NOWOŚĆ W SKLEPIE KP
>>Już jest: KP30!
Komentarze
CYTAT DNIA
Nie możemy tworzyć idei, które będą łączyć ludzi, jeśli stracimy kontakt z tym, jakie jest ich życie. Jeśli nie wiemy, jak uznać sposób, w jaki ludzie obserwują świat, odczuwają go i doświadczają, nigdy nie będziemy w stanie pomóc im w uznaniu samych siebie albo zmianie świata na lepsze.
Marshall Berman, Przygody z marksizmem
Książki w sklepie KP
|
Order software online
|
Ministerstwo Cwanych Kroków |
|
|
Tomasz Piątek
|
|
07.12.2010 |
Miałem sen. Nie taki jak pastor King, ale również przyjemny. Dzisiaj w nocy śnił mi się Adam Michnik (naprawdę). I próbował mnie kupić za grubą kasę, a ja się kupić dawałem. I wiedziałem, że dzięki temu będę miał za co zrobić Święta rodzinie. Budzę się rano, otwieram maila, a tam moja Hania pisze do mnie: “Nawet jeśli głosowałeś na Xvirtla, to masz u Michnika przechlapane”. Otwieram linka – wywiad z Michnikiem w “Kulturze Liberalnej”. A tam Adam grzmi. Grzmi, po raz kolejny powtarzając wziętą z sufitu plotkę o rzekomym poparciu młodej lewicy dla PiS. Ciekawe, że ciągle wraca do tego surrealistycznego konceptu, mimo naszych licznych dementi. Czyżby zupełnie już ogłuchł na lewe ucho? Najwyraźniej tak - i teraz czerpie swoje informacje tylko z „Rzeczpospolitej”, a dokładnie od Agaty Bielik-Robson, która niegdyś roztaczała podobne wizje (a raczej halucynacje) na łamach tej ponurej gazety. Takie zaufanie AM do ABR jest jednak bardzo dziwne, bo Agata Bielik-Robson nie lubi Michnika chyba o wiele bardziej, niż nie lubi młodej lewicy i na pewno o wiele bardziej, niż młoda lewica nie lubi Michnika. A może źródłem Michnika jest „Superexpress”? Pamiętam, że pojawił tam się kiedyś artykuł: „Antymohery wybierają Kaczyńskiego!!!” wciśnięty między „Okrutny chomik odgryzł staruszce ucho!!!” a „Łakomy inwalida kradł kiełbasę śląską w wydrążonej protezie!!!”. Swoją drogą, dlaczego łakomy, a nie po prostu biedny? Michnik zresztą też biedny, mimo że bogaty, bo kompletnie już zagubiony między „Rzepą” a „Superexpressem”. Chociaż tak naprawdę, to biedny jestem ja. Michnik: „Wiem, że jeden z liderów tego środowiska /młodej lewicy/ choć nie głosował na Kaczyńskiego, skreślił oba nazwiska. De facto oddał głos na Kaczyńskiego, nie głosując na Komorowskiego”. No proszę, pomyślałem sobie, jeśli to naprawdę o mnie chodzi, to sam Adam Michnik pasował mnie na lidera. Chociaż ja bym wolał trochę kasy. Oj, panie Michnik, pożyczyłby pan raczej tysiąc złotych, zamiast się wygłupiać. Przecież wyraźnie napisałem na kartce wyborczej, że Kaczyński też jest do dupy. I zamieściłem zdjęcie tej kartki przy felietonie.
No właśnie, kasa. Konkretny temat. Pogadamy dzisiaj o konkretach. Jak wiadomo, czytelnictwo w Polsce spada, edukacja zdycha, kultura, jeśli prowadzi jakieś życie, to pozagrobowe. Nasza kochana neoliberalna ojczyzna wydała w 2007 roku na kulturę (w przeliczeniu na jednego mieszkańca) 35,65 euro rocznie. Podczas kiedy Łotwa, podobno również neoliberalna i mająca wtedy PKB porównywalne z naszym, wydała 144,60 euro. A średnia europejska wynosi 137, 58 euro. Jesteśmy pod tym względem na dnie Europy, gdzieś koło wychodka. Rozpacz. Oczywiście Tusk, Komorowski i inne rządowo-marketingowe pseudoludki popierają, radośnie popierają projekt Obywateli Kultury (żeby na kulturę przeznaczać co najmniej jeden procent budżetu państwa). Ale jest to mniej więcej takie poparcie, jak poparcie Tuska dla tego, żeby słońce świeciło. Tusk popiera, żeby słońce świeciło, ptaszki śpiewały i ludzie się kochali. A tymczasem jest, jak jest.
