|
Bam! Bęc! Wielka niespodzianka. Donald Tusk podał do wiadomości publicznej skład swojego nowego rządu i okazało się, że ministrem sprawiedliwości będzie Jarosław Gowin. Tak, tak, ten sam Święty Gowin od Zarodków. Napisałem nawet kiedyś o nim wierszyk pod tytułem: „Co Jarosław Gowin widzi, kiedy wygląda przez okno”. Zaczynał się tak:
Gdy spojrzę w prawo, to widzę embriony
Gdy spojrzę w lewo, widzę dziwożony
I każdy embrion przez te dziwożony
Jest bezustannie, okrutnie gnębiony
Pastwią się nad nim z miną bardzo chytrą
Chcą go przepuścić przez straszne in vitro
Gowin ze wszystkim nam się kojarzy, tylko nie ze sprawiedliwością. „Gazeta Wyborcza ” zachodzi w głowę: dlaczego on? „Kandydatura posła z PO budzi kontrowersję. Filozof z wykształcenia do tej pory nawet w Sejmie nie zajmował się prawem” - pisze „Wyborcza”. Tusk odpowiada na to, że Gowin ma pozytywną szajbę. Co do rzeczownika, to mogę się zgodzić, ale przymiotnik jest bardzo dyskusyjny. Tusk najwyraźniej też ma jakąś szajbę (darujmy sobie przymiotniki), bo mówi o Gowinie: „On ma w sobie gigantyczny zapał (…) jeśli chodzi o deregulację”. I dodaje, że prawdziwa deregulacja, która może skutecznie odblokować polską gospodarkę, to jest właśnie deregulacja w dziedzinie wymiaru sprawiedliwości. Te słowa budzą we mnie najzupełniej regularne przerażenie. Wydawało mi się, że wymiar sprawiedliwości już bardziej zderegulowany, a właściwie rozregulowany być nie może. Zresztą przyznam się otwarcie: nie mam bladego pojęcia, czym miałaby być deregulacja prawa. Deregulacja oznacza usunięcie regulacji prawnych. Prawo składa się z regulacji prawnych. Usunięcie z prawa regulacji prawnych oznacza likwidację prawa w ogóle. Czy to znaczy, że Kowboj Donald wita nas na Dzikim Zachodzie? I dlaczego rozregulowanie wymiaru sprawiedliwości miałoby odblokować polską gospodarkę? Czy rozregulowani sędziowie będą łagodniej traktować przedsiębiorców (i dlaczego tylko przedsiębiorców)? Ja do tej pory myślałem, że przedsiębiorca, aby robić biznes, potrzebuje spokoju i bezpieczeństwa, a więc jasnych i solidnych regulacji prawnych. Czy lepsze od regulacji będzie dla niego widzimisię rozregulowanego sędziego?
Znawcy sceny politycznej podszeptują jednak co innego. Donald mówi o deregulacji, a chce bardziej surowej regulacji. Dlatego na ministra sprawiedliwości wybrał znanego konserwatystę. Dzięki Gowinowi w polskich sądach zapanuje klimat, w którym najsurowsze wyroki za posiadanie narkotyków staną się możliwe. Na tym Dzikim Zachodzie zacznie rządzić bezwzględny szeryf. A już można było mieć nadzieję, że coś się zmienia. Nieśmiało pozwolono prokuratorom na odstąpienie od ścigania osoby posiadającej niewielką ilość narkotyków na własny użytek. W sądach coraz częściej zaczęły zapadać niskie wyroki (trzy miesiące w zawieszeniu, na przykład), także dzięki działalności fundacji i organizacji pozarządowych, które zapewniały oskarżonym dobrych prawników. Palikot z postulatem legalizacji marihuany wszedł do Sejmu… No i teraz z Gowinem jako ministrem cofniemy się o pięć lat do tyłu, jak nie dziesięć.
Jedyna pociecha jest taka, że stanowisko ministra sprawiedliwości w rządzie Platformy jest pechowe. Afery hazardowe i inne. Ćwiąkalski, który podał się do dymisji w związku z niemożnością wyjaśnienia sprawy Olewnika i tajemniczych samobójstw z nią związanych. Czuma, który podał się do dymisji, bo „ludzie przestali wierzyć w jego bezstronność” - jak to pięknie w swoim czasie wyjaśnił Tusk. Coś mi mówi, że na tym pechowym stołku Gowin długo nie posiedzi i szybko wróci do swoich embrionów.
W przeciwieństwie do ministrów sprawiedliwości, minister kultury Bogdan Zdrojewski okazał się niezatapialny. A tyle mówiono o jego odejściu. Wróżono z fusów, kto zajmie jego stanowisko i w tych fusach pojawiło się kilka ciekawych kandydatur, tym bardziej ciekawych, że kobiecych (Agnieszka Odorowicz i… Beata Stasińska!). Na horyzoncie zamajaczyła też zwalista postać Waldemara Dąbrowskiego. A jednak Zdrojewski został. Minister kultury, który w obliczu dramatycznego spadku czytelnictwa planuje likwidować biblioteki. I wydaje ciężkie miliardy na akcje w rodzaju Roku Chopina, które w żaden sposób nie przyczyniają się do poprawy sytuacji kultury w naszym niekulturalnym kraju.
Pozostawienie Zdrojewskiego na stanowisku to dowód na to, jak mało znaczy dla Tuska kultura. Nominacja Gowina to „deregulacja przez regulację”, a więc coś takiego jak słynna „dyfuzja przez polaryzację” ministra Boniego. Jednym słowem, wysuszenie przez zamoczenie. Czyli kwintesencja polityki Platformy.
A ponieważ nie miałem okazji skomentować wydarzeń ostatniego tygodnia, dopiszę jeszcze trzy zdania: w stanie wojennym u Solidarności też znajdowano „broń” i „groźne powiązania z niemieckimi rewanżystami”. I wcale to Solidarności nie powstrzymało. Uśmiechu wszystkim życzę.
www.tomaszpiatek.pl
Na podobny temat
|
@Spokojny "Overall proponuje...
Pomysł, żeby na każdą parę przypadało...