Nowość w sklepie KP!

miosz_okladka_300px.jpg

Katalog Książek KP

Najnowszy numer KP

kp29www150px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Jesteśmy zdolni zgasić słońce i gwiazdy, bo nie płacą dywidendy.
John Maynard Keynes

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Palma męczeństwa Drukuj
Tomasz Piątek   
26.06.2010
Parkietus. Biuro Pogrzebowe Jowisz. Rajstopy Zeus. Studio Tatuażu Pucek (same autentyczne nazwy). Jak zawsze, kiedy przejedzie się przez kawałek Polski, człowiekowi zostaje w głowie gęsta pstrokacizna przydrożnych bilbordów domowej roboty. To one ukazują nam chwałę, potęgę i klasę naszego rodzimego kapitalizmu. To one również zasłaniają nam skutecznie lasy i pola, żebyśmy przypadkiem nie przypomnieli sobie, że są rzeczy, których nie można kupić. Chociaż co ja bredzę: co drugi baner domowej roboty (dawniej prześcieradło) krzyczy rozpaczliwie: „Posiadłość sprzedam”. Nie pole, nie las, nie ziemię, tylko posiadłość. Skromniejsi piszą „działkę”, ale tym chyba powinien zainteresować się wydział do spraw narkotyków. On zresztą powinien interesować się wszystkim.
 
Do takiego wniosku doszliśmy, jadąc dzisiaj z Hanią do Sieradza. W radiu była mowa o tym, jakim problemem są sklepy z dopalaczami i jak państwo chce z nimi walczyć. Ponieważ nie ma podstawy prawnej, żeby je zamknąć, sklepy dopalaczowe będą niszczone drobiazgowymi kontrolami podatkowymi. „Zaraz”, powiedziała Hania, „przecież to jest perfidny polityczny zamach na wolność gospodarczą legalnie działających handlowców. Dlaczego nasi neoliberałowie u władzy nie protestują? Komorowski na znak protestu powinien się wykastrować liściem wieszczej szałwii”. Nic nie powiedziałem, bo uważam, że kastracja Komorowskiego jest niemożliwa ze względu na pewien defekt techniczny. I nie mam tu na myśli miękkości liścia szałwii (podsmażony na maśle staje się całkiem twardy).

Ale do rzeczy: nie ma podstawy prawnej, żeby zamknąć sklepy z dopalaczami. Bo żeby uznać jakiś dopalacz za narkotyk, trzeba go przebadać, sprawdzić, przegłosować, uchwalić i tak dalej. A te sukinsyny od dopalaczy wymyślają nowe substancje szybciej, niż nasi rządzący zdążą przebadać, sprawdzić, przegłosować i uchwalić. Jak tylko rządzący przebadają i przegłosują, jak tylko czegoś zakażą, to Mały Chemik wyciąga z pudełka kolejną nową substancję. Utopia świata bez narkotyków (albo przynajmniej świata, w którym wszystkie narkotyki są zakazane) ziści się dopiero wtedy, gdy powstanie ustawa, która zakazuje wszystkich substancji psychoaktywnych. Tyle, że wtedy ziści się również utopia Kononowicza. Bo wszystkie substancje są psychoaktywne. Na przykład cukier. Albo chleb, jak w tej przypowieści o żydowskich uczniach rabina, co to notorycznie głodowali. W końcu przyszli do rabina: „Rebe, my rozstrząsamy kwestię mądrościową, czy chlebem można się upić?”. Rabin, zgodnie z ich przewidywaniami, dał im miedziaka na chleb, żeby sprawdzili. W ten sposób każdy z nich mógł zjeść po pół bochenka. „I co, upiłeś się?”. „Nie, ale jakby to powiedzieć, poweselałem”. Ale co tam chleb, wystarczą otoczaki. Wystarczy zjeść ich parę kilo, żeby definitywnie przerwać funkcje życiowe mózgu. A to jest przecież bardzo radykalnym działaniem psychoaktywnym.
 