Czyli strasznie. Jedenastego grudnia, o godzinie 12, w kinie “Kultura” w Warszawie rozpocznie się konferencja Pakt Dla Kultury. O 13.30 Beata Stasińska przedstawi tam główne tezy raportu Obywateli Kultury o stanie czytelnictwa w Polsce. Ten raport jest nie tylko przerażający, ale także budujący, bo jego autorzy (Beata Stasińska, Elżbieta Stefańczyk, Przemysław Czapliński, Andrzej Mencwel i Edwin Bendyk) zaproponowali proste i skuteczne (bo przeważnie już przetestowane) rozwiązania, dzięki którym może jeszcze się uda uratować Polaków przed losem tępych, analfabetycznych wyrobników, pariasów “kapitalizmu kognitywnego”.
I oto niespodzianka. Ministerstwo Kultury nagle zapowiada swoją własną konferencję, która ma się odbyć trzy dni wcześniej (a dokładnie jutro, 8 grudnia). Więcej: to nie będzie nawet konferencja, ale cały kongres, który będzie się nazywał Czytanie Włącza. Zadaniem kongresu będzie powołanie proklamowanie koalicji, która z kolei ma się nazywać Republika Książki. Zadaniem koalicji będzie z kolei powołanie NARODOWEGO PROGRAMU ROZWOJU CZYTELNICTWA. Tak w oficjalnych materiałach jest pisana ta nazwa.
Nazwa to grunt. Podobno do wypromowania tych trzech wyżej wymienionych nazw, Ministerstwo wynajęło agencję PR-owską. Rozumiem, że w państwie neoliberalnym tak zwany PR stanowi maksimum kultury, na jakie możemy sobie pozwolić, dlatego Ministerstwo sponsoruje firmę z tej branży. Ale PR-em się nie najesz i bibliotek nie wyżywisz. Skądinąd sympatyczny Marcin Bąba, zajmujący się właśnie PR-em tego całego ministerialnego projektu, zapytany o założenia NARODOWEGO PROGRAMU ROZWOJU CZYTELNICTWA, odpowiada: “Natomiast nie posiadam żadnych dokumentów dotyczących narodowego planu rozwoju czytelnictwa”. Koniec i Bąba, powiedziałby Gombrowicz. Inni dygnitarze z kręgów ministerialnych mówią półgębkiem, że NARODOWY PLAN ROZWOJU CZYTELNICTWA miałby trwać rok. Co jest kpiną, bo żeby jakikolwiek program miał szansę wywrzeć wpływ na społeczeństwo, musiałby potrwać z piętnaście lat.
Monty Python sparodiował kiedyś (trochę libertariańsko, ale śmiesznie) ideę Ministerstwa Kultury jako Ministerstwa Głupich Kroków. No, ale gdzie te czasy, gdy ministerstwo sponsorowało pokręconym dziwakom ich artystyczne odchyły i potknięcia. Dzisiaj ministerstwo sponsoruje branżę PR-owską. Kongres, powołujący koalicję, powołującą NARODOWY PLAN ROZWOJU CZYTELNICTWA, pojawia się ósmego grudnia tylko po to, aby uprzedzić, przyćmić i zatuszować katastrofalne wrażenie, jakie jedenastego grudnia zrobi relacja Obywateli Kultury o stanie czytelnictwa w Polsce. Bo z tej relacji będzie widać, co i jak władze zaniedbały. Więc władze na szybko organizują Kongreso-Koalicjo-PROGRAM, chociaż nie mają żadnego programu, nawet takiego pisanego normalnymi literami. Ale to nieważne: Kongreso-Koalicjo-PROGRAM ślicznie wypadnie w telewizji i stworzy wrażenie, że władze jednak coś robią. Robią: ładnie wyglądają na bankiecie.
Przeszliśmy więc od Ministerstwa Głupich Kroków do Ministerstwa Cwanych Kroków. Zrobiliśmy ogromny Głupi Krok naprzód.
www.tomaszpiatek.pl
Na podobny temat
|
|
Aktualizacja ( 07.12.2010 )
|
|
|
|
@Spokojny "Overall proponuje...
Pomysł, żeby na każdą parę przypadało...