NOWOŚĆ W SKLEPIE KP

Partycypacja_okladka_150px.jpg

>>Już jest: KP30!

kp30_okladka_300px.jpg

Komentarze

CYTAT DNIA

Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem

Katalog Książek KP

Książki w sklepie KP

Advertisement
Order software online
Molestowanie i opalanie Drukuj
Tomasz Piątek   
13.12.2011

Jadę sobie metrem i spotykam znajomą. Zaczynamy rozmawiać, rozmawiam nieuważnie, bo myślę o swoich problemach. Jak zwykle uważam, że to ja mam prawdziwe problemy. Ale zauważam w końcu, że znajoma się denerwuje. „Spóźnię się do sądu” – mówi. „Do sądu? Po co ty jedziesz do sądu?” – pytam ją. „W sprawie dziecka” – odpowiada.


Znam dziecko znajomej. Kiedyś zostawiła mnie z nim na podwórku, żebym go przypilnował (sama poszła do domu, żeby coś załatwić czy wziąć) i byłem wtedy nieźle spanikowany. Bałem się, co się stanie, jak dziecko zacznie płakać, wołać „Mama” i ludzie się zainteresują, co się dzieje, a wtedy na pewno wezmą mnie za pedofila. Albo, co gorsza, przyjdzie policja, sprawdzi kim jestem i odbiorą znajomej prawa rodzicielskie za pozostawianie dziecka sam na sam z Tomaszem Piątkiem. Żeby tylko się nie rozpłakało, zacząłem dziecku śpiewać piosenkę Kapitana Europy o niebieskim misiu i potem znajoma nie miała spokoju. Dziecko bez przerwy powtarzało „pan piewał nie nie miś” i domagało się dalszego piewania nie nie miś.


No i temat pedofilii powrócił, bo właśnie w związku z nim znajoma jedzie do sądu. Były mąż znajomej porwał dziecko i oskarżył jej obecnego męża o molestowanie seksualne. A dokładnie zabrał dziecko na wakacje, na dwa tygodnie, a po upływie dwóch tygodni dziecka nie oddał. I nie tylko nie oddał, ale zaczął wtłaczać mu do głowy brudne opowieści o tym, jak rzekomo było molestowane przez ojczyma. Proszę sobie wyobrazić, jak musiało się czuć to dziecko. Od urodzenia praktycznie nie rozstawało się z matką – jak to mówi znajoma, było wychowywane na brzuchu. I teraz nagle dowiaduje się od ojca, że już matki nigdy nie zobaczy. A dodatkowo musi uczyć się na pamięć jakichś obrzydliwych historyjek o ojczymie.


Na szczęście cała intryga się nie udała, bo podczas rozmowy z psychologiem, obserwowanej przez sąd zza weneckiego lustra, dziecko pytane, skąd wie takie brzydkie rzeczy o ojczymie, odpowiadało, że „tatuś mu powiedział”. Sąd nakazał przekazać dziecko pod opiekę matki – i jej obecnego męża, który jest  kryształowym człowiekiem.


Ale najlepsze jest to, ile trwała cała sprawa. Ojciec zaczął przetrzymywać dziecko w lecie. Sąd nakazał wydać je matce w październiku. W Wielkiej Brytanii trwałoby to dwadzieścia cztery godziny. Zebrałby się ekspresowy sąd rodzinny i natychmiast wydałby nakaz oddania dziecka. W Polsce trwało to dwa miesiące z hakiem, bo „sama pani rozumie, jest lato, sędziowie są na urlopach”. A i tak te dwa miesiące to wyjątkowo krótki okres oczekiwania, jak na Polskę. Sprawę załatwiono tak szybko, bo matka to sobie wychodziła, szturmowała sąd, nieustannie domagała się przyspieszenia sprawy. Inaczej mogło to trwać nawet pół roku.


