Hania dzisiaj gotowała -
i stworzyła dla nas gorące bułeczki nadziewane równie gorącym
bananem (dziękuję!). Można powiedzieć, że jest to wkład
naszej rodziny w ogólnonarodowe czczenie Latającego
BułkoBananożercy (drugi pod względem rozpowszechnienia kult pogański w
Polsce, ustępujący tylko kultowi Lewitującego Kremówkożercy).
Chociaż akurat ja nie czczę Małysza (tak samo jak tego drugiego
pana).
Nie czczę żadnego człowieka oprócz Jezusa. A jeśli chodzi o
Małysza, to ewangelik, który bierze ślub katolicki, nie budzi we
mnie zaufania (bo przy zawieraniu takiego ślubu musi przysiąc przed
katolickim księdzem, że dzieci będą wychowywane po katolicku - co to za ewangelik, który godzi się na coś takiego?). Mamy dwóch
polityków-ewangelików, którzy wzięli katolickie śluby, i obaj
panowie stanowią dwie bliźniacze rymujące się katastrofy. Chodzi
mi o Buzka i Tuska (tak, tak, Tusk w latach 90. przyznawał
półgłosem, że jest luteraninem, ale potem stwierdził, że
Warszawa warta jest mszy, że lepiej nie budzić zmieszania u swojego
katolickiego elektoratu - i w związku z tym o swoim backgroundzie
już nie mówi). Skutki BuzKatastrofy przeżywamy właśnie teraz
(upadek służby zdrowia, upadek szkół, upadek OFE). Skutki
TusKatastrofy czekają nas pewnie za dziesięć lat. A że w naszych
czasach wszystko dzieje się coraz szybciej, to może i za pięć.
Ale o tym za chwilę.
Hania zagniatała ciasto,
a ja czytałem jej „Politykę”, a dokładnie recenzję
filmu Macieja Ślesickiego Trzy minuty. 21:37: „Czy
śmierć Jana Pawła II odmieniła duchowo Polaków? Twórca
popularnego serialu 13 posterunek stara się wykazać,
że i owszem. Dzięki społecznej energii wyzwolonej w momencie
odejścia papieża upadli artyści odzyskują wiarę w miłość,
dostrzegając całą nędzę chałturzenia i uganiania się za
mamoną. Rozwodników, dziwkarzy spotyka zasłużona kara, a obudzone
uderzeniem kija w łeb sumienie czyni ich lepszymi, mimo że muszą
pozostać do końca życia na wózku inwalidzkim. Zaś prości, o
złotym sercu ludzie w końcu też wychodzą na prostą”. - Hm,
ja tu widzę sprzeczność - powiedziała Hania. - Chałturnik zrobił
chałturę dla mamony o tym, że nie wolno robić chałtury dla
mamony. - Racja - zgodziłem się. - Teraz zgodnie z logiką swojego
dzieła powinien co najmniej spaść ze schodów. Tak więc uwaga,
drodzy Czytelnicy, jeśli Ślesicki spadnie ze schodów, szybko
zgłoście to do Watykanu jako kolejny cud beatyfikacyjny Santo
Subito.
Ale wyżej opisana
ślesicka sprzeczność jest niczym w porównaniu ze sprzecznością,
jaką zobaczyłem wczoraj na stronie internetowej „Wysokich
Obcasów”. Obok siebie były dwa artykuły. Jeden, który
polecam, nazywa się „Wymarły dom czworga ludzi
i opowiada o pewnej pani socjolog, która miała dosyć tego, że
każde z trojga jej dzieci zamyka się w swoim pokoju ze swoim
telewizorem, komputerem, iPhonem, iPadem - i odłączyła im prąd.
Dzieci nie tylko zaczęły na nowo obcować ze sobą i czytać
książki, ale osiągnęły też fantastyczne wyniki w nauce. Bo
nauka w bibliotece jest prawdziwą nauką, w przeciwieństwie do
komputerowo-internetowego półsnu mózgu. Pani socjolog zdementowała
też twierdzenia niektórych naukowców, zgodnie z którymi
e-pokolenie ma superpodzielną uwagę i umie się skoncentrować na
kilku rzeczach naraz. Wręcz przeciwnie, powiedziała - na niczym nie
umieją się skoncentrować. Przypomina mi się, jak powiedziałem
kiedyś w wywiadzie dla pisma „Metro”, że media
elektroniczne powinny być dozwolone od 18 roku życia, a młody
człowiek, który dopiero uczy się żyć, powinien mieć dwie
rozrywki: sport i książki. Czytelnicy „Metra” zareagowali
przerażeniem i oburzeniem. A teraz proszę. Czytelnicy „Metra”
są pewnie także i czytelnikami „Wysokich Obcasów”,
pomyślałem sobie, więc się przekonają, że to nie mój
sado-faszyzm, tylko dobra recepta na wychowanie… I gdy tak
myślałem, zobaczyłem na stronie „Wysokich Obcasów”, tuż
obok wyżej wymienionego artykułu, nagłówek innego tekstu.
