|
Dzień dobry wszystkim. Najpierw komunikat oficjalny. Klerycy z diecezji poznańskiej proszeni są o jak najszybsze przeniesienie się do innych diecezji. To znaczy, ci klerycy, którym nie odpowiada molestowanie seksualne. Seks-kato-karierowicze mogą zostać, a właściwie powinni. Watykan przywrócił Juliuszowi Paetzowi prawo do pełnienia obsługi arcybiskupiej. Znowu będzie bierzmował młodzianków i wyświęcał kleryków. Smacznego. Żeby pozostać przy smacznym: katolicy, jak uświadomił nam złotousty Jan Pośpieszalski, uważają homoseksualistów za miłośników kiszki stolcowej. Czy dlatego więc mówią o stolcu arcybiskupim?
Każdy, kto przeczyta powyższy akapit, może mi powiedzieć, że nadaje się on do „Nie”. Każdy może mi powiedzieć, że zachowuję się tak samo obrzydliwie jak katolicy, że nie mam szacunku dla przeciwnika, że nie mam skrupułów.
I ten, kto tak powie, będzie miał rację. W tej jednej walce nie mam skrupułów, dla tego akurat przeciwnika nie mam ani grama szacunku. Nie po tym, co widziałem w Polsce przez ostatnie 20 lat. Nie mam za złe katolikom, że chcą zakazu aborcji, że walczą o ugruntowanie katolickiej tożsamości kulturowej w naszym kraju. Każdy ma prawo do swoich celów, także wątpliwych (jak zakaz aborcji) czy obrzydliwych (jak ugruntowywanie katolickiej tożsamości). Mam za złe katolikom, że walcząc o te swoje cele, wylali dziecko (nienarodzone zresztą) z kąpielą, zniszczyli naszą embrionalną demokrację. I zrobili to, wycierając sobie gębę imieniem Jezusa (chociaż, trzeba przyznać, częściej posługiwali się imieniem swojej pogańskiej bogini, tak zwanej Matki Boskiej, która nie ma nic wspólnego z biblijną Marią, matką Jezusa).
Przypomnę dobrze znane fakty. Ludzie, którzy głosowali na Kwaśniewskiego, na przykład, chcieli prawa do aborcji. Kwaśniewski wygrał wybory – i ludzie przekonali się, że kto by czego nie chciał i kto by czego nie wygrał, zawsze i tak wygrywają Men in Black, Faceci w Czerni. Wtedy okazało się, że Zachodem nie będziemy. Na Zachodzie spór ideowy w kwestiach gospodarczych został zablokowany, ale nadal jest możliwy w kwestiach obyczajowych. U nas zablokowano również ten drugi i nic dziwnego, że ludzie całkowicie stracili zainteresowanie polityką. To, jak katolicy załatwili tę sprawę, uważam za nikczemne. Ten pokaz arogancji, to mówienie ludziom wprost: nic tu od was nie zależy, nie macie nic do gadania, a jeśli myślicie inaczej, to jesteście mordercy i też nic od was nie zależy. Przypominam tu takie stwierdzenia: że nie można powierzyć kwestii aborcji przypadkowemu społeczeństwu, że nie głosuje się nad moralnością (a potem zagłosowali, skurwysyny, tylko w parlamencie, zamiast zrobić referendum).
Dlaczego wspominam te dobrze znane fakty? Bo te dobrze znane fakty zbyt łatwo zostały zapomniane. Udajemy, że nie pamiętamy, a może już naprawdę nie pamiętamy, kto nam napluł w twarz i do tej pory bezkarnie pluje. Gdybyśmy pamiętali, nie podawalibyśmy ręki katolikom.
Oczywiście, wiem, że to ostatnie (niepodawanie ręki katolikom) jest propozycją nierealną. Boy-Żeleński już kiedyś nazywał Kościół katolicki „naszymi okupantami”. Podobnie Jan Walc, solidarnościowy antykomunista zresztą, do celów walki z papizmem też spróbował przywołać etos narodowo-powstańczy („Nie daliśmy się carycy Katarzynie, nie damy się Nowinie-Konopczynie” – napisał o kato-posłance, któż ją dzisiaj pamięta, która nazwała nasze społeczeństwo przypadkowym). Walc spróbował i zaraz potem umarł (hm). Razem z nim umarła ta jego próba. I chyba przeżyć nie mogła. Oczywiście, kuszące jest wspominanie, jak to w czasach różnych okupacji Polacy bojkotowali na różne sposoby Rosjan, Prusaków czy Jaruzelaków. Ale raczej nic z tego wspominania nie wynika i nie wyniknie. Dlaczego?
Po pierwsze dlatego, że ludzie świadomi zła katolicyzmu stanowią w Polsce mniejszość, nie tak małą, ale ciągle mniejszość - i to mniejszość skutecznie zagłuszaną przez media wypełniające przestrzeń publiczną plastikowo-jasełkowym kato-polo. Gdybyśmy przestali podawać ręce katolikom, to gnijący w swoim chlewiku Sarmata nawet by tego nie zauważył. A po stu latach, kiedy by wreszcie zauważył, uznałby nas za dziwną sektę Niedotykalnych i bez pogromów by się nie obeszło.