Przez te dwa miesiące matka nie spała z niepokoju. Przez te dwa miesiące dziecko umierało ze strachu, bo bało się, że matki już nie zobaczy, a ojciec opowiadał mu pornograficzne historie o ojczymie. Przez te dwa miesiące u dziecka nastąpił regres – wcześniej bardzo ładnie mówiło, a teraz mówić przestało, pod wpływem stresu. A także dlatego, że ojciec, poza opowiadaniem mu porno-historii, w ogóle z dzieckiem nie mówił – sadzał je przed włączonym telewizorem i zajmował się swoimi sprawami. Tego wszystkiego by nie było, gdyby sąd w Polsce reagował tak, jak w Wielkiej Brytanii. Ale w Polsce ważniejsze jest lato, sezon urlopowy. Prawa matki, ratowanie dziecka, obrona niewinnego człowieka przed zaszczuwaniem – to wszystko jest na ostatnim miejscu.


Sprawa się ciągnie, ponieważ mąż, nie przejmując się wyrokiem sądu i ekspertyzą psychologiczną, dalej upiera się przy swoim i domaga się, aby oddać mu dziecko. Zgłosił apelację. „On jest jak czołg, zachowuje się psychopatycznie, interesuje go tylko realizacja własnych planów, bez względu na ludzkie koszty, bez względu nawet na krzywdę swojego dziecka” - mówi znajoma.


„A czym się zajmuje zawodowo?” – pytam na wszelki wypadek. „Jest psychoterapeutą” – odpowiada – „Doradza ludziom, jak mają postępować”. No to pięknie musi im doradzać, myślę sobie. Masz problem? Oskarż kogoś o pedofilię, od razu będzie ci lepiej. Masz depresję, zabij Żyda. Naprawdę, idealny polski psychoterapeuta.
Psychoterapeuci od oszczerstw. I sędziowie, którzy opalają się aż do października. Kocham ten kraj.


www.tomaszpiatek.pl  








Komentarze
Dodaj nowy
thispicture   |13.12.2011 19:11:28
płytkie i jednostronne tym razem. dobra matka. zły zły "tato". zły
terapeuta. zły kraj. takie sytuacje niestety nigdy nie są czarno-białe panie
Felietonisto.
louis   |13.12.2011 22:30:12
Z badań wynika, że ok. 20-25% "przestępców seksualnych" przebywających w
aresztach (99% to mężczyźni) znajduje się tam z powodu fałszywego pomówienia
partnerki. Więc problemem jest fałszywe oskarżanie ojców przez matki, a nie
odwrotnie. Jako ciekawostkę mogę napisać, że w okresie, kiedy moi rodzice mieli
poważny kryzys małżeński, moja matka zarzuciła ojcu, że jest pedofilem, bo w
czasie, kiedy leżał w szpitalu na zapalenie płuc, podczas odwiedzin najpierw
przytulił odwiedzającą go córkę, a nie żonę. Matka jest alkoholiczką i osobą
bardzo chwiejną psychicznie (jej ojciec i dwaj bracia popełnili samobójstwo),
zrujnowała życie mojemu ojcu, dzieciństwo moje i brata, a teraz nadszedł czas na
siostrę. Dzięki lewicy i dogmatowi "wiecznie cierpiącej i nieszczęśliwej,
bitej i molestowanej przez męża" Matki Polki może to robić w nieskończoność,
ponieważ jak ojciec będzie chciał nam oszczędzić syndromu DDA, to matka naśle
swoje przyjaciółki i policję, a ojciec wyląduje za kratkami za: do wyboru -
pedofilię, znęcanie się (psychiczne lub fizyczne - co kto woli), molestowanie,
bicie i całą gamę innych fałszywych pomówień, które kobiety chętnie i łatwo
wykorzystują przeciwko mężczyznom w sądach. A Pani sędzina na pewno to klepnie.
veine   |13.12.2011 23:04:45
Polskie sądownictwo to jest dno.
viking   |14.12.2011 01:26:10
W socjaldemokratycznym raju - Szwecji - w 60 gminach w ogóle nie ma w lecie
policji. W wielu innych pracuje ona do 14.00 lub np. tylko w weekendy.
W
szpitalach wykonuje się tylko najważniejsze zabiegi, z resztą trzeba czekać do
końca wakacji. Wakacyjne okrucieństwo Polski nie robi więc na mnie wrażenia.
Spokojny   |14.12.2011 08:05:25
Oskarżanie o molestowanie seksualne dziecka jest w tym momencie już stałym
elementem konfliktów okołorozwodowych. Jest taki facet, nazywa się Bielski. Jest
biegłym sądowym i bada od lat kwestie tych molestowań wychodzących na jaw akurat
w momencie rozwodu. Jako jedyny forsował w Polsce wprowadzenie protokołu badań
zeznań dziecka opartego na dowodach empirycznych. Niemcy taki protokół
opracowali i według ich wyników około 40% oskarżeń składanych przez kobiety jest
prawdziwych. Reszta to kłamstwa nakręcane pomiędzy matką i jej matką. Problemem
jest to, że takie oskarżenie można rzucać całkowicie bezkarnie. Prawo nie
wyciąga tu żadnych konsekwencji, podobnie jak przy tych wszystkich zespołach
Munchausena. Polecam książkę Mama kazała mi chorować. Kobieta opisuje swoje
autentyczne przeżycia. Jej mamusia drogą kolejnych tysięcy lekarskich wizyt
doprowadziła aż do operacji na otwartym sercu wykorzystując fakt, że jak już
jeden lekarz coś klepnie i postawi stempel, to drugi nigdy temu nie zaprzeczy,
jedynie coś od siebie doda więcej.