Zaczynał się od słów: „Laptop dla pierwszaka”. I dalej
było o tym, że dzieci już od pierwszej klasy muszą być
podłączone do komputera, internetu i Babilonu, bo inaczej będą
elektronicznie wykluczone. Gdzie jest redaktor prowadzący?! -
zapytałem sam siebie. Czy nie widzi sprzeczności między tymi dwoma
artykułami? A może sam już należy do e-pokolenia i ma tak
supepodzielną uwagę, że aż żadną? Dziwna praktyka: najpierw
opłakać dzieci, które żyją w e-bezmózgowiu. A potem je dobić,
dając im laptop w pierwszej klasie. Nie zaprzeczam, że wykluczenie
elektroniczne może byc poważnym problemem - ale przede wszystkim
dla osób starszych, które nie mają lub nie znają internetu, a
otoczenie wymaga od nich, żeby coraz więcej spraw załatwiały
przez internet. Co do dzieci, to trzeba je jak najszybciej z
elektroniki wykluczyć (oj, chyba czeka nas ciężka rozmowa z
Martynem, jak wróci ze szkoły).
Opłakać i dobić -
napisałem te słowa i nagle zdałem sobie sprawę, że podsumowują
one to, co elita medialno-polityczna robi z naszą cywilizacją.
Publiczna służba zdrowia źle funkcjonuje? Opłakać i dobić.
Czytelnictwo spada? Opłakać i dobić, likwidując biblioteki. Rząd
wspólnie z mediami ubolewa nad jednym i drugim, a potem specjalnym
rządowym sztylecikiem zadaje tak zwany cios miłosierdzia. Być
może trzeba zmienić tytułowanie członków rządu. Premier
powinien być Głównym Żałobnikiem, minister Rostowski Wielkim
Sztyletowym, a zamiast młodych padawanów mieliby młodych pawulonów.
Dlatego chociaż
akceptuję ostatnie posunięcia Tuska co do ZUS-u i OFE, to chwilami
ogarnia mnie lekkie przerażenie. Czemu Tusk nagle zapłakał nad
ZUS-em? Kiedy krokodyl nad czymś płacze, to zły znak. Może Tusk
chce, żeby wszystkie składki trafiały do ZUS-u, tylko dlatego, że
chce potem ZUS w całości, za jednym zamachem - sprywatyzować?
Platforma zdolna jest do takich rzeczy, nawet konstytucję mogłaby
zmienić w tym celu, gdyby było trzeba. Śmiejcie się, że
zwariowałem, że na to się nie odważą - a już widzę oczyma
duszy skutki tej TusKatastrofy.
Ja na szczęście niewiele
stracę. Dostałem pismo z ZUS-u, że wysokość mojej hipotetycznej
emerytury na dziś wynosi 180 złotych. W trzecim filarze też nie
oszczędzałem. Pamiętam, że parę lat temu wszyscy znajomi z tego
powodu nade mną biadali, przypominali mi o koniku polnym i mrówce.
A ja przypominałem, jak się ta bajka konczyła w The Muppet
Show: „Kiedy przyszły mrozy, konik polny wsiadł do
swojego mercedesa i odjechał na Florydę. A mrówkę ktoś
rozdeptał”. Mrówkę zawsze ktoś rozdepcze. Ktoś rozdeptał
mrówkom drugi i trzeci filar, ktoś może im rozdeptać i pierwszy.
Tyle że to nie ja jeżdżę tym mercedesem. Jeździ nim ten, co
depcze. Wszystkim funkcjonariuszom finansowego Babilonu życzę maybacha (baaardzo wielki mercedes à la Rydzyk, wymyśliłem kiedyś
hasło reklamowe: Kup maybacha, Gwatemalę dostaniesz w promocji). A
Maciejowi Ślesickiemu życzę, żebyśmy go nie musieli opłakać i dobić.
www.tomaszpiatek.pl
Na podobny temat
|
@Spokojny "Overall proponuje...
Pomysł, żeby na każdą parę przypadało...