Po drugie dlatego, że ludzie świadomi zła katolicyzmu są też świadomi zła tkwiącego w polskiej tradycji narodowo-powstańczej. I nie mają żadnej ochoty na wpisywanie się w tę tradycję. Nie wsiąda na koń i nie wjadą księdzu na parafię z lancami, bo na sam widok konia i lancy robi im się mdło. Książąt Poniatowskich antyklerykalizmu raczej nie będzie.
Od razu chce się zapytać: a inne sposoby walki? Model powstańczo-narodowy skisł i zdechł, ale przecież nie jest jedyny.
Owszem. Istnieje wolterowski model „ecrasez l’infame” czyli „zmiażdżcie nikczemność” (tym ostatnim słowem Wolter określał właśnie papistowskie przesądy). Jest to model edukacyjno-wyśmiewający. Wolter realizował go przez całe życie: w swoich dziełach oficjalnych rozsiewał aluzyjne wzmianki o katolickich nadużyciach, a w swoich dziełach „podziemnych” wyśmiewał je otwarcie i bezlitośnie. W wulgarnej formie ten model realizuje właśnie pismo „Nie”, które wśród bluzgów podaje przykłady katolickich przekrętów i kłamstw, a potem je wyśmiewa. Niestety, nawet w tak prostackiej formie, jak robi to „Nie”, model „ecrasez l’infame” odwołuje się do rozumu, do kultury argumentowania, dyskusji, logiki. W swojej postaci edukacyjnej ten model podaje przykłady i pozostawia człowiekowi wyciągnięcie wniosków. W swojej postaci prześmiewczej - odwołuje się do poczucia humoru, a więc pewnego w miarę “obiektywnego” zmysłu, który pozwala człowiekowi dostrzegać dysproporcje i nieprawidłowości we wszystkich rzeczach, nawet w „najświętszych”.
Niestety, w naszych czasach rozum, argumentowanie, dyskusja, logika, nawet humor - również zdechły. Upadek kultury opartej na słowie, spadek czytelnictwa, inwazja komunikacji kolorowo-hałaśliwej uodporniły ludzi na argumenty. Co więcej, w Polsce zainteresowanie dla logicznej debaty spadło jeszcze bardziej po tym, jak została rozdeptana, właśnie przez sam Kościół katolicki. Teraz każdy uznaje już tylko argumenty i dowcipy swojej partii, swojego lidera, swojego papieża czy antypapieża – bo te argumenty i dowcipy zna, nie musi już się nad nimi zastanawiać. I każdy dobrze wie, że żadne argumenty nic nie zmienią, że nikt tu nikogo nie przekona, bo liczy się tylko „My tak chcemy!”, a nie jakaś tam argumentacja. W tej epoce Wolter musi zejść już nie do podziemi, a wręcz do mocno niepachnącego kanału, do „Nie”, z którego nawet bluzgi nie docierają na powierzchnię, a co dopiero słowa rozsądku. Wolter z bagienka żadnej rewolucji już nie wywoła.
Być może powinniśmy więc wypracować sobie nowy model walki z Kościołem. Na pewno nie wolno zakładać, że postępująca modernizacja-laicyzacja sama Kościół pożre, „tak, jak się to stało na Zachodzie w latach 50, 60, 70…”. U nas zachodzą inne procesy. I nie bedą one, jak to już widać gołym okiem, dokładnym odwzorowaniem tego, co przeszedł Zachód w latach 50-70. Gorzej: częściowo idą w odwrotnym kierunku. Mam tu na myśli przede wszystkim edukację - a to przecież od niej zależy w dużej mierze, co społeczeństwo wie i w co wierzy.
Proponuję dyskusję na łamach KP – co i jak zrobić z katolicyzmem? Nie ukrywam, że moim ulubionym modelem jest model Lutra, aczkolwiek wiem, że nie dla każdego jest on akceptowalny. W tym modelu częściowo mieszczą się dwa pozostałe. Walczyć z papizmem jak z wrogiem narodowym, wyśmiewać jego absurdy, ale przede wszystkim zaproponować inną, prawdziwszą duchowość.
Aż chciałoby się tym optymistycznym akcentem zakończyć felieton. Ale zdaję sobie sprawę, że model Lutra może być dzisiaj równie anachroniczny jak pozostałe. Bo dzisiaj ludzie tak samo jak nie chcą dyskusji, nie chcą też prawdziwszej duchowości. Wolą plastikową. Do czego katolicyzm doskonale się nadaje.
Dlatego zakończę innym optymistycznym akcentem. Moja Hania, razem ze swoimi Zielonymi towarzyszkami walki, zrobiła zajebisty performans artystyczno-medialny, który zakończył się manifestacją uliczną. I wywołał popłoch (a może rozmarzenie?) wśród polskich deweloperów. Zapraszam na stronę www.greedex.pl, gdzie można zobaczyć istotę tego performansu w pigułce. www.tomaszpiatek.pl
Na podobny temat
|
Krytyka jest prosta jak budowa cepa :...
Dlaczego seria KP dotycząca kobiet na...