Podobny problem występuje zresztą z
oskarżeniem o przemoc w rodzinie. Istnieje rzecz jasna coś takiego jak
psychiczne znęcanie się, ale ponieważ nikt nie jest w stanie określić czym to
jest dokładnie w miarę jak upływu lat przemocą psychiczną jest wszystko.
Oczywiście dopóki facet nie dojdzie do sprawy rozwodowej problemu nie ma. Jak
jest rozwód to zaczyna się latanie po paniach psycholożkach i licytacja na
zaświadczenia kto jest mocniej pokrzywdzony. Wiele rzeczy miało wpływ na erozję
zdrowego rozsądku w systemie sądowniczym. Początek destrukcji tego systemu miał
miejsce w momencie likwidacji kojarzących się z komuną kolegiów do spraw
wykroczeń. Sądy zostały nagle zalane lawiną idiotycznych spraw o zakłócanie
ciszy nocnej, powiedzenie do kogoś na klatce schodowej "ty baranie",
sranie psem pod blokiem itd. Z biegiem lat ludzie nauczyli się, że dosłownie
wszystko może stać się przedmiotem sprawy sądowej. W tym momencie system jest
zatkany tysiącami takich bzdur w rodzaju kłótni dwu handlarzy kwiatami spod
cmentarza i że jeden drugiemu pokazał palec. Miesiącami wołanie świadków itd. i
każdy tupie, że nie odpuści bo chodzi mu o sprawiedliwość. Kiedyś kolegia
załatwiały te rzeczy w jedno posiedzenie i sądy mogły zajmować się tym do czego
są powołane. Wariaci nie mieli wstępu.
Jest jeszcze słynna plaga nagrywania i
plaga niebieskich kart. Tak zwana niebieska karta nie ma w istocie mocy prawnej
dowodu w sprawie. Ma jedynie status notatki służbowej. Dyletancka propaganda
wmówiła jednak ludziom, że niebieska karta jest dowodem na to, że są ofiarami
przemocy. W efekcie jak tylko zaczyna się konflikt o mieszkanie czy samochód
obie strony lecą żeby gdzieś, w jakiejś instytucji sobie taką kartę załatwić.
Mam niebieską kartę więc jestem ofiarą. No i nagrywanie. W fundacjach radzą
nagrywać, no więc panie i panowie biegają za sobą po domu z kamerą "no
powiedz to, powiedz to teraz, pokaż kim jesteś naprawdę niech sąd
posłucha..". Sprawy o przemoc w rodzinie powinny być rozpatrywane wyłącznie
pod warunkiem założenia sprawy rozwodowej przez stronę skarżącą, ewentualnie
jeśli to druga strona założy sprawę o rozwód, sprawa o przemoc w rodzinie
powinna się rozpoczynać po rozwodzie i podziale majątku. Fałszywe oskarżenie o
molestowanie powinno natomiast być karalne i ścigane. Wiele rozwiązań można by
wprowadzić, tyle, że są one zupełnie pod prąd obecnie panującego dyskursu. Co na
przykład z parą, gdzie facet nieświadomie przez całe lata płaci alimenty na
dziecko które w ogóle nie jest jego? To jest przecież oszustwo finansowe. Taka
rzecz powinna być normalnie karalna i pieniądze powinny być możliwe do
odzyskania. Tymczasem są już w Europie kraje, gdzie w ogóle nie wolno zrobić
testu bez zgody kobiety.
Spokojny   |14.12.2011 11:02:14
Jeszcze co do systemu sądownictwa. Mówi się powszechnie, że w Polsce to dno i
