NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Odpowiadam Jerzemu Sosnowskiemu Drukuj
Tomasz Piątek   
30.05.2011

W ostatnim numerze „Więzi” wybitny pisarz Jerzy Sosnowski występuje z manifestem W obronie metafizyki. W tekście sam przyznaje, że jego rozumienie słowa „metafizyka” jest takie, że nauczyciele akademiccy mogliby zzielenieć. Nie chodzi mu o metafizykę w rozumieniu Arystotelesa, chodzi mu o metafizykę jako o doznanie metafizyczne czy też egzystencjalne, o tajemnicę istnienia, niezwykłość istnienia czy też nie dający się wprost wyrazić sens istnienia. Powołuje się nie na Arystotelesa, tylko na Witkacego.


Teza Sosnowskiego brzmi: „Książki nie muszą mówić o kwestiach społecznych, żeby być ważne”. Przeciwnikiem Sosnowskiego są ci, którzy chcą, żeby książki, zamiast o egzystencjalnym dreszczu, mówiły o społeczeństwie. A więc przeciwnikiem jest przede wszystkim lewica. Jak pisze sam Sosnowski: „młodzi zwolennicy myśli poststrukturalnej i postmarksowskiej […] czytelnicy Slavoja Żiżka i aktywiści rozmaitych ruchów […] w orbicie klubów Krytyki Politycznej“.


Sosnowski oskarża lewicę o to, że kastruje literaturę z egzystencjalno-metafizycznych treści, że szuka wartości wyłącznie w takiej literaturze, która pozwala się wypowiedzieć wykluczonym albo dekonstruuje dominujący dyskurs. A przecież można powiedzieć rzeczy ważne i nowe, nawet posługując się dominującym dyskursem. Rozpacz heteroseksualnego mężczyzny może być tak samo przejmująca, jak kobiety czy homoseksualisty, ale jeśli ją opisuję, to nie chcą się tym przejmować, tylko mówią mi, że wzmacniam dominujący dyskurs – gniewa się Sosnowski. Jego wywód można streścić tak: oni chcą sprowadzić człowieka do wypadkowej sił społecznych, a ludzkie „ja” do igraszki języka, kaprysu gramatyki. Podczas kiedy człowiek to tajemnica, sekret „ja” jest nieuchwytny, niewypowiedziany, nigdy nie da się wypowiedzieć go do końca i dlatego literatura może nieustannie go wypowiadać. Wypowiadać, wypowiadać i nigdy nie wyczerpać. Tu Sosnowski powołuje się na Brzozowskiego, który uważał, że nawet po rozwiązaniu wszystkich problemów społecznych ludzkość nadal tworzyłaby nowe systemy filozoficzne, aby zgłębiać nieustannie swoją egzystencję.


Jednym słowem, Sosnowski wypowiada się w obronie literatury metafizyczno-egzystencjalnej przeciwko literaturze zaangażowanej. Ja uważam, że już w takim przeciwstawieniu tkwi błąd.


Spróbuję odpowiedzieć Sosnowskiemu na trzy sposoby.


Po pierwsze, drogi Jerzy, nie wierzę w podział na literaturę metafizyczno-egzystencjalną i zaangażowaną. Tak, to prawda: człowiek jest tajemnicą, a „ja” to sekret. Ale tak się składa, że jedną z najważniejszych części tej tajemnicy i tego sekretu jest bycie z innymi. Człowiek jest bytem metafizycznym i społecznym zarazem. Jeśli jeden ludzki byt to tajemnica, to egzystencja tej tajemnicy razem z innymi metafizycznymi tajemnicami (z innymi ludźmi) staje się tajemnicą do kwadratu, a nawet do sześcianu, jeszcze bardziej intrygującą i absorbującą. Zgłębianie relacji między tymi tajemnicami, patrzenie, jak czynią one sobie wzajemnie tajemnicze zło i tajemniczy dobro… Wreszcie zobaczenie, jak tworzą one razem supertajemniczy superbyt, jakim jest społeczeństwo… Twoja metafizyka, drogi Jerzy, zawsze przepływa się z etyką i z polityką. Tym bardziej, że człowiek nawet pozostawiony sam sobie jest istotą społeczną, nawet w najgłębszym osamotnieniu ma w sobie puste miejsce przeznaczone dla bliźniego. Dlatego ci najbardziej metafizyczni pisarze byli zarazem najgoręcej zainteresowani społeczeństwem. Szekspir. Huxley. Dostojewski. Witkacy. Piszesz: nie za to ich kochamy. Nie zgodzę się. W przypadku tych gigantów, treści metafizycznych nie da się oddzielić od społecznych – i chwała za to gigantom.