Przepraszam: nie bardzo wiem, co piszę, bo nie bardzo widzę na oczy. I przepraszam za spóźnienie z felietonem: wczoraj przyjechałem z Warszawy o jedenastej w nocy i też ledwo widziałem na oczy. A dzisiaj musieliśmy pojechać do Sieradza. Wprawdzie kiedy wróciliśmy do Łodzi, była dopiero dziesiąta, ale przy krawężniku znaleźliśmy chorego gołębia. Zawieźliśmy go do weterynarza, a tam pani weterynarz powiedziała, że trzeba go uśpić. To był twardy zawodnik. Dostał potężną dawkę fenobarbitalu i przeżył. Trzeba było mu dać drugą. Hania płakała. Ja nie, ja zazdrościłem mu potężnego, radykalnie psychoaktywnego kopa. Niestety, uzależnienie tak działa, że nie myśli się o jakichś tam drobiazgach typu przykre skutki, śmierć, myśli się tylko o kopie.
 
Kiedy weszliśmy wreszcie do domu, było już za późno, żeby zadzwonić do Rajkowskiej i dowiedzieć się o szczegóły. Bo jeśli chodzi o ogóły, to Rajkowskiej każą zdemontować palmę. Czy też ona sama już zdecydowała, że zdemontuje. Bo okazało się, że nie ma pozwolenia na palmę. A dokładnie nie ma pozwolenia na budowę. Bo żeby postawić palmę, trzeba mieć pozwolenie na budowę. To pozwolenie na budowę kosztuje podobno sześćdziesiąt tysięcy. Ja rozumiem, taki grunt, rondo De Gaulle’a, Aleje Jerozolimskie. Mówią, że można uzyskać pozwolenie za darmo, ale pod warunkiem, że zgodzi się na to pewna pani (ta, co pobiła rekord w Księdze Guinnessa na najdłużej trwającą wciąż tę samą fryzurę, a poza tym rządzi Warszawą). Ale ta pani podobno palmy nie lubi.
 
Dlaczego? Spróbuję zgadnąć. Niektórzy nie lubią palmy za to, że jest żydowska. Nie dość, że Aleje Jerozolimskie, a tu jeszcze palma, jak w Tel Awiwie. Ludzie dobrze poinformowani wiedzą, że ta palma jest kolejnym znakiem nieustającego gnębienia czystej słowiańskiej duszy przez różnych Wittgensteinów i Wildsteinów (co do tego ostatniego mógłbym się zgodzić, gdyby wyłączyć z tego rozumowania palmę oraz wszystkich niewinnych ludzi, którzy przypadkiem mają na nazwisko Wildstein, a nie są Bronkiem). Ale myślę, że w przypadku Ufryzowanej jest to inna niechęć, bardziej istotna. Chodzi o to, że palma niczemu nie służy. Nikt nie prowadzi w niej tak zwanej działalności (no, chyba że jakieś korniki, ale to już jest za bardzo small business). Nikt nie założył w niej firmy. To budzi słuszną zgrozę i oburzenie. Nie można przecież pozwalać na to, żeby istniała gdzieś jakaś przestrzeń, w której nikt nie prowadzi działalności gospodarczej. Nie wolno w ogóle przypominać ludziom, że w ogóle gdzieś taka przestrzeń może istnieć. Bo mogliby zachcieć więcej. No a co dopiero w środku wielkiego miasta!
 
Mam więc radę dla Rajkowskiej. Niech szybko wywiesi na palmie wielką reklamę firmy Parkietus, albo rajstop Jowisz, albo Studia Tatuażu Pucek. Albo przynajmniej niech powiesi prześcieradło z napisem: „W atrakcyjnym punkcie działkę sprzedam” - i numer komórki. Wtedy może mieć kłopoty z wydziałem do spraw narkotyków - ale jak już kogoś błagać o litość, to lepiej nawet policjantów niż Starą Ratuszową (jest taka knajpa w Poznaniu, nie odpowiadam za ewentualne skojarzenia personalne).
 
