|
Ledwie napisałem felieton Bierzcie moją kasę, w którym zadeklarowałem chęć płacenia wyższych podatków, a już szesnastu francuskich milionerów bierze ze mnie przykład. Proszę od dzisiaj do mnie mówić: „ty siedemnasty francuski milionerze”.
Chętnie bym o tym znowu napisał, ale są sprawy pilne i są sprawy równie pilne, których nie można pominąć. GMO – gorący temat i Jaś Kapela pięknie już o nim napisał. Okazuje się jednak, że ciągle wychodzą na jaw kolejne szczegóły nowego potwornego świata, jaki buduje-hoduje dla nas koncern Monsanto (najwięksi na świecie macherzy od modyfikowanej żywności). Może być to świat bez odbytów. Spróbujmy sobie wyobrazić, jak wyglądałoby nasze życie, gdyby nagle nam wszystkim odebrano odbyt. Byłby to świat zapewne gówniany, świat wymiotów kałowych.
W necie można znaleźć wywiad z profesorem Seralinim, który zajmował się GMO. Seralini w rozmowie z dwoma dziennikarzami TVN mówi tak: „Przez dziewięć lat byłem ekspertem rządu francuskiego i mogę powiedzieć, że od początku uprzedzaliśmy nasz rząd, że badania, na podstawie których dopuszczano GMO do uprawy, były zupełnie nienaukowe. Tak jakbyśmy byli w średniowieczu. Nie mam wątpliwości, że za 50 lat nikt nie uwierzy, że w XXI wieku nie potrafiliśmy zrobić testów, podając GMO szczurom laboratoryjnym dłużej niż 3 miesiące. I że w tym samym czasie dało się przekonać 450 milionów mieszkańców Europy, że jest to bezpieczne dla niemowląt, dla osób starszych, dla pacjentów szpitali, dla mężczyzn i kobiet. Po prostu nikt w to nie uwierzy, że byliśmy przekonani o nieszkodliwości czegoś, czego nie przetestowaliśmy”.
Profesor Seralini opisuje, jak wyglądały badania nad szkodliwością GMO przeprowadzone przez koncern Monsanto. Przez trzy miesiące podawano GMO czterystu szczurom, potem wybrano z nich te czterdzieści, które jeszcze najlepiej wyglądały, zrobiono im badania - a następnie, żeby było śmieszniej, te badania utajniono.
Kiedy udało się wywalczyć w sądzie odtajnienie badań, koncern, zamiast przyznać się do tego, że GMO robi kuku, od razu zaczął dyskredytować wyniki badań, własnych i w ogóle jakichkolwiek: „Ale to przecież tylko szczury. Badania są nieistotne biologicznie”. Ja pieprzę. Ciekawe, po co w takim razie oni w ogóle te badania robili.
Seralini tłumaczy, na czym polega największa znana w tej chwili szkodliwość GMO. Zboża, warzywa i pasze GMO są tak zmutowane, aby wytrzymywały znacznie większą ilość środków chwasto- i owadobójczych, przede wszystkim trucizny zwanej Roundup, którą rolnicy współpracujący z koncernem Monsanto spryskują swoje uprawy w ilości czterystukrotnie przekraczającej dawkę nieszkodliwą dla człowieka (w Stanach osiemsetkrotnie, wiadomo, Amerykanie to hardkorowcy, lubią ostrą jazdę i teraz staje się jasne, skąd się bierze ta cudowna pustka w ich oczach). Gdy jemy GMO, jemy coś, co jest nasączone trucizną jak gąbka. Trucizna ta wpływa na nas i na nasze dzieci.
Znowu zacytuję profesora Seraliniego, bo jego słowa są silniejsze niż wszelkie epitety, które mógłbym wymyślić: „W badaniach okazało się, że Roundup w bardzo małym stężeniu – takim, w jakim on występuje w GMO, a nawet 800 razy mniejszym – jest w stanie zabijać komórki człowieka w krótkim czasie – 2 – 3 dni. W jeszcze mniejszym stężeniu Roundup zaburzał system hormonalny – blokując wydzielanie hormonów płciowych w komórkach, jak też samo działanie tych hormonów w komórkach. Co bardzo ważne – hormony te mają kluczowe znaczenie dla płodu ludzkiego – bez nich niemożliwe jest ukształtowanie narządów płciowych noworodka i zdrowych kości. W zeszłym roku zajęliśmy się z kolei rodziną z trójką małych chłopców, z których dwóch urodziło się bez odbytu i bez normalnie rozwiniętych narządów płciowych – bez wyraźnych cech jednej lub drugiej płci. Okazało się, że ich ojciec stosował w gospodarstwie rolnym aż 1,3 tony środków ochrony roślin na rok”.
Powtórzę: bez odbytu. Jak zareagował koncern Monsanto na upublicznienie tych faktów? Czy przyznał się do błędu? Czy powiedział: nasze żarcie jest do dupy, będziesz dzieci miał bez dupy? Nie. Rozpoczął kampanię dyskredytowania naukowców. A kto to jest, ten Seralini, a kto go zna, i tak dalej. Wykorzystano przy tym nawet osobliwą postać naszych czasów: sprzedajnego noblistę, skompromitowanego współpracą z koncernami tytoniowymi Marca Van Montagu.
Van Montagu zarzucił Seraliniemu, że ten nie zbadał bakłażana, co było absurdalne, ponieważ Seralini badał zmiany zachodzące w krwi, nerkach i wątrobie pod wpływem GMO, a bakłażany, jak wiadomo, nie mają nerek, nie mają wątroby i nie krwawią. Przynajmniej na razie (bo za parę lat krwistym bakłażanem Monsanto pewnie nas uraczy). Nieważne jednak, że noblista swym noblowskim umysłem odleciał trochę za daleko w futurystyczną krainę wątrobiano-krwawych warzyw, jego bełkot i tak został wykorzystany przez Monsanto: firma mogła odtąd mówić, że laureaci Nobla krytykują Serraliniego.
Na szczęście dziewięciuset naukowców stanęło w obronie profesora i jego wniosków. Stanął za nim także rząd francuski, który zakazał wszelkich upraw GMO. My też przyłączmy się do tego europejskiego frontu. Wołajcie wszyscy razem ze mną: oddajcie nam odbyt! I ptaszka (lub cipkę) też!
To nie są żarty.
www.tomaszpiatek.pl
Na podobny temat
|
@Spokojny "Overall proponuje...
Pomysł, żeby na każdą parę przypadało...