Po drugie, jeśli już nawet założyć, że taki podział istnieje, to obecność literatury i krytyki społecznie zaangażowanej robi tylko dobrze literaturze metafizyczno-egzystencjalnej. Podnosi jej poprzeczkę. Chcecie nam opowiadać o dreszczu istnienia? Bardzo dobrze, tylko my się właśnie zajmujemy głodnymi ludźmi i globalnym buntem. Jeśli chcecie nam zajmować czas, to dajcie nam taki dreszcz istnienia, żeby był przynajmniej tak samo mocny, jak głód i bunt. Takie wyzwanie zmusza literaturę metafizyczno-egzystencjalną do wysiłku, do wniknięcia w najbardziej niezbadane, trudne i ważne rejony tajemnicy istnienia.


Po trzecie, jeżeli nadal będzie panował obecny system polityczno-medialno-edukacyjny, to już za parę lat Jerzy Sosnowski nie znajdzie nikogo, kto byłby zdolny przeżyć metafizyczną tajemnicę, dreszcz istnienia. Sosnowski powinien zdawać sobie z tego sprawę, jest z zawodu nauczycielem. Wychowani przez skretyniałą szkołę, ogłupiani przez skomercjalizowane media, zaharowani, nie mający czasu ma myślenie, oduczeni czytania przez migające zewsząd obrazki – tacy ludzie nie będą zdolni do świadomego przeżywania metafizycznych dreszczy. Jeśli metafizyczni egzystencjaliści chcą przekazać następnym pokoleniom swoje wartości, muszą się społecznie zaangażować. Muszą sprzymierzyć się z lewicą w walce o szkołę, o biblioteki i promocję czytelnictwa, o odpowiedzialne, misyjne media publiczne, o regulacje dla mediów komercyjnych, o normowany czas pracy, a więc o związki zawodowe…


Drogi Jerzy, nikt Cię tu nie chce kastrować. Wręcz przeciwnie, dodalibyśmy Ci trochę ikry.


www.tomaszpiatek.pl

Komentarze
Dodaj nowy
antenka_beretowa   |28.05.2011 03:11:49
Po rozważaniach człowieka apolitycznego może nam Pan Jerzy jeszcze napisać
czarodziejską górę.Wierzmy w człowieka. zdolny , sympatyczny jest. I niestary
jeszcze. Ale żeby nie musiał uciekać do Ameryki, gdy mniej apolityczni nie będą
mieli zamiaru nic rozważać.
viking   |30.05.2011 19:47:52
Sosnowski ma rację. Oczywiście, sztuka zaangażowana społecznie ma swoje miejsce
i powinna powstawać. Problem nie tkwi jednak w niej samej, ale w ustalaniu
pewnego "wymogu" politycznego tworzenia.
Mam wrażenie, że o to
Sosnowskiemu chodzi przede wszystkim.
Ja bym powiedział więcej niż on. Taki
wymóg sprawia nie tylko, że podejrzliwie patrzy się na sztukę opowiadającą o
dylematach heteroseksualnego mężczyzny. Pretensje pojawiają się także, gdy
opowiada ona o kobiecie/geju/czarnoskórym, jeśli nie pojawiają się w niej oni,
jako reprezentanci swej grupy i jej problemów społecznych.
Świetnym przykładem
są tu reakcje szwedzkich intelektualistów na filmy Bergmana. Reżyser ten zawsze
traktowany był podejrzliwie, wręcz niechętnie. Bo u niego Liv Ullmann płakała,
szeptała, cierpiała, tylko nie bardzo było wiadomo, gdzie jest ten patriarchat ?