jest to prawda. Ale pomysły zmiany są bardziej jeszcze denne, czego przykładem
naczelnym jest wtopa z programu Palikota. Wymyślili, żeby "sędzia wydający
wyrok nie był anonimowy". Czy oni kiedykolwiek mieli jakąś sprawę sądową?
Jeśli by mieli, wiedzieliby że jak się siedzi przed salą to nazwisko sędziego
jest wywieszone na drzwiach obok opisu sprawy i że widnieje na każdym
dokumencie. Naprawdę nie trzeba być geniuszem żeby sobie to nazwisko wpisać w NK
lub FB, nie wspominając o tym, że w polskich sądach nie ma oddzielnych korytarzy
i wejść dla sędziów, więc spotkanie i zaczepienie sędziego przed samą sprawą
albo ładowanie mu się do pokoju to standard. Kto przejdzie przez bramkę, wejdzie
wszędzie i znajdzie każdego. Widziałem ostatnio pismo z europejskiego sądu,
gdzie sąd napisał po prostu tak:
"uprzejmie informujemy, że jeśli nadal
będzie pan przysyłał tego typu dokumenty będą one niszczone w niszczarce".
Po prostu. Bez komedii "rozpatrywania" z udziałem dwudziestu urzędników
"skarg" w rodzaju, że pani Pelagia miała na działce wersalkę z
pięćdziesiątego roku i takiej się już teraz nie kupi i na pewno ukradł ten
człowiek co tam niedaleko ma garaż proszę go znaleźć i przesłuchać a poza tym
chciałam nadmienić, że jestem chora i mam tylko 1100 złotych emerytury i nie
starcza mi na leki. Albo takie skargi oparte na tym, że pani Kazia odkryła że
jej córka namalowała w zeszycie tatusia całego na czarno i Pani Magister Jadzia
zaświadcza, że to zły znak.
- reaktywować kolegia do spraw wykroczeń
-
wprowadzić w sądach procedury obsługi oparte na zasadach logistyki znanych w
całym biznesie, np. zamiast przypisywania sprawy do rejonu przypisywanie jej
sądowi mniej obciążonemu
- wprowadzić odpowiedzialność skarżących za bzdurne
oskarżenia. Jeśli oskarżenie nie spełnia podstawowych reguł zdrowego rozsądku
procesowanie sprawy powinno odbywać się po kosztach realnych. Wiele spraw i nie
tylko o molestowanie by znikło.
viking   |14.12.2011 11:28:58
Louis i Spokojny, mają oczywiście rację.
"Śmierć sądowa" w wyniku
oskarżenia o gwałt, jest dzisiaj realnym zagrożeniem dla mężczyzn.
Problem, o
którym tu mowa ma bardzo wiele wspólnego z dyskursem feministycznym. Najbardziej
szokujące i absurdalne przypadki tego typu, mają zwykle miejsce w państwach
anglosaskich i skandynawskich i trudno tego nie łączyć z bardzo silnym wpływem
II fali feminizmu,z jej obsesją na punkcie męskiej seksualności, na tamtejszy
dyskurs- zarówno społeczny, jak i prawny.
Żadne inne przestępstwo nie ulegało
tylu ideologicznym definicjom (i redefinicjom), jak gwałt oraz molestowanie.
W
Polsce, pani Piotrowska chciała, żeby w ustawie wpisano, że przemoc domowa to
przemoc męska. Wpisywanie jakiejkolwiek grupy, jako "winnej" do
kodeksów, jest sprzeczne z podstawowym rozumieniem prawa. Ale to nie ma dla
środowisk feministycznych większego znaczenia.
