|
Drogie Czytelniczki, Drodzy Czytelnicy, zapewne miewacie pieniądze. Nie mówię, że dużo - pieniądze to taki wynalazek, że nawet jak jest ich dużo, to też jest za mało. No, ale jak miewacie pieniądze, to miewacie też konto w banku. A zatem, jak sądzę, oszczędzacie albo próbujecie oszczędzać. No to pewnie i lokatę jakąś macie. Albo przynajmniej kuszono Was lokatą.
I jakim procentem Was kuszono? A jeśli skuszono, to jaki procent macie? Pewnie kilka. Kilka procent w skali roku. Są tacy magicy, co oferują i dziesięć (czyli osiem po odjęciu tak zwanej Belki), ale Wy pewnie mieścicie się gdzieś pomiędzy pięć a siedem. Myślę, że lubicie poważnie wyglądające oferty. Dziesięć procent? Kto pomnoży kapitał w ciągu roku tak, żeby wyciągnąć z niego gwarantowane dziesięć procent? Jacyś spekulanci? Tacy, co inwesują niebezpiecznie albo nieetycznie?
Może niesłusznie zresztą przypisuję Wam takie myśli. Ja je miewałem, ale ja jestem głupi. Myślałem: pięć, sześć procent rocznie, to jest przyzwoita oferta. Bank, który uprawia uczciwy biznes, spłaca wszystkie swoje (nieliche przecież) koszty i chce coś zarobić dla siebie, nie może zaoferować więcej klientowi. I bardzo dobrze. Porządny kapitalizm starej daty nie rzuca się łapczywie na wielkie i niepewne zyski krótkoterminowe, tylko składa grosz do grosza, ziarnko do ziarnka, wypracowując co roku dodatkowe pięć czy sześć złotych od każdej stówy. Taki procent wydawał mi się czymś zupełnie naturalnym, poczciwym i sympatycznym, jak Kabaret Starszych Panów.
Niestety, okazało się, że jest to Kabaret Strasznych Panów. A słowo „lokata”, jak się pokazuje, nie pochodzi od lokowania, tylko od hiszpańskiego „loco”, czyli wariat i od naszego swojskiego kata. Mamy do czynienia z bytem równie poczciwym, jak ten ciekawy osobnik, który jeździ na trójkołowym rowerku w filmie „Piła”.
Jakiś czas temu byłem na szkoleniu, na którym Jelonek Bambi poznał świat, czyli zostałem wprowadzony w tajniki bankowości. Miły pan, patrząc z pełnym pobłażania uśmiechem na Jelonki Bambi, czyli na swoich uczniów, powiedział: „No więc mamy sto złotych i powiedzmy, że po roku z tych stu złotych zrobiło się sto pięć. Jak myślicie, te pięć złotych, czyli te pięć procent, to jest procent od jakiego kapitału?”
„No, od stu złotych” - odpowiedziały Jelonki Bambi.
„A gucio - odpowiedział uśmiechnięty pan, Wielki Nauczyciel Życia - Kapitał klienta musi być zagwarantowany. On nie może stracić tych swoich stu złotych, musi mu zostać przynajmniej dziewięćdziesiąt pięć. Dlatego powiedzmy, upraszczając, ale tylko trochę, że tych dziewięćdziesięciu pięciu się nie inwestuje w ogóle. No, wsadza się je w coś pewnego, w jakieś obligacje. Na tym nie można stracić, bo obligacje są gwarantowane przez państwo. Ale obligacje nie dają żadnego zysku, bo co one mogą - tyle że inflację pokryją. No więc dziewięćdziesiąt pięć złotych śpi sobie smacznie w obligacjach. Ale mieliśmy sto. Więc jak wsadzamy dziewięćdziesiąt pięć w obligacje, to zostaje nam pięć. I te pięć możemy zainwestować w operacje przynoszące dochód, a więc bardziej ryzykowne. No i inwestujemy. I w ciągu roku z tych pięciu złotych uzyskujemy następne pięć.”
„Zaraz - zapytałem - W ciągu roku z pięciu złotych uzyskujecie następne pięć?”
„Tak - odpowiedział dumny z siebie i ze swojej branży Czarodziej Finansów - Ale to nie tylko my, tak robią wszystkie banki, to najzupełniej normalna praktyka, powiedziałbym, taka zupełnie podstawowa.”
„Czyli macie stuprocentowy zysk z zainwestowanych pieniędzy. Z tych, które inwestujecie naprawdę”.
„Tak!” - Mędrzec Pieniądza promieniał.
„No, ale zaraz, momencik, niech pan powie, jaka to inwestycja jest taka, że przynosi aż sto procent rocznego zysku? Jaka to spekulacja, albo jaki najczarniejszy wyzysk jest potrzebny, żeby mieć takie osiągi…”
„Och, to tylko małe rączki chińskich dzieci” - powiedział ktoś. Cała sala zaśmiała się z aprobatą. A najgłośniej Wielki Nauczyciel Życia.
Felietony Tomasza Piątka publikujemy we wtorki i w piątki.
www.tomaszpiatek.pl
Na podobny temat
|
@Spokojny "Overall proponuje...
Pomysł, żeby na każdą parę przypadało...