Albo mam inną radę. Niech Rajkowska przerobi palmę na szubienicę. Założę się, że wszystkim się spodoba. W przeciwieństwie do palmy, szubienica jest ewidentnie po coś. Jej cel jest jasny. I jest nasza, narodowa, Polska. Sławianie, my lubim siekanki. A dokładnie wieszanki: nasz obecny wieszcz, Jarek Marek Rymek głosi przecież, że szubienica to nasza sarmacka gilotyna. Opisuje z lubością, jak to w czasach Kościuszkowskich w Warszawie wieszano zdrajców. I jak to postawiono szubienicę pod Pałacem Prymasowskim, że niby czeka na prymasa, aż się prymas pochorował ze strachu i nawet umarł. To może nawet niegłupi był pomysł, swoją drogą, ale Jarek Marek chyba się trochę zagalopował. Prymasowi szubienicę? Że zdradził naród? No cóż, kiedyś to się nazywało zdrada, teraz to się nazywa konkordat. I magnatów wieszać? Przecież oni byli tacy wspaniale sarmaccy, kwintesencja polskich wad uwielbianych przez poetę. Nie, ja muszę znaleźć numer do Jarka Marka, zadzwonię choćby po nocy, żeby mu wytłuma…
 
No dobra, sam już nie wiem, co piszę. Sarmata na tym polega, że nic nie mu nie można wytłumaczyć. Więc idę spać. A żeby skończyć tradycyjnym optymistycznym akcentem: wymyśliłem dzisiaj i wypróbowałem rewelacyjny przepis na zupę. Gotujemy bulion na kurzych podgardlach i młodej włoszczyźnie, z lubczykiem, zielem angielskim i liściem laurowym. Gdy się ugotuje, przecedzamy. Podgardla można zjeść oddzielnie, dać kotu, psu, zależy co kto lubi. Natomiast potem bierzemy zupełnie innego kurczaka: wędzonego. Obieramy z niego mięso i miksujemy je w mikserze razem z ugotowaną włoszczyzną z zupy oraz dużą ilością surowego czosnku - tak długo, aż powstanie delikatny mus. Następnie podgrzewamy zupę i wrzucamy do niej ten mus. Gdy wyłączymy, dodajemy do niej śmietanę. Na patelni z odrobiną oliwy i tymianku podgrzewamy pokruszone kawałki bułki, aż się zarumienią. Rozlewamy zupę na talerze i wrzucamy gorące grzanki, które wtedy pięknie syczą. Zupełnie jak niektóre osoby, gdy przeczytają ten felieton. Smacznego.
 
www.tomaszpiatek.pl
Komentarze
Dodaj nowy
GRU13  - A propos palmy   |26.06.2010 23:31:42
Taka palma w tak dużym mieście to jednak stanowi zagrożenie. Przecież ona w
każdej chwili może odbić. Nie wiadomo kiedy, nie wiadomo komu i jak dużej
liczbie ludzi
Spokojny   |27.06.2010 08:25:51
Psychoanaliza niecheci Ratuszowej do palmy prosta i swietna. Chyle czola. No i
rzeczywiscie nalezy sie spodziewac, ze w miejsce palmy w tym centrum kola
powstanie albo krzyz, albo taka podswietlana od srodka rura z obrotowymi
reklamami rajstop Zeus. A moze by tak przykuc sie do palmy?
Thome  - Kontestacja estetyczna.   |27.06.2010 19:34:42
Zawsze gdzieś to "podskórnie" wychodziło, że antyrynkowość,
antyliberalizm etc. ma tutaj podłoże estetyczne, a nie analityczne.

"A
dokładnie nie ma pozwolenia na budowę. Bo żeby postawić palmę, trzeba mieć
pozwolenie na budowę."
Ale i tak nie ma potrzeby ograniczenia procedur
biurokratycznych. Nie ma, nie ma…..