W Szwecji chciano całkowicie
odwrócić podstawową zasadę prawną i w sprawach o gwałt wprowadzić zasadę
DOMNIEMANIA WINY.
Nawet tu, w jednej z dyskusji na forum, ktoś argumentował, że
kobiety czasem "czują się molestowane". To jedyne przestępstwo, w którym
o tym, czy się jest ofiarą czy nie, może zadecydować własne zdanie danej osoby
na ten temat. A jednak kategoria taka, w niektórych stanach USA już
obowiązuje.
Wracając do Polski, warto sobie przypomnieć koszulki "Wierzę
Anecie Krawczyk" i absolutną wiarę naszych rodzimych feministek w winę
A.Leppera.
Takie właśnie "domniemanie winy" miało miejsce przy okazji
każdej tego typu sprawy. Na temat DSK powstało w prasie francuskiej (i nie
tylko) setki tekstów o obrzydliwych dziadach i ich niepohamowanym popędzie,
opartych na przekonaniu, iż jego wina jest oczywista; podobnie było w Niemczech
przy okazji sprawy Kachelmanna.
Smith  - Sądy   |14.12.2011 19:37:20
Mamy takie szybkie sądy pierwszej instancji. Są tak szybkie, że potrafią przyjąć
rozpatrzyć i wydać nakaz zapłaty na zmarłego. Oczywiście przyjąć kilka miesięcy
po śmierci, rozpatrzyć na podstawie notatki policyjnej z miejsca wypadku i
zasądzić kwotę w oparciu o umowy ugody z osobą zupełnie trzecią. Po czym
niepełnosprytna pani sędzia w odpowiedzi na informację, że niestety osądziła
osobę, której prawa doczesne już nie obowiązują. Nakazuje dostarczyć oryginały
aktów zgonu i małżeństwa (25 zł./szt.) bo w aktach sprawy ma tylko kopię,
oryginału który pod nos podstawiła jej sekretarka razem z podaniem o wgląd w
akta sprawy. Bo oczywiście powiadomienie o nakazie wysoki sąd wysyła listem
poleconym, który może odebrać tylko i wyłącznie nieboszczyk, a jeśli nie
odbierze po powtórnym awizo to nie istotne już jest to że nie żyje od ponad pół
roku.
Cóż prawo rzymskie ciężki egzamin ale jak się już wykuje na blachę i zda,
a później dzięki rodzinnym koneksjom, inaczej nepotyzmem zwanym, założy togę z
fioletowym żabotem, to najczęściej się zapomina o tym, że szata mądrym nie czyni
bo bardziej wydzielaniu potu niż mądrości służy.
kot   |14.12.2011 21:28:38
Sprawnie działający ustrój sądowniczy stanowi
-o możliwościach rozwojowych,
komforcie obywateli
-funkcjonowaniu państwa i społeczeństwa.
Popsujcie Stanom
jego nie najlepszy systemowo ale skutecznie działający ustrój prawny, a zaczną
się zachowywać jak człowiek z przetrąconym kręgosłupem.
Polski ustrój sadowniczy
nie spełnia kilku podstawowych wymogów, które są przed takim ustrojem
stawiane.
Ale dla żadnego dotychczasowego polskiego rządu nie są to sprawy
priorytetowe o ile nie da się przy tym urobić czegoś politycznie korzystnego.
Sherlock  - re:   |15.12.2011 00:21:22
thispicture napisa?:
płytkie i jednostronne tym razem. dobra matka. zły zły "tato". zły
terapeuta. zły kraj. takie sytuacje niestety nigdy nie są czarno-białe
panie Felietonisto.