W literaturze, podobny los spotkał Lagerkvista. Najistotniejsze opracowania
hist. szwedzkiej literatury, bez żenady stwierdzają, że to pisarz nie na
dzisiejsze czasy. Kogo by obchodziły tematy egzystencjalne, które podejmował
?
Zafascynowany Levinasem, ceniony na świecie Gustafsson, demonstracyjnie
opuścił Szwecję. Na jego zainteresowania pisarskie, nie było w niej
miejsca.
Myślę, że polscy literaci, krytycy nie raz spadliby z krzeseł, gdyby
zobaczyli, jak słabe filmy/książki, uzyskują w tym kraju "toppbetyg"
(najlepszą ocenę), za to, że są właściwe ideologicznie.

Jeżeli ktoś ma
potrzebę pisania o problemach politycznych i o nich pisze, to O.K. Tam, gdzie
pojawiają się PRETENSJE o "niepodejmowanie" tematyki społecznej czy o
"wzmacnianie" dominujących dyskursów, zaczyna się tworzyć klimat,
nazywany w Szwecji jako "kulturellt u-land", czyli kulturalny Trzeci
Świat … . Przestaje być ważna artystyczna jakość, liczą się wyłącznie intencje
twórcy … .
antenka_beteretowa   |31.05.2011 15:23:35
VIKING@ :… o dylematach SYTEGO, DOBRZE UBRANEGO,NIENAJGORZEJ ZARABIAJĄCEGO
BEZPIECZNEGO I WOLNEGO heteroseksualnego mężczyzny z klasy średniej lubo wyższej
viking   |31.05.2011 15:52:30
@ antenka_beretowa

No i co to uzupełnienie przymiotnikami ma wnieść do
zasadniczej treści mojego wywodu ? Czy też raczej : w jaki sposób ma podważyć
jego prawdziwość ?
Problemy będące tematem twórczości Bergmana, można mieć
także, mając jeszcze dziesięć innych, wypisanych wielkimi literami cech i
właściwości.
antenka_beretowa   |31.05.2011 16:15:07
Bergman strasznie zazdrościł Wajdzie nie "bergmanoidalnych", estety
Iwaszkiewicza Brzeziny, czy Panien z Wilka , lecz właśnie Ziemi
Obiecanej.
 —  —  —  —  —  —  —  —  —  — -
Wnosi. Wniosek żeby półki z taką literaturą w
bibliotekach , księgarniach opatrywać fiszką "literatura z marsa" obok
fantasy i science fiction - one mają swoje poczesne miejsce i nikt nie
kwestionuje ich roli i wartości.
Maciej_Cisowski   |31.05.2011 16:18:40
@ atenka_beretowa

W tym właśnie tkwi problem i źródło obaw Sosnowskiego -
dylematy "SYTEGO" itd. okazują się zanegowane albo uznane za nieistotne
dlatego, że są właśnie dylematami "SYTEGO". Zgadzam się z vikingiem:
kiedy "zaangażowanie" i perspektywa społeczna stają się normą i wymogiem
(tak w twórczości jak i w krytyce), wszystko sprowadza się do jednowymiarowego
przeciwstawienia "zaangażowane vs. egoistyczne".
Pamiętam recenzje z
"Bękartów wojny" na stronach KP, w których robiono wyrzuty Tarantino, że
nie pokazał tła społecznego II Wojny Światowej itp. Brzmiało to groteskowo, bo i
czemu miałby być do tego zobligowany? Z recenzji wynikało, że film nie pokazuje
spraw społecznych, więc nie pokazuje niczego ciekawego. I takiej redukcji
zapewne obawia się Sosnowski.
antenka_beretowa   |31.05.2011 16:23:45
sorry. "z marsa" może nasuwać jakieś asocjacje "genderowe" ,
niezamierzone..niech będzie "literatura z alfa centauri " :-DD
antenka_beretowa   |31.05.2011 16:47:09
Można podziwiać obrazy Vermeera, owszem, piękne, ale można też zapytać czy
Vermeer nie był kimś w rodzaju Leni Riefenstahl, skoro wiemy ,że cała ta
mieszczańska,lekko, "zachodnio" znudzona egzystencjalnie idylla na jego
obrazach była owocem niesłychanie brutalnej i eksterminacyjnej polityki
kolonizacyjnej Holendrów w tamtym czasie..
viking   |31.05.2011 18:43:30
@ antenka_beretowa

Owszem, można tak odczytywać sztukę, tylko cały czas
mówimy o WYMOGU polityczności a nie o tym, że ktoś coś odczytuje politycznie,
gdyż taki jest obszar jego zainteresowań.
Osobiście, mógłbym przeczytać książkę
na temat związków Vermeera z duchem kolonializmu. Gdyby jednak kazano mi myśleć
o Vermeerze tylko z tej perspektywy, z pewnością bym protestował.

