|
Ajajaj! A takie fajne miałem projekty! Jest takie powiedzienie Anonimowych Alkoholików: chcesz rozśmieszyć Boga, opowiedz mu o swoich planach.
Chciałem napisać felieton zatytułowany Tusk i jego mózg. Bo Tusk powiedział „Newsweekowi”, że w 2015 dogonimy Europę Zachodnią pod względem poziomu życia. Chciałem napisać, że premier wcale nie zwariował, tylko przenikliwie obserwuje lawinowy spadek poziomu życia w Europie Zachodniej.
Chciałem napisać o znakomitym kazaniu, które w ostatnią niedzielę wygłosił mój pastor. Analizował w nim to, jak bardzo Jezus był wykluczony i zarazem opozycyjny wobec konserwatywnego establishmentu faryzeuszy. Powiedział, że jeśli przełożyć to na dzisiejsze warunki, to w naszych czasach Jezus przyszedłby jako wojująca feministka, jako komunistyczny żydomason, jako gej lub lesbijka, albo jako osoba uzależniona.
A tu niestety, nic z tych rzeczy. Wyszło na to, że muszę napisać o czymś innym. A dokładnie – o kimś innym.
Wczoraj wieczorem mój syn mnie spytał, jaki jest synonim do słowa „kuriozalny”. „Witold Gadomski” odpowiedziałem odruchowo. Bo Witold Gadomski znowu przypomniał nam o swoim istnieniu i zszedł przy tym poniżej pewnego poziomu. Zszedł poniżej pewnego poziomu Gadomskiego. Piszę: „zszedł poniżej pewnego poziomu Gadomskiego”, bo poziom Gadomskiego jest zawsze poniżej pewnego poziomu, ale tym razem Gadomski zszedł jeszcze niżej niż ten poziom.
Sławomir Sierakowski napisał esej pt. List otwarty do partii. I Gadomski odpowiada. Jest to odpowiedź tego rodzaju, że przynosi wstyd „Wyborczej”, która coś takiego opublikowała. Tekst nazywa się: Lamenty Sławomira Sierakowskiego, ale zawiera głównie lamenty Witolda Gadomskiego. Gadomski lamentuje nad tym, że Sierakowski domaga się wolności kształtowania społeczeństwa, dzisiaj skamieniałego w neoliberalnej formie. Gadomski twierdzi, że byłaby to wolność dla wąskiej grupy polityków, a nie dla całego narodu – choć Sierakowski wyraźnie pisze, że domaga się większej i bardziej reprezentatywnej demokracji, szerszej niż panujący teraz kartel czterech partii (PO, PiS, SLD, PSL). Gadomski nieudolnie stara się przy tym udowodnić, że żaden kartel nie istnieje, a cztery partie zawsze wchodzą do parlamentu, bo są takie dobre. Udaje, że nie rozumie, jak bardzo niemoralny jest system, w którym partia za to, że jest w parlamencie, nagradzana jest wielką kasą, za którą może sobie kupić kampanię wyborczą, aby znowu dostać się do parlamentu, znowu dostać kasę i tak w nieskończoność.
Zresztą „udaję, że nie rozumiem i idę w zaparte” jest główną taktyką myślową (raczej antymyślową) Gadomskiego. Oto cytat: „Nie jest wystarczającym usprawiedliwieniem dla dzisiejszej politycznej anemii nieprzeżyta eschatologiczna psychoza XX wieku - pisze intelektualista z Krytyki Politycznej. Więc może zamiast anemii zaproponujemy rewolucję ze wszystkimi jej konsekwencjami, także ryzykiem powstania w jej wyniku systemu totalitarnego?”. Widzicie sami. Kiedy Sierakowski pisze, że wobec teraźniejszego marazmu ideowego nie ma co przywoływać straszaka dwudziestowiecznych ekstremizmów, takich jak sowiecki komunizm, w odpowiedzi na to Gadomski… przywołuje straszaka sowieckiego komunizmu.
Potem Gadomski przeskakuje na swój ulubiony temat czyli ekonomię, którą rozumie mniej więcej tak, jak dobry wojak Szwejk rozumiał wojskowość: im bardziej coś jest absurdalne, tym chętniej w to wejdę. Próbuje się naśmiewać z intelektualistów, którzy mieli nadzieję, że po wywołanym przez neoliberalizm kryzysie ekonomicznym powstanie nowy globalny system finansowo-gospodarczy. „Tymczasem w wyniku kryzysu neoliberalne pryncypia nabrały jeszcze większego znaczenia” – mówi Gadomski i udaje, że nie słyszy grozy we własnych słowach. Tymczasem w wyniku pożaru rozdano podpalaczom jeszcze więcej zapałek.
Sierakowski mówi, że globalizacja kapitału odebrała państwom wolność. Nie mogą na przykład swobodnie kształtować swoich podatków, bo jeśli te nie będą bardzo niskie, to kapitał ucieknie do innych państw. Gadomski się tym zachwyca: „Zachowujmy się rozsądnie, by nie wystraszyć rynków finansowych – zalecają doradcy, a politycy rad tych się słuchają. […] Czy imperatyw zachowania rozsądnej polityki gospodarczej ogranicza wolność?”. To ostatnie zdanie jest jak z propagandy stanu wojennego. Byłem wtedy dzieckiem, ale pamiętam to nieustanne wzywanie do „zachowania rozsądku”, który przecież nie ogranicza „rozsądnie pojętej wolności”. Gadomski najwyraźniej widzi to tak: politycy, wyborcy, demokracje, to są takie trochę nierozsądne dzieci, ale na szczęście słuchają rozsądnej pani nauczycielki, czyli rynków finansowych. Wprawdzie niedawno pani oszalała i próbowała dzieci poćwiartować, ale wszystko dobrze się skończyło, bo dostarczyliśmy pani jeszcze więcej tasaków.
„On się robi coraz bardziej podobny do Coelho” – powiedziała moja Hania, gdy zobaczyła zdjęcie Gadomskiego. I rzeczywiście, nie tylko z twarzy. Tak samo zachwycony swoim zestawem formułek, Coelho ekonomii. Jeden gadom to jednostka miary dogmatyzmu gospodarczego i wynosi 2,75 balcera.
Tak chciałem zakończyć ten tekst, kiedy Hania powiedziała: „Zwróć uwagę na jeden prosty fakt: Sierakowski pisał do polityków. A odpowiedział mu dziennikarz ekonomiczny. To dopiero pokazuje absurd naszych czasów. To dopiero pokazuje, kto tu rządzi”.
www.tomaszpiatek.pl
Na podobny temat
|
@Spokojny "Overall proponuje...
Pomysł, żeby na każdą parę przypadało...