Zgadzam, się w 100 procentach. Ojciec "przetrzymuje" dziecko?
Powinno koniecznie natychmiast wrócić do matki bo "chowane
na brzuchu"? Nawet w KP propaganda świętej matki polki do której
dziecko przykute ma być pępowiną i złego ojca, który a) w ogóle jest jakoś
tak z natury "mniej" rodzicem b) gdy ośmiela się walczyć o
dziecko, to dowodzi to, że jest bezwzględnym psychopatą?
Spokojny  - @ Smith   |15.12.2011 08:14:06
Trudno się odnieść do konkretnej sprawy, ale pewnie sporo by to ułatwiło gdyby
sąd mógł pewne dane sprawdzić on-line. W tym momencie nie może, bo sędziowie nie
mają w sądach internetu w swoich pokojach. Jest zwykle jeden komp podłączony na
wydział. Druga rzecz, że w sprawach nie mogą się nim posługiwać po to na
przykład, by wysłać mejla do adwokata lub prokuratora. Musi być pismo za
potwierdzeniem. Sędzia sam sprawdza czy doszło, czy dobrze wysłano itd. bo nie
ma zaplecza osób które by to mogły zrobić i którym można by ufać. Piszesz o
koneksjach do wejścia do tego zawodu. Znam sporo sędziów osobiście i powiem ci,
że to mit. Jak każdy mit w pewnej części oparty na prawdzie. Z domorosłej
statystyki - na dziesięciu prawników którzy dostali się na aplikację dwu ma
rodzinę w zawodzie ktora mogła pomóc. Pozostali żadnego takiego wsparcia mieć
nie mogli bo nie mieli od kogo go mieć. Sędziowie czy prokuratorzy to tacy sami
ludzie jak cała reszta. Można uważać, że są jakoś szczególnie predysponowani do
debilizmu (też tak kiedyś sądziłem) ale rzeczywistość jest bardziej prozaiczna.
To ludzie działający w systemie który zbudowany jest wedle najlepszych tradycji
korony austro węgierskiej. W tym systemie podejmowanie sensownych działań jest
naprawdę ciężkim zadaniem. A kolegia do spraw wykroczeń nie zajmowały się
nakazami zapłaty. Zajmowały się bzdetami, które dziś wymagają takiej samej
proceduralnej sądowej obróbki ile wymaga zabójstwo.
Kocie, rządom nie jest
potrzebne reformowanie czegokolwiek, tylko gospodarowanie frustracją ludzi.
Jeśli jest jakaś grupa zawodowa, na którą można te frustracje kierować, to tym
lepiej. Najprościej rozwiązuje się problem personalizując go. Czemu nie ma
towaru w sklepach? Bo sprzedawcy chowają pod ladę. Czemu sądy rozpatrują sprawy
po kilka lat? Bo sędziowie się nie chcą wziąć za robotę. To proste.
mgoga   |15.12.2011 21:12:37
pomijając tą konkretną historyjkę, to na prawdę nie normalne, żeby procesy
sądowe trwały latami
Ręce precz   |07.02.2012 10:31:27
Fałszywe oskarżenia o molestowanie można jeszcze zweryfikować, ale jak
zweryfikowac wiarę sądu w nieprawdziwe teorie naukowe? Mam na myśli PAS -
pseudopsychologiczną teorię, którą amerykańskie sady wiele lat temu zachłysnęły
się i udławiły, a polskie, dzięki działaniom pani M. Kątnej, kupiły ten womit i
na jego podstawie wydają wyroki. W skrócie chodzi o to, żeby oddawać dziecko pod
opiekę temu rodzicowi, z którym jest słabiej związane, zwłaszcza, jeśli się go
boi (to nie żart). Z taką intencją w zeszłym roku odebrano pięcioletnie dziecko
matce (z którą było rzekomo symbiotycznie związane) i przekazano ojcu (słynna
sprawa Piotrusia-Kubusia, o której trąbiła wyborcza). Po pół roku izolacji od
matki dziecko przestało ją poznawać, twierdzi, że nie jest jego matką, bo ma
inne nazwisko… Sukces sądu i ojca, też psychologa zresztą.
Napisz komentarz
Nick:
E-mail:
 
Strona www:
Tytu?:
UBBCode:
[b] [i] [u] [url] [quote] [code] [img] 
 
Prosz? wpisa? kod antyspamowy widoczny na obrazku.

3.26 Copyright (C) 2008 Compojoom.com / Copyright (C) 2007 Alain Georgette / Copyright (C) 2006 Frantisek Hliva. All rights reserved.”


Na podobny temat

Aktualizacja    ( 13.12.2011 )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
Generated in 0.86320 Seconds