Około pięć
lat temu, Susane Bier zrobiła taki film pt. "Efter Bryllupet" (po polsku
chyba "Tuż po weselu"). W Polsce został odebrany jako zwykły film
obyczajowy. Z perspektywy skandynawskiej, widać wyraźnie, że był w dużej mierze
prowokacją wobec tamtejszych elit, które uwielbiają oglądać od 40 lat dokładnie
to samo. Była tam i kobieta, o której chcieli decydować mężczyźni (patriarchat)
i wątek Indii (Trzeci Świat) i bezczelny bogacz z dekadenckimi zachciankami. I
tak przez większą część filmu, lewicowy widz, oglądał sobie tę samą opowieść, co
tysiące razy wcześniej. Po jednej stronie dobro, po drugiej zło. Po jednej
wyzysk, po drugiej obrzydliwy, spasiony, bogacz-dekadent. Używając języka
szwedzkiej lewicy, typowy "mansgris" (męska świnia). Aż tu proszę … .
Nagle wszystko się odwraca. Patriarchalny magnat okazuje się człowiekiem, który
przerażony perspektywą rychłej śmierci, próbuje jeszcze coś załatwić na ziemi.

Ja myślę, że to jest najlepszy komentarz do WYMOGU polityczności i związanych z
nim uproszczeń. Prędzej czy później prowadzi do schematyczności myślenia.

P.S.
Nie wiem skąd przekonanie, że sztuka "metafizyczna" z natury rzeczy
zajmuje się najbardziej uprzywilejowanymi. U Viscontiego tak jest z pewnością,
ale np. u Tarkowskiego ? Przecież taki "Stalker", naczelny przykład kina
"metafizycznego", dzieje się w biednej wiosce … .
antenka_beretowa   |31.05.2011 21:36:18
Ależ nikt nie odmawia żadnemu nababowi prawa do konwersji,jak w amerykańskich
filmach bożonarodzeniowych :-D tylko szkoda,że tak późno i pod wpływem
,dopiero, eschatologicznych traum, a nie "pospolitej" przyzwoitości,
jak bardzo by ten rzeczownik nie bywał różnie nadużywany.
Myślę,że rozumiem
Twoje intencje nie chcę ich w żaden sposób dotknąć. Tylko nie rozumiem jak
można pisać serio o swoich niepokojach wychowanka Toerlessa jednocześnie
włączając pilot TV na codzienne wiadomości.Moim zdaniem trzeba być niezbornym
etycznie neurotykiem…sorry,tak to odbieram na poziomie czysto bezpośrednio
emocjonalnym a nie jakimś tam wykoncypowanym… Chyba,że z arystokratyczną
abominacją wykluczyło się to pospolite urządzenie ze swego chmurnego żywota
Gustawa Von Aschenbacha.
Anonimowy   |31.05.2011 21:51:02
Ad.P.S Wcale nie jestem pewien, czy metafizyczność Stalkera nie jest
krytonimowaną demonstracją polityczną przeciwko bolszewizmowi , tak jak np.
bikiniarstwo Tyrmanda. Z mało lepszym, prawicowym , czarnym podniebieniem.
antenka_beretowa   |31.05.2011 22:46:27
Przepraszam, ten Ad… to mój.Zapomniałem dodać nicka.
Jerzy Sosnowski  - Dziękuję i odsyłam   |01.06.2011 00:43:20
Za głosy "za", jak i zresztą przeciw, bo to też interesujące, bardzo
dziękuję. Moją długaśną odpowiedź zamieściłem na swojej stronie www, więc tam
pozwalam sobie, kto ciekawy, odesła (http://www.jerzysosnowski.pl/?p=523)
Jerzy
Sosnowski
marta   |01.06.2011 09:36:58
"Tylko nie rozumiem jak
można pisać serio o swoich niepokojach wychowanka
Toerlessa jednocześnie
włączając pilot TV na codzienne wiadomości"


