|
Proszę państwa, Bartosz Węglarczyk z „Gazety Wyborczej“! Obrońca CIA i amerykańskich tortur. Napisał kiedyś, że jak się uderza głową człowieka w gumową ścianę z wielkim hałasem, strasząc go, że to ściana murowana, to właściwie jest nie do końca tortura. Jakiś czas potem zaproszono mnie do „Dzień dobry TVN“ i parę metrów ode mnie za ślicznym drewnianym stoliczkiem siedział sobie Bartosz Węglarczyk, prowadzący na żywo przegląd prasy. Miałem ochotę przyskoczyć tam, złapać go za łeb na wizji i zamarkować, że walę jego głową o ten stoliczek. A potem zapytać: „Co, miła niedotortura?“. Ostatnio jednak Bartosz Węglarczyk przeszedł sam siebie. Poszło o to, że Jacek Żakowski w Tok FM porównał zgodę Leszka Millera na tajne więzienia CIA w Polsce ze zgodą Gomułki na interwencję Układu Warszawskiego w Czechosłowacji, w 1968 roku.
Żakowski powiedział: „To pewnego rodzaju ukąszenie, które mówi, że jak są konieczności polityczne, to wtedy wartości trzeba odłożyć na bok“. Na łamach „Gazety“ Bartosz Węglarczyk odpowiedział tak:
„W ten sposób zostałem przez Żakowskiego ustawiony w jednym szeregu z Leonidem Breżniewem i zwolennikami niesienia zbrojnej pomocy bratniej partii czechosłowackiej w czasach, gdy nie było mnie nawet jeszcze na świecie. Jestem jednak w dobrym towarzystwie, bo choć po lewej mam Breżniewa, to po prawej mam Winstona Churchilla, który w 1941 r. stojąc na straży życia i wolności swych obywateli powiedział, że „musimy sprawić, by wróg krwawił w każdy możliwy sposób”. I bez mrugnięcia okiem łamał III Rzeszę dywanowymi nalotami. Tuż obok stoi też prezydent USA Harry Truman, który zdecydował o użyciu bomby atomowej w Japonii, by skrócić wojnę i ocalić niezliczoną liczbę amerykańskich istnień“. Wydawało mi się, że istnieje jakaś fundamentalna zgoda co do kwestii podstawowych. Wydawało mi się, że jesteśmy zgodni co do tego: naloty dywanowe na niemieckie miasta były potworną rzezią, w której ginęli także ci, co nigdy nie zagłosowali na Hitlera, na przykład dzieci. Ta rzeź była tym bardziej potworna, że alianci nie zdecydowali się nawet na to, żeby zbombardować tory kolejowe prowadzące do Oświęcimia i innych obozów zakłady. Nie spróbowali powstrzymać rzezi niewinnych. Albo raczej próbowali powstrzymać jedną rzeź niewinnych drugą rzezią niewinnych. Jasne jest, że wina nazistów, którzy rzeź zaczęli, była nieporównywalnie, nieskończenie większa, ale to nie zwalnia aliantów z odpowiedzialności za ich winy.
Wydawało mi się też, że zgodni jesteśmy co do jednego: Nigdy Więcej Hiroszimy. A może to stare hasło do końca się zestarzało, jest już nieaktualne? Dwa ataki atomowe na Japonię były potwornym masowym morderstwem osób cywilnych, dodatkowo, za sprawą chorób popromiennych, przedłużonym w czasie. Czy było to morderstwo konieczne? Japonia już wtedy przegrywała. Truman zapewne skrócił wojnę i uratował życie wielu amerykańskich istnień, jak pisze Węglarczyk, ale były to istnienia żołnierzy. Truman uratował życie amerykańskich żołnierzy, mordując japońskich cywili, dzieci, kobiety, starców, a nawet tych, którzy dopiero mieli się urodzić. Jeżeli możliwa w ogóle jest etyka wojny, to zakłada ona, że życie cywila w miarę możności jest bardziej chronione niż życie żołnierza. Prezydent Stanów Zjednoczonych złamał tę zasadę. Popełnił zbrodnię wojenną – ale o niej w Norymberdze nie mówiono, tak samo jak nie mówiono o gułagu, bo zwycięzców się nie sądzi. A poza tym, czy ratowanie amerykańskich żołnierzy było celem numer jeden Trumana? Truman zdmuchnął z powierzchni ziemi Hiroszimę i Nagasaki przede wszystkim po to, żeby pokazać światu i Stalinowi, jaką siłę ma w ręku.
Dosyć. Jeżeli „Gazeta Wyborcza“ chce się trzymać zasad elementarnej przyzwoitości, powinna wyrzucić obrońcę tortur i rzezi Bartosza Węglarczyka, który najwyraźniej zapomniał, że nie każdy cel uświęca każde środki. Nigdy Więcej Hiroszimy. I nigdy więcej Węglarczyka.
www.tomaszpiatek.pl
Na podobny temat
|
@Spokojny "Overall proponuje...
Pomysł, żeby na każdą parę przypadało...