|
Feudalizm miał arystokrację. Komunizm miał inteligencję. Kapitalizm ma burżuazję. Każdy ustrój ma swoją elitę, która go tworzy i podtrzymuje. Można się spierać, na ile inteligencja była elitą, a na ile ofiarą komunizmu, ale na pewno to inteligencja komunizm stworzyła i na pewno była w nim ważna, o wiele ważniejsza niż teraz.
Każda z tych elit ma swoich zwolenników. Wciąż nawet istnieją zwolennicy arystokracji, jak na przykład Jacek Bartyzel, który zachwala arystokratyczne rządy, powołując się na krzywdy, jakie wyrządziła ludowi burżuazja. Trochę na takiej zasadzie: „Wprawdzie my złamaliśmy ci nogę, ale potem burżuazja złamała ci drugą, wybierz nas!”.
Ale zostawmy Bartyzela z jego politologiczną nekrofilią, zamiast przeszłością zajmijmy się przyszłością. Nowy porządek, którego, jak sądzę, wszyscy potrzebujemy – nazwijmy go w skrócie SPZS, Socjaldemokratyczną Powszechną Zmianą Społeczną – też będzie potrzebował swojej elity, która go stworzy i będzie podtrzymywać. Ale może „elita” to złe słowo, źle się kojarzy: z podziałem na lepszych i gorszych. Powiedzmy więc: awangarda, grupa wiodąca.
Wydaje się rzeczą naturalną, żeby szukać takiej awangardy wśród inteligencji. Ale ja nie jestem pewien. Być może, nowe czasy będą wymagać nowej awangardy. Być może, trzeba uczyć się na błędach. Jak uczy przykład komunizmu, inteligencja chciała dobrze, ale nie wiedziała jak. Jak uczy przykład kapitalizmu, burżuazja wie jak, ale chce źle. Jeśli pomyśleć po heglowsku, to burżuazja jest tezą, inteligencja antytezą, a teraz przyszedł czas na syntezę. Na awangardę, która będzie chciała dobrze i będzie wiedziała jak.
Mam paradoksalne, ale mocne przekonanie, oparte na latach doświadczeń, że zalążkiem takiej awangardy mogliby być pracownicy przemysłu reklamowego, szczególnie tak zwani kreatywni – ci, którzy wymyślają reklamy. Znajdują się oni dokładnie pomiędzy inteligencją a burżuazją, bo ich praca mieści się dokładnie pomiędzy kulturą a ekonomią. Są to przeważnie ludzie bardzo dobrze wykształceni, humaniści i absolwenci ASP, zarazem mocno wkręceni w realia współczesnej gospodarki. Sławomir Sierakowski powiedział kiedyś, że we współczesnym kapitalizmie konsumpcyjnym pracownicy reklamy pełnią taką rolę, jaką pełniło SS w Trzeciej Rzeszy. To prawda, ale jestem przekonany, że możemy tych esesmanów nawrócić i odwrócić, zmienić ich rolę. Wbrew pozorom, nie są oni szczęśliwymi beneficjentami konsumpcyjnego kapitalizmu.
Po pierwsze, kreatywni są niezwykle ambitni. Pragną tworzyć reklamy zabawne, zaskakujące, zdumiewające, niezwykłe, artystyczne i odważne. W społeczeństwie, które na skutek późnokapitalistycznej zapaści medialno-edukacyjnej z roku na rok coraz bardziej głupieje, takie reklamy nie mają szansy zaistnieć. Dlatego kreatywni prowadzą podwójne życie zawodowe. Robią beznadziejne, nudne i głupie reklamy, które idą do emisji w mediach, a równocześnie tworzą inne reklamy, o wiele lepsze, których nikt nigdy nie zobaczy, ale które wysyła się na festiwal. Każdy, kto był na jakimkolwiek europejskim festiwalu reklamowym, albo chociażby na Nocy Reklamożerców, widział tam coś zupełnie innego, niż to, co zazwyczaj straszy w telewizji. Inna jakość. Rzecz jasna, takie podwójne życie nikogo nie zadowala i kreatywnym marzy się inaczej funkcjonujące, bardziej wyedukowane społeczeństwo. Takie jak w Skandynawii lat 90., gdzie powstawały najbardziej odjechane reklamy.
Po drugie, branża reklamowa niezwykle źle znosi obecny kryzys i cierpią na tym pracownicy. Dzięki temu powszechne do niedawna wśród kreatywnych przekonania neoliberalne zaczynają ustępować socjaldemokratycznym. Pojawia się zrozumienie dla ludzkiej potrzeby bezpieczeństwa, kończy się cielęcy zachwyt: „O, jesteśmy nową klasą kreatywną, jak fajnie”.
Oczywiście, nie uważam, że nowy porządek, Socjaldemokratyczną Powszechną Zmianę Społeczną, powinno się reklamować tak, jak proszek do prania. Doświadczenie w komunikacji masowej, jakie mają kreatywni, nie zawsze i nie stuprocentowo przełoży się na potrzeby nowej awangardy. Tym niemniej, takie doświadczenie jest dla nas cenne. Pamiętajmy, że kreatywni reklamują nie tylko proszek do prania. Jak już mówiłem, są ambitni: chcą wywierać wpływ na życie kraju, dlatego niezwykle chętnie angażują się w kampanie społeczne, za które zwykle nikt im złamanego grosza nie płaci, a które pozwalają im komunikować inaczej niż zwykle. I inne, ważniejsze treści niż tylko „nowy Vizir”. Te kampanie dają też kreatywnym możliwość skonfrontowania się z rzeczywistością społeczną. Kiedy pracowałem przy kampanii skłaniającej rodziców do tego, aby spędzali więcej czasu z dziećmi, usłyszałem od kolegów: „Teraz by trzeba zrobić drugą kampanię do pracodawców, żeby wypuszczali rodziców wcześniej z pracy”.
W środowisku kreatywnych trwa w tej chwili ferment. Możemy go wykorzystać.
www.tomaszpiatek.pl
Na podobny temat
|
@Spokojny "Overall proponuje...
Pomysł, żeby na każdą parę przypadało...