Normalnie. Nie przeczytałam ZADNEJ dobrze napisanej książki o oglądaniu
"Wiadomosci" w TV. Za to kilka o uczestniczeniu w wojnach, powstaniach,
Holokauscie itp I tu lezy wielka róznica. Społecznik z zawodu pisze gówna.
Zazwyczaj.
primus  - musztarda o obiedzie   |01.06.2011 16:27:35
no właśnie, czemu JS broni metafizyki w Więzi, a nie w TVN24. W Więzi też
polityka?
antenka_beretowa   |01.06.2011 19:11:09
primus@ Myślę,że Pan Jerzy może bronić czego chce i gdzie sam wybiera,że
chce, a nie gdzie "może", co udowodnił swoją postawą podczas prawicowej
hecy w Trójce.
aleks  - @antenka   |01.06.2011 21:23:11
antenka@

Vermeer byl geniuszem. A to ze jego koledzy pastwili sie nad
Hindusami srednio mnie rozczula (co nie znaczy ze usprawiedliwiam kolegow). To
tak jakby Mozarta oskarzac o to, ze pracowal na uslugach absolutystycznej
monarchii (komponujac Figara??? dobre sobie) abo Bacha za stworzenie pasji
Mateuszowej, ktora afirmuje teocentryczna wizje swiata :)
A tak na marginesie to
wieksza przyjemnosci czerpiesz z lektury "W poszukiwaniu straconego
czasu" czy cyklu Rougon-Macquartow? :) Chociaz przyznaje bez bicia ze
Germinal i Brzuch Paryza sa absolutnie genialne.
antenka_beretowa   |01.06.2011 22:00:11
Auschwitz jako dzieło ojczyzn wymienionych przez Ciebie twórców był kosztem i
przestrogą przed ignorowaniem takich związków, bo L. Riefenstahl wielką artystką
i piękną kobietą była, poza tym, oczywiście, niewątpliwie, bo i dlaczegóż nie ,z
Twojego punktu widzenia.
:-D
Marta   |02.06.2011 00:34:03
>Auschwitz jako dzieło ojczyzn >wymienionych przez Ciebie twórców było > kosztem
i
>przestrogą przed ignorowaniem takich związków, bo L. Riefenstahl

Leni jest
niesłychanie medialnym przypadkiem, podobnie jak Speer…Ale jest i druga
strona, bo równie dobrze mozna wymienic tu Majakowskiego, którego "podobny
romans" z drugą stroną kosztował śmierć samobójczą…Można wymienić
Jasieńskiego, którego kosztował wyrok śmierci, Wata, który cudem uniknął tej
śmierci itp, itd. Tak więc to działa we dwie strony, niestety…
eurypides77   |02.06.2011 13:52:57
Pytanie tylko po co pisać/tworzyć o "dylematach SYTEGO" - jakie to będą
dylematy? Albo banalne albo abstrakcyjne i oderwane od rzeczywistości - w obu
przypadkach powoduje to, że sztuka będzie dość nudna.
Marta   |02.06.2011 15:12:24
>Albo banalne albo abstrakcyjne i >oderwane od rzeczywistości - w
obu
>przypadkach powoduje to, że sztuka będzie dość nudna.

Proszę cię
…Czytales Tomasza Manna ?"Czrodziejska góra " jest nudna? Czytałeś
Lowry’ego? "Pod Wulkanem" jest nudne? A moze Musil jest nudny? Broch?
Przecież to wszystko wg ciebie -nudne dylematy sytych…Nawet "Antygona"
w tym wypadku staje się śmieciem, bo sytych tam sporo z załozenia…Nie, to nie
jest spór o zaangazowanie/ metafizykę - to jest spór o to, czym to jest
sztuka…A jeśli pisanie o dylematach głodnych zapewnia od razu ARTYZM, to
najpoczytniejsze powinny być tendencyjne nowelki Konopnickiej…WTF?
viking   |02.06.2011 15:29:01
@ eurypides77

Jasne. Ludzie SYCI nie bywają chorzy, nie tracą bliskich, nie
zakochują się nieszczęśliwie, nie zadają sobie pytań egzystencjalnych.
Albo też,
wszystkie te tematy, to po prostu jakieś wymysły burżuazji. Nieważne, banalne.