Przepis super.:)
Spokojny   |27.06.2010 20:37:42
>Zawsze gdzieś to "podskórnie" wychodziło, że
antyrynkowość,
antyliberalizm etc. ma tutaj podłoże estetyczne, a nie
analityczne

to to samo przecież. Reakcja na warstwę estetyczną to nic innego
niż analiza na poziomie przetwarzania rozproszonego. Coś mi się nie podoba i nie
wiem dlaczego. Jak się zacznę zastanawiać dlaczego, to dojdę do tych przyczyn,
ale reakcja estetyczna zawsze jest pierwotna. Najpierw są emocje, później jest
myślenie które ma je uzasadniać. Nigdy odwrotnie.
h108   |27.06.2010 23:20:08
Mnie się ten pomysł z przywiązywaniem (do palmy) bardzo podoba. Proponuję go
zrealizować. Palma - wybacz mi Rajka, jeśli to czytasz - przestała być tylko
Twoja. Stała się też nasza. Ja się na przykład już przywiązałam. W ogóle lubię
się przywiązywać, ale do palmy to jakoś wyjątkowo. Będę bronić i już.

HG-P
Ślepy Masażysta Ichi  - ?   |28.06.2010 17:20:06
"No dobra, sam już nie wiem, co piszę" - myślę, że to najsensowniejsze
zdanie w całym felietonie. Ten tekst ma jakąś myśl przewodnią, bo zabłądziłem w
gąszczu dygresji…? A może to takie postmodernistyczne bla, bla, bla -
"jeszcze muszę wymyślić dwa akapity bo płacą mi od wiersza, a mam rachunki
do spłacenia"?
Jeśli chodzi o syczenie ewentualnych czytelników, to ja
spodziewam się co najwyżej chrapania.
step  - hej sokoły   |28.06.2010 22:06:37
ślepy ichi: to może jednak najpierw do okulisty?

thome: zamień
"biurokratycznych" na "kleptokratycznych" to może zbliżysz się
do prawdy. Nie chodzi o 600 papierków do wypełnienia. Chodzi o 600 papierków
stuzłotowych do przyniesienia.

Jak zlikwidujesz urzędową kontrolę w ogóle, to
nie będzie gdzie palmy postawić, bo będzie stało dwadzieścia straganów jeden na
drugim.

Chodzi o to, że ratusz zwalcza palmę w imieniu straganu, a popiera
stragan, bo stragan to kasa. I ogranicza się stragan tylko o tyle, o ile nie
przynosi kasy do ratusza.

Nie chodzi o to, żeby nie było ratusza, tylko o to,
żeby służył ludziom. Chodzi o to, żeby procedury ograniczały pieniądz, a nie o
to, żeby nie było procedur.

Kurka wodna, znowu robię za przedszkolankę.
Ślepy Masażysta Ichi  - Step…   |29.06.2010 09:47:09
Wyliczmy po kolei: krótki tekst, na oko jakieś 1,5-2 strony A4, może nawet
mniej. Tematy w kolejności chronologicznej: bilbordy, narkotyki, męskość
Komorowskiego, żydowskie szmoncesy, samopoczucie autora, zdechły gołąb, wreszcie
jest - palma, konkordat, przepis na zupę… Coś pominąłem? Ja wiem Step, że
przedszkolanki nie muszą znać się na literaturze, więc Cię informuję, że to co
uprawia Pan Piątek to bełkot. A autorowi życzę więcej dyscypliny, a mniej
samozadowolenia.
step  - do ssślepego   |29.06.2010 10:47:30
minęło już kilka dni, a ty zamiast obiecanego chrapania ciągle syczysz…

w
ramach pracy przedszkolanki: istnieją utwory politematyczne, w których jeden
temat przepływa w inny, przeplatają się, a przy końcu temat z początku może się
spleść z tematem z końca. Dla mnie takie twory mają pewien urok. Ale jeżeli twój
umysł nie jest w stanie tego ogarnąć, to nie musisz tego czytać. Czytaj sobie
dalej Misia Paddingtona. Tylko nie pouczaj, bo to śmiesznie wygląda. To, że ktoś
przepływa rzekę, nie znaczy, że nie zauważył mostu, tylko znaczy, że tak umie i
lubi.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.90749 Seconds