał by mieć dużo czasu i
kompetencje (pomijając już deficyty instynktów społecznych u dziecka w takim
wypadku). Jakie szanse na awans ma dziecko robotnika czy rolnika ze wsi
popegierowskiej na przykład? Ktoś kto zapieprza 10 godzin i powiedzmy ma
technikum rolnicze bez matury ma uczyć dziecko fizyki i angielskiego?
Homeschooling na szeroką skalę to de facto produkcja systemu kastowego albo
inwestowania sumarycznie ogromnej kasy w koropetytorów. Bo jeśli koropetycje nie
miały by być tylko "subwencją" w procesie edukacji to przecież to
wszystko skokowo podrożeje (liczba godzin, przedmiotów etc.).
austriak  - re: Zamorano   |09.09.2011 17:47:59
1. Wstyd że muszę to tłumaczyć. Oczywiście, ze jego interesuje jak największa
stopa zwrotu z jednego pracownika. Jeżeli ponosi już teraz koszty za pracownika
w wysokości ok. 3500 (na rękę ok. 2000), to nie interesuje go, co się dalej z
tymi pieniędzmi dzieje. Tzn. czy wydajesz 100 zł na chleb czy 300, tak samo jak
czy 1500 z tego to podatki czy 500. To co ma znaczenie, to całkowite koszty
pracy. 2. Aksjomat działania nie może być utopijny, bo nie jest on próbą
przedstawienia, jak powinno wyglądać ludzkie działanie, tylko jest opisem
rzeczywistości zastanej. Jeśli widzisz w tym opisie słabe punkty, to je wskaż i
popraw. Standard złota również nie jest utopijny, bo już mieliśmy z nim kiedyś
do czynienia. 3. Szkolnictwo państwowe to jest dopiero jakaś porażka. Ja w
szkole podstawowej straciłem mnóstwo czasu, kiedy inny uczyli się tego, co już
umiałem. To nie jest żadne wyrównywanie szans, to jest równanie najlepszych do
najgorszych. Nie jest prawdą, że wszyscy potrzebują tego samego toku nauczania.
Jeżeli ktoś chce posyłać dziecko do szkoły państwowej, to niech posyła, ale
niech nie zmusza do tego mnie.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 05.09.2011 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.95436 Seconds