Niebanalne jest natomiast powtarzanie w kółko tego, że społeczeństwo jest
opresyjne a neoliberalizm to faszyzm.

Nawiasem mówiąc odpowiedź Sosnowskiego
jest świetna. A pan Tomasz Piątek powinien opomieszkać tzw. "państwach
dobrobytu", na północy i zobaczyć, co tak naprawdę oznacza "skretyniała
szkoła" oraz społeczeństwo, w którym 90% młodych ludzi nie jest w stanie
wymienić trzech pisarzy pochodzących z ich własnego kraju. (Wyjątkiem jest
Finlandia, ale to dlatego, że jej podejście do szkolnictwa jest zupełnie inne
niż w innych państwach północy).
Nie wszystkiemu na tym świecie winny jest
neoliberalizm lub "nie-polityczność literatury".
antenka_beretowa   |02.06.2011 20:06:11
viking@ nikt nie mówi,że są nieważne.Pytanie tylko , czy między literaturą
sytych a np literaturą otyłych nie byłaby różnica czysto ilościowa, co do samego
opisu "metafizyki istnienia" róznież i to niewielka…O
"uniwersalizmie" do którego z niejasnych powodów aplikuje i pcha się
taka literatura/bo myślę ,że to jest taki właśnie
"ważnościowo-ambicjonalny" spór z wtórnie podporządkowaną argumentacją/
niech już mowią liczby sytych i "anorektycznych inaczej" na świecie… z
której ci ostatni w życiu na oczy nie widzieli i nie zobaczą otyłego a nawet
sytego na własne oczy.
antenka beretowa   |02.06.2011 23:21:35
viking@co do argumentacji w zw. z "państwami dobrobytu w Twoim ost.
akapicie ,to trudno się do niej odnieść, bo to klasyka z serii "bicia u was
murzynów" dużo poniżej Twojego wysokiego- nawet w stanach średnich :-D -
poziomu
Thome  - .   |03.06.2011 01:12:25
Piątek szalenie ciekawie się demaskuje jako kawiorowy buntownik, kiedy
pisze:
"Chcecie nam opowiadać o dreszczu istnienia? Bardzo dobrze, tylko my
się właśnie zajmujemy głodnymi ludźmi i globalnym buntem. (…) dajcie nam taki
dreszcz istnienia, żeby był przynajmniej tak samo mocny, jak głód i bunt."


Syty, lubiący dziczyznę, z dużą potrzebą uwielbienia…..szuka doznań. Sorry,
nie kupuję tego.

Co do ostatniej odpowiedzi, to aż dziw bierze, że Piątek
nie widzi, że generalnie 99% ludzi Sosnowskiego nie czyta. Piątka nie czyta.
Niczego nie czyta i nie przeczyta. Na wieki. I NIE DLATEGO, że jacyś
"metafizyczni egzystencjaliści" nie sprzymierzyli się z lewicą w
"walce o szkołę". Po prostu misja Piątka jest projekcją jego nowej
potrzeby kreacji, tym razem inżynierii społecznej. Od uzależnienia do
uzależnienia. Zapytaj związkowca o Prousta, on ci wskaże drogę….
antenka_beretowa   |03.06.2011 21:43:37
Thome - @
Trudno rozmawiać o gustach z kimś, dla kogo seks to zadanie
prokreacyjne, a nie jakiś kawiorowy dreszcz orgazmu, którego ,sorry ,nie
kupuje.Kontynuując ten prenatalistyczny wątek - teraz co do Piątka - to onże
Piątek w swoich inżynieryjno - społecznych, manipulacyjnych zapędach
zamierza podstępnie szerzyć czytelnictwo poprzez zakładanie bibliotek ,celem
uzależnienia dzieci od myślenia, co stanowi poważną groźbę ,że owoce Twoich
pomyślnie zrealizowanych zadań prokreacyjnych mogą być mądrzejsze od Ciebie.Z
tego punktu widzenia Twoje obawy przed Piątkiem,myślę, są całkowicie
uzasadnione.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 30.05.2011 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 1